menu

Architektura przetrwania

O badaniu kryjówek, które powstawały w czasie II wojny światowej, żeby chronić prześladowaną ludność żydowską, z Natalią Romik – politolożką, architektką, autorką projektów naukowo-artystycznych, laureatką nagrody im. Marii i Łukasza Hirszowiczów za rok 2019 w kategorii „Działalność artystyczna i naukowa” – rozmawia Bogna Świątkowska.

Natalia Romik: Predator, 2009, fot Jacek Kołodziejski dla Fundacji Bęc Zmiana

Czym ty się właściwie zajmujesz? Czy to jest archeologia architektoniczna? Zdefiniujmy tę dziedzinę, w której prowadzisz badania. Czy w ogóle taka istnieje, czy może to ty ją stwarzasz?

To bardzo dobre pytanie. Wydaje mi się, że moja praktyka to proces, który wciąż niestety jest trudny do sklasyfikowania. Nazwałabym ją badaniami artystycznymi, które obejmują architekturę, studia judaistyczne, historię i dizajn.
Wiele artystek i artystów, tworząc swoje projekty, stosuje narzędzia z różnych dziedzin nauki, analizują archiwa, czerpią z dziedzin archeologii, muzykologii czy fizyki. Moje działania nie są zupełną nowością na polu polskiej sztuki współczesnej, chociaż niestety interdyscyplinarność nie jest traktowana z estymą przez wielu naukowców, a badania artystyczne jako dyscyplina naukowa cały czas kiełkują powolnie. Moje obecne badania kryjówek są zakotwiczone w projekcie badawczym postdoc, w ramach Gerda Henkel Foundation, a punktami wyjścia są architektura i studia nad Holokaustem. Niestety, nie ma w Polsce takiej instytucji, gdzie artystki czy architekci, mogliby praktykować interdyscyplinarne studia artystyczne. Tymczasem tego rodzaju badania są bardzo owocne. Wiem, że teoria i praktyka, które uzyskałam na studiach doktoranckich na Bartlett School of Architecture, będą odzwierciedlały się również w innych moich projektach. Również badania sztetli, dawnych synagog, żydowskich domów przedpogrzebowych okazały się bardzo owocne w praktyce i teorii. To projekty artystyczne, takie jak Nomadyczne Archiwum Sztetla czy Jad, pozwoliły mi zgromadzić i udokumentować materiały archiwalne i ślady po żydowskiej architekturze w małych miastach, dotąd nieznane i niewpisane w żaden rejestr zabytków. Okazało się, że dizajn i architektura (w tym wypadku nomadyczna) przyciągają ludzi i otwierają się na najtrudniejsze tematy społeczne.

Dąb Józef w Wiśniowej, badania z dendrologiem Jerzym Bielczykiem, fot Powiatowe Centrum Kultury i Turystyki w Wiśniowej

Jak duża jest skuteczność tworzenia wiedzy społecznie użytecznej w badaniach artystycznych? Swoimi działaniami wiedzę mnożysz, produkujesz i udostępniasz. Twoimi narzędziami są wystawy, strony internetowe, powstające przy okazji realizowanych projektów. Czy możesz przywołać konkretne narzędzia i dyscypliny, których używasz? W których dyscyplinach musisz się zanurzyć, żeby rzeczywiście poszukiwać skutecznie? 

Oczywiście głównie to jest historia i długie żmudne godziny spędzone w archiwach. To czasem 70% mojej pracy. Następnie architektura i jej wszystkie gałęzie, które potem służą mi przy wykonywaniu pomiarów, analizy przestrzennej, rysunków. Na przykład podczas badania kryjówek współpracuję ze wspaniałym geodetą Przemkiem Kluźniakiem, który dokonuje pomiarów. To również współpraca z innymi artystami, jak Aga Szreder czy Rafał Żwirek, od których uczę się tworzenia odlewów gipsowych i silikonowych, jak te wykonane na ścianie kryjówki na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie.
Profesor Jane Rendell, która jest wykładowczynią w Bartlet School of Architecture, stworzyła niemiernie ciekawą metodę badawczą: critical spatial practice, co można przetłumaczyć jako „krytyczna praktyka przestrzenna”. Jej zdaniem przestrzeń w kontekście architektury winna być badana przez kilka dyscyplin, bo właśnie ich mnogość wzmacnia badaną tezę, a współpraca pomiędzy ekspertami, użytkownikami, badaczami rodzi nowe przesłania. To dzięki tym formom, jakimi są koalicje tworzone podczas pracy nad projektami, wszystkie strony zyskują o wiele więcej.

Do czego tę bardzo szeroką perspektywę aplikujesz? Na czym właściwie polega twoje badanie kryjówek?

Wedle różnych szacunków podczas II wojny światowej w okupowanej Polsce dzięki ukryciu „po aryjskiej stronie” przeżyło około 50 000 Żydów. Część z tych osób przeżyła dzięki wzajemnej pomocy – co często podkreśla profesor Barbara Engelking – oraz wsparciu nie-Żydów. Pomocy w przetrwaniu wojennej pożogi, m.in. poprzez dostarczanie żywności, lekarstw czy załatwienie aryjskich dokumentów, udzielali ludzie z różnych klas społecznych, kierując się najróżniejszymi motywacjami. Słusznie wskazuje Jacek Leociak, że „nie ma prostych i jednoznacznie budujących opowieści o pomocy i ukrywaniu. Każda uwikłana jest w historyczny kontekst, w splątaną sieć zależności między ludźmi”. Część Żydów zmuszona była do ukrywania się w różnego rodzajach kryjówkach: bunkrach, schowkach, różnych „niewidzialnych” przestrzeniach, które były tak budowane, aby ludzie mogli przeżyć w ukryciu kilka chwil, dni, miesięcy, rzadko lat.
Zaczęłam się zastanawiać: dlaczego mimo tego, że od wielu lat mówimy o czynach ludzi odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – w sumie otrzymało go 6992 Polek i Polaków – dlaczego nie mówimy w ogóle o architekturze? Fascynowała mnie „architektura ukrycia” i to, z jaką precyzją budowano owe miejsca. Wyobraźmy sobie te wszystkie ograniczenia: nie możemy w nocy budować takiej kryjówki, bo nie można hałasować, mamy tylko kilka bardzo prostych narzędzi – czasami jest to łyżka, czasami jest to nóż, jakieś gałęzie. Jak w takim niewyobrażalnym strachu ludzie byli zdolni budować tak niesamowite z dzisiejszej perspektywy schronienia, które były wyposażone na przykład w system wentylacyjny czy elektryczny – jak w przypadku kryjówki u rodziny górników Kobylców w Siemianowicach Śląskich, która przechowywała grupę bojowników z młodzieżowej organizacjo Ha-Szomer Ha-Cair. Zaczęła mnie interesować cała ta tkanka architektoniczna. A z drugiej strony nurtowało mnie pytanie o to, dlaczego – chociaż w Polsce mamy sporo takich miejsc – nie podlegają one żadnej analizie intelektualnej. Pojawiła się przed kilkoma laty książka Marty Tokarskiej Cobel, która mówi o miejscach ukrycia. Autorka zaproponowała ciekawą typologię kryjówek, dzieląc je na leśne, w domostwach, samotne, wieloosobowe. Brakowało mi w tym jednak informacji o tym, co się dzieje z nimi dzisiaj, czy ktoś o nie dba, czy są widoczne, czy są istotne dla społeczności lokalnych – bez względu na to, czy znajdują się w małych miejscowościach, czy w dużych miastach.

Wnętrze kryjówki i fragment schodów w drzewie Józef, fot Natalia Romik

To rozmowa nie tylko o tym, jak ludzie chronili swoje życia w tamtych strasznych czasach, ale jest też o podstawowej roli architektury, jaką jest minimalizacja zagrożeń dla życia człowieka. Jak one były projektowane, co było brane pod uwagę jako element kluczowy? Co było dobrą kryjówką?

W kryjówkach ludzie żyli „twarz przy twarzy” miesiącami, a nawet przez kilka lat. Niekiedy w kryjówkach rodziły się dzieci. Przestrzenie te musiały być wygłuszone i zabezpieczone przed okupantem, ale też przed „czujnym okiem sąsiada”.
Struktura architektoniczna kryjówek wynikała ze środków finansowych, dostępności materiałów na miejscu (cegła, kamienie) oraz z konieczności dostosowania się do już istniejącej architektury (np. dobudowane strychy, przedsionki).  Czasami kryjówki wyposażano także w elementy dodatkowe, jak wspomniany system sygnalizacji świetlnej w Siemianowicach Śląskich. To właśnie w Siemianowicach, gdzie ostatnio odwiedziłam rodzinę Kobylców, pod zwykłym domkiem z lat 20. XX wieku, tzw. bliźniakiem górniczym, zbudowano bunkier pod kuchnią. Tam przechowywała się Hajka Klinger, działaczka Ha-Szomer Ha-Cair. Z relacji Samuela Rona możemy się dowiedzieć, że zainstalowano tam światła elektryczne i system ostrzegawczy: kiedy włączano światła w mieszkaniu, jednocześnie zapalała się lampka sygnalizacyjna w bunkrze. Jeśli przychodził ktoś ze swoich, w bunkrze błyskał sygnał. W przeciwnym razie trzeba było zachować absolutną ciszę. Bunkier był obliczony na 10–15 osób, ale zdarzało się, że przebywało w nim około 30.
Ciekawym rodzajem schronienia był system wykorzystujący drzwi obrotowe, za którymi znajdowało się zejście do kryjówki w piwnicy – jak w klasztorze u sióstr Niepokalanek w Jarosławiu. Otwieramy szafę, mamy półki na dżemy i konfitury, ale te drzwi można jeszcze popchnąć i wtedy ukazuje się to „niewidzialne” zejście do piwnicy.
Ale zupełnie niewiarygodne jest odkrycie z zeszłego tygodnia! W dębie Józef na Podkarpaciu zobaczyłam schody, które ukrytym w drzewie braciom Hymi pozwalały przez dziuplę obserwować okolicę.

Pomiary geodezyjne drzewa Józef, fot. Natalia Romik

Jeździsz po kraju, odkrywasz te miejsca zapisane w archiwach, wspomnieniach. Co znajdujesz?

Zaskakująco dużo – może wynika to z luki badawczej? Do dziś istniejącym świadkiem historii jest na przykład kryjówka na Cmentarzu Żydowskim na Okopowej w Warszawie, w której między 1939 a 1942 ukrywał się Abraham Carmi. Udało mi się w Izraelu, jeszcze przed pandemią, przeprowadzić z nim obszerny wywiad. Ta kryjówka nadal istnieje. Tu wraz z dyrektorem cmentarza Witoldem Wrzesińskim odkrywamy, jak ta kryjówka w grobie wyglądała, jak była skonstruowana. Abraham i Ajzyk Posnerowie użyli do budowy cegieł z pobliskiego, niedokończonego ówcześnie Mauzoleum Żołnierzy Żydowskich. Górę przykryli macewami i szynami.
Oprócz pomiarów i wejścia do kryjówki zaczęliśmy z Przemkiem Kluźniakiem mierzyć tę przestrzeń narzędziami geodezyjnymi, żeby móc dokładnie odtworzyć ją w 3D. Teraz pracujemy nad jej modelem. Posłużyliśmy się ręcznym skanerem optycznym oraz dużym laserowym. Rodzi się jednak pytanie o to, co dalej. Kolejnym etapem w tym miejscu będzie upamiętnienie w sposób minimalistyczny kryjówki. Dziś można dostrzec ją jako dziurę między macewami w kwaterze 41.

Pomiary skanerem optycznym, fot. Natalia Romik

Narracja o ukształtowaniu miast dzisiaj jest o uspołecznianiu, o projektowaniu do spotkania. Figura strachu inaczej pracuje – mamy obawy wobec zjawisk zewnętrznych, zmian klimatycznych, skutków ubocznych późnego kapitalizmu, pandemii. Siebie nawzajem nie boimy się aż tak bardzo.

Traktuję projekt o kryjówkach jako taką dłuższą drogę. Wynika z moich wcześniejszych działań: zainteresowania architekturą wernakularną sztetla, mojego doktoratu na temat małych miast i niewidzialności czy nawet z efektów pierwszego projektu Predator z 2009 r., który zrealizowaliśmy w ramach akcji Zniknij nad Wisłą. Wydaje mi się, że architekci powinni się cofnąć kilka kroków, powinni się zastanawiać nad tym, co otacza nas w skali mikro, jakie badania naukowe z innych dziedzin mogą nas wspierać i krytycznie nastawiać do rzeczywistości.

Co zrobisz z tą wiedzą?

Mam nadzieję, że oprócz opublikowania wyników badań w formie pracy naukowej zamieni się ona w książkę, wystawę, działania umożliwiające zapoznanie się z nią odbiorcom. Zbadane przestrzenie zostaną przeze mnie upamiętnione, „odciśnięte” w postaci rzeźb-odlewów. Myślę też o wystawie, na której pokażę modele, dokumentację video i badania, które zostały wykonane przez geologów i geodetów, oraz dokumenty, powojenne relacje świadków – wszystko to, co archiwa głęboko skrywały w Polsce i nie tylko.
To niesamowite, że w drzewie Józef, uznanym w 2017 r. Europejskim Drzewem Roku – taki wspaniały konkurs Unia Europejska organizuje – ukrywało się dwóch braci o nazwisku Hymi. Ani w Yad Vashem, ani w żadnym archiwum nie odnalazłam tego nazwiska. Pojawia się jedynie w lokalnej historii mówionej. Obecnie próbuję ściągnąć relację świadków z Waszyngtonu, w której pojawia się historia kryjówki w drzewie Józef.
Tydzień temu wraz z dendrologiem Jerzym Bielczykiem przy pomocy kamer endoskopowej udało nam się dojrzeć system schodów wewnątrz drzewa. Trzeba było to zobaczyć z perspektywy podnośnika hydraulicznego, gdyż w tym przypadku archiwa nie wystarczyły.
Badania artystyczne pozwalają nam dotrzeć tam, gdzie dane w archiwach są niepełne lub politycznie niesprzyjające. Są istotnym puzzlem uzupełniającym całość.

Kryjówka w której ukrywał się Abraham Carmi, Cmentarz Żydowski, ul. Okopowa w Warszawie, fot. Rafał Żwirek

* W październiku odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa Czy badania artystyczne?, której celem było ożywienie i rozwijanie dyskusji wokół problematyki badawczych praktyk artystycznych w Polsce. Było to pierwsze takie spotkanie na temat badań artystycznych w Polsce. Organizatorki konferencji: Paulina Brelińska, Zofia Małkowicz-Daszkowska, Zofia Reznik, zaprosiły osoby działające na styku sztuki, nauki i działań badawczych. Wydarzenie było częścią inicjatywy Sympozjum Wrocław 70/20, oddolnego konsorcjum przedsięwzięć krytycznie upamiętniających 50. rocznicę Sympozjum Plastycznego Wrocław’70. Konferencję zorganizowała Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.

bec_zmiana · Bęc Radio: Badania artystyczne —> Brelińska/Małkowicz-Daszkowska/Reznik

 

** sztetl (z języka jidysz) – miasteczko. Tym mianem określano skupiska miejskie na terenie dawnej Rzeczpospolitej, w których od XVI wieku aż do 1939 roku zamieszkiwali Żydzi. Nazwą „sztetl” często określa się formę urbanistyczną, w której obok rynku, ratusza, kościoła, synagogi istniały też żydowski cmentarz, szkoła i organizacje kulturowe. Ludność żydowska zamieszkująca sztetle stanowiła od kilku do ponad 90% ogółu mieszkańców, jak na przykład w Izbicy.

*** Jacek Leociak, Ratowanie. Opowieści Polaków i Żydów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 9.

**** Marta Tokarska-Cobel, Bezludna wyspa, nora, grób. Wojenne kryjówki Żydów w okupowanej Polsce, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2012.

***** Zniknij nad Wisłą to seria eksperymentów artystyczno-ekologiczno-egzystencjalnych zrealizowana przez Fundację Bęc Zmiana w 2009 r. Pamiątkowa płyta upamiętniająca Znikanie umieszczona jest w chodniku przez księgarnią Bęc Zmiany przy Mokotowskiej 65 w Warszawie. Efektem działania była m.in. publikacja Znikanie. Instrukcja obsługi stanowiąca swego rodzaju leksykon znikania. Publikacja podaje w wątpliwość sens spektakularnych strategii produkowania przestrzeni miejskiej. Zamiast epatować publiczność sztuką, porusza się na granicach widzialności, przemierza niejednoznaczne krawędzie pola widzenia. Książka pod redakcją Katarzyny Chmielewskiej, Mateusza Kwaterko, Kuby Szredera i Bogny Świątkowskiej dostępna jest w księgarni internetowej beczmiana.pl/sklep.

Natalia Romik – absolwentka nauk politycznych, dizajnerka, artystka, członkini SARP. Uzyskała tytuł doktora na Bartlett School of Architecture UCL dzięki pracy (Post)-Jewish Architecture of memory within former Eastern European Shtetls. Obecnie stypendystka programu Gerda Henkel Stiftung. Głównym polem jej działań artystycznych i naukowych jest styk sztuki i architektury. Realizowała je m.in. w projektach: Predator, What Makes You Horny and Itchy in Architecture? (performans na festiwalu PARADE. Critical Practice w Londynie), Nomadyczne Archiwum Sztetla, Otwarte Studio Antyfaszystowskie czy Dreamcatcher – mobilna sauna podczas dwóch edycji Roskilde Festival w Danii. Stypendystka London Arts and Humanities Partnership na studiach doktoranckich. Dizajnerka i kuratorka (wraz z Justyną Koszarską-Szulc) wystawy czasowej Obcy w domu. Wokół Marca 1968 w POLIN Muzeum Historii Żydów Polskich. Członkini architektonicznego kolektywu SENNA, w ramach którego zrealizowała m.in. projekt wystawy stałej Dom Pamięci Żydów Górnośląskich w XIX-wiecznym, neogotyckim domu przedpogrzebowym w Gliwicach. Laureatka przyznawanej przez Żydowski Instytut Historyczny nagrody im. Marii i Łukasza Hirszowiczów za rok 2019 w kategorii „Działalność artystyczna i naukowa”.