Poświęciliśmy kilkanaście minut na pracę z wyszukiwarką i wyniki tych badań nie pozostawiają złudzeń: JEŚLI KUCHNIA MOŻE BYĆ STYLEM ŻYCIA, TO STYLEM ŚMIERCI JUŻ NIE BARDZO.
Chciałoby się żywych ugościć Twoim ulubionym wegańskim kremem z sezonowych i cappuccino na migdałowym? No ale prawdopodobnie tak się nie stanie. Musisz się z tym pogodzić już dziś! Pierwszy wynik po wpisaniu hasła „stypa wegetariańska” tak przedstawia sytuację: „Stypa odbędzie się w restauracji.



Spróbuj może porozmawiać z kimś z obsługi, może zgodzą się podać Ci jakieś danie wegetariańskie”. Ojej! Zwrot: „być może się zgodzą”, brzmi mało optymistycznie i wyjściowa pozycja negocjacyjna zdaje się beznadziejna. A jeszcze do tego wszystkiego nie żyjesz. Fatalnie! Nadziei nie przynosi też lektura kart menu z lokali gastronomicznych w powiecie bieruńsko-lędzińskim, w którym śmiertelność jest najwyższa w Polsce. Prawdopodobieństwo natknięcia się na nieludzkie zwłoki w posiłku jest tak samo wysokie jak prawdopodobieństwo tego, że kiedyś umrzesz. Może więc lepiej odpuścić w ogóle albo określić sprawę w testamencie? A może chęć bycia dobrym gospodarzem takiego przyjęcia to po prostu freak control w stuprocentowym stężeniu?
Bo choć chcielibyśmy myśleć o sobie jako o innowatorach, rewolucjonistach lub po prostu osobach żyjących na własnych zasadach, to zaskoczeni przez sytuację graniczną, często oddalamy się w objęcia tradycji. Wydaje się, że zmiana nazwy „stypa” na „konsolacja” to chyba maks w dziedzinie nekrokulinarnego postępu. Resztę okupuje rzeczywistość przejęta od dziada i pradziada. Spójrzmy prawdzie w oczy: Wujek Feliks musi żur z kiełbasą, a ciocia Jadzia pierś z kurczaka. Tak być musi! Póki żyją! Póki my żyJEMY!


