menu

Opowieści o wodzie

Aleksandra Litorowicz
Warszawa, Zakole Wawerskie, fot. Sisi Cecylia

Centrum Ochrony Mokradeł pojęło współpracę z jedną z polskich rzemieślniczych marek, ogłaszając premierę… piwa. Projekt ma zwrócić uwagę na znaczenie wody (jako że nie ma bez niej „życia, ale też… piwa”) i podejmować temat osuszania bagien. Czytając materiały prasowe, dowiemy się wiele o znaczeniu mokradeł dla ekosystemu, strat, które w wodnym krajobrazie Polski wyrządził człowiek i konieczności ochrony tego bezcennego zasobu, a także wsparcia Centrum Ochrony Mokradeł (wykonującego kawał świetnej roboty!).

Co przeszkadza mi więc w rozkoszowaniu się igliwiem z polskich lasów wyczuwalnym w nowym piwie „From the Wetlands” („Z mokradeł”)? Dlaczego nie cieszę się, że być może dzięki tej nieoczywistej współpracy marginalizowany do tej pory temat ochrony mokradeł wypłynie na szersze, nomen omen, wody, docierając nie tylko do bagiennych pasjonatów, ale i wytrawnych piwoszy, i to zaraz po „suchym styczniu”? A więc mam problem z promowaniem alkoholu w przestrzeni medialnej. Po prostu. Wydaje mi się też, że budowanie świadomości na ekologicznie ważny temat nie powinno odbywać się przy okazji tematu potencjalnie społecznie szkodliwego. Chyba jestem w mniejszości, bo piwne nuty w swojej kampanii #ProtectWater stosowała już w 2018 roku WFF (i inne organizacje tworzące koalicję Living Rivers Europe), mówiąc: „Bez wody nie ma piwa!”. Różnica jest taka, że nie występowała tu żadna konkretna marka. Zastanówmy się więc, czy da się opowiadać o wodzie inaczej?

Gdańsk, ogród deszczowy, fot. Marzena Mruk-Wszałek (Miasto Botaniczne)

Chętnie przytoczę kilka działań osób i grup, które na różnych polach i od lat uczą obserwować bieg wody i mu sprzyjać. O emancypacyjnej roli mokradeł, wolności, którą daje, a także jej nieoczywistych wpływach na stosunki władzy przeczytacie w porywającym eseju Republika bagien Michała Pospiszyla (wydanie specjalne magazynu „Pismo” poświęcone wodzie). Dzięki Danielowi Petryczkiewiczowi będziecie na bieżąco z sytuacją rzeki Małej, a dzięki hydrofemistycznemu kolektywowi Siostry Rzeki – z obroną istnienia i podmiotowości rzek w Polsce. Z kolei tajemnice warszawskiego podmokłego olbrzyma, czyli Zakola Wawerskiego, a także jego pozaludzkich mieszkańców, poznacie dzięki działaniom i filmom Grupy Zakole. O przywrócenie wodnej równowagi i odtworzenie mokradeł na dawnych wrocławskich polach irygacyjnych upominają się z kolei konsekwentnie artyści i przyrodnicy. Na łamach NN6T nie raz pisaliśmy o ogrodnictwie wodnym, przywracanym w miastach przez Grupę Projektową Centrala i Aleksandrę Kędziorek. Wiosna to doskonały moment, żeby budzić uśpione rośliny w naszej podwórkowej donicy hydrobotanicznej albo zacząć przygotowania do obsadzenia swojej pierwszej mikrosadzawki. 

Warszawa, Zakole Wawerskie, fot. Sisi Cecylia

Jak z kolei na wiosnę wchodzić w sferę wodnej praktyki? Na prywatnej działce, jak i w przestrzeni publicznej, można na przykład założyć ogród deszczowy, w którym rośliny i gleba działają jak naturalne filtry i magazyny wody opadowej. Należy wybrać do tego miejsce, w którym chcemy opóźnić spływ wody i lokalnie ją zatrzymać. Dzięki ogrodowi będzie ona stopniowo wsiąkać w głąb gleby, zamiast po deszczu uciekać z działki np. do kanalizacji. Do obsadzenia wybierajmy rośliny, które dobrze radzą sobie z nadmiarem wody, a jednocześnie są odporne na okresową suszę. Ich korzenie i kłącza oczyszczają wodę z niektórych zanieczyszczeń i substancji chemicznych. Tak zaprojektowane miejsce nie tylko zwiększa miejską retencję, ale tworzy również mikrosiedlisko dla zwierząt, np. ptaków, motyli czy żab. Przyjmuje się, że taki ogród wchłania 30–40% wody więcej niż trawnik o podobnych wymiarach.

 

Można również zbierać deszczówkę, i to nie tylko indywidualnie, ale promować to rozwiązanie na swoich osiedlach, w instytucjach kultury, placówkach edukacyjnych, miejscach pracy czy urzędach. Miasto-gąbka, wypełnione zielonymi dachami, przystankami i fasadami, łąkami kwietnymi i przestrzeniami zielonymi, nawierzchniami przepuszczalnymi, nieckami retencyjnymi czy parkami deszczowymi, dbające o już istniejące tereny naturalne, w tym rzeki, stawy i mokradła, jest w stanie zatrzymać nawet 90% wody opadowej!

Warszawa, Zakole Wawerskie, fot. Sisi Cecylia

Te i podobne wodne praktyki warto odkrywać wspólnie, najlepiej od najmłodszych lat. Bardzo polecam śledzenie pilotażowego projektu „Szkoła przyjazna klimatowi” realizowanego przez Fundację Sendzimira w partnerstwie z Urzędem Dzielnicy Wawer m.st. Warszawy oraz PS Paaby Proces – Edu_Action z Norwegii. W jego ramach wokół Szkoły Podstawowej nr 195 im. Króla Maciusia I, wraz z uczniami (i wedle ich pomysłów!), przeprowadzono szereg interwencji adaptujących miejsce do zmian klimatu, m.in. rozszczelniono część betonowego placu, założono zieloną ścianę i zielony dach, stworzono park kieszonkowy czy zasadzono łąki kwietne. Miejsca te nie tylko sprzyjają retencji, ale również wspierają zapylacze, małe ssaki, mają wartość edukacyjną i rekreacyjną. W tym roku do projektu przyłącza się kolejnych pięć szkół, a materiały edukacyjne i dobre praktyki, które można zastosować w swojej szkole, przy domu czy na osiedlu, dostępne są na stronie spk.sendzimir.org.pl. 

 

Aleksandra Litorowicz – prezeska Fundacji Działań i Badań Miejskich PUSZKA, kulturoznawczyni, badaczka, wykładowczyni akademicka. Prowadzi inicjatywę Miastozdziczenie.pl.

Ten serwis korzysta z cookies Polityka prywatności