menu

Niech płyną! Rzeki, nie ścieki

Mimo że piszemy ich nazwy wielkimi literami i nazywamy je imionami w rodzaju żeńskim, rzadko wsłuchujemy się w kolektywne byty, jakimi są rzeki. Coraz częściej wypływa na wierzch, że nasz ortograficzny szacunek to kurtuazja i już dawno porzuciliśmy poczucie, że rzeki mają na nas realny wpływ, traktując je bardziej jako weekendową atrakcję niż żywy organizm. Niedawna tragedia Odry to pocztówka z trudnego uwikłania, które system zmuszony jest zauważyć, dopiero kiedy dopływa ono w rewiry strat ekonomicznych.
Rzeka to twór, który ucieka (odpływa?) naszym definicjom stałego podmiotu. Chowając się pod spójną nazwą, jest chłonnym, transformującym się organizmem, który gości niezliczoną ilość podmiotów o własnych i wspólnych potrzebach. Kolektywny dobrostan rzeki jest utrzymywany przez samoregenerację – wiecznie utrudnianą przez regulowanie i betonowanie rzek. Pozostawiona sobie, dzika rzeka, korzysta z zasobów odnawialności (rośliny, mikroorganizmy, skały), by transformując się, trwać, dbając o swoich użytkowników i użytkowniczki. Dalekie jest jej pojęcie śmie(r)ci, bo jej kompost jest pożywieniem, a martwa materia wspiera jej oczyszczanie. Jeśli myślimy, że bliska jest nam intersekcjonalność, przyjrzyjmy się rzecznym aktorom: glonom, płazom i gadom, grzybom i roślinom wodnym, rybom, ptakom, ssakom… Ta mantra jest długa i niespodziewana – jak jej rzeka.
To dość oczywiste, że rzeka nas nie potrzebuje – wręcz przeciwnie, bo torując jej bieg, uniemożliwiamy jej regenerację, opartą na złożonej wiedzy, wytworzonej w głębokim czasie. Coś, co często ucieka ludzkiej uwadze (a szczególnie uwadze zachodniej cywilizacji), to fakt, że obserwacja, uważność i dostrajanie to istotna metoda poznawcza. Gdyby człowiek wsłuchał się w rzekę, nie stawiałby domów na jej brzegu, nie betonował jej brzegów i nie spuszczał do niej niekontrolowanych ścieków – to niepotrzebna walka z jej istotą; walka skazana na (także ludzkie) problemy. Dzisiejsze obrzydzenie, które mamy wobec jej zapachu, wyglądu, konsystencji – choćby kiedy stoimy nad warszawskim brzegiem Wisły – to obrzydzenie wobec systemowej ignorancji w stosunku do rzek. Albo chciałabym, żeby tak było – żeby transparentność polityczna była dla nas tak istotna, jak transparentność rzeki, kiedy chcemy się w niej wykąpać.

Fot. Weronika Zalewska

Zakole Wawerskie w Warszawie, fot. dzięki uprzejmości Grupy Zakole, www.zakole.pl

Dopiero opozycyjne śledztwo w Rzekach Polskich, które wszczęto po sierpniowym zatruciu Odry, wyjawiło informacje o tym, że jest do niej odprowadzonych 429 legalnych oraz 282 nielegalne wyloty zanieczyszczeń (wliczając dopływy). Warto pochylić się nad tą informacją, żeby zastanowić się: a) co realnie oznacza legalność dopływów i b) jak w kilka dni można zidentyfikować tyle nielegalnych wylotów (możemy też spekulować, że z ich nielegalnością już wcześniej nic nie zrobiono). Chciałam poruszyć szczególnie język legalności, jako język legitymizujący i usprawiedliwiający. Mamy wierzyć, że politycy, legalizując wyloty, jednocześnie stale je monitorują; są to jednak wyloty przemysłowe, których natura jest naturą odpadów poprodukcyjnych, a ich skład może różnić się każdego dnia. Dzieci, nie wierzcie legalności! To legalność oparta na tych samych systemach wyzysku, które doprowadzają do (często niewidocznych gołym okiem) katastrof. To system prawny podtrzymywany przez polityków i przedsiębiorców, którzy chcą ukrócić uwagę społeczeństwa kompensatami (dla przedsiębiorców, nie rzek), jednocześnie nie zmieniając prawa, by w przyszłości zapobiec podobnym katastrofom.

Zakole Wawerskie w Warszawie, fot. dzięki uprzejmości Grupy Zakole, www.zakole.pl

System kompensat nic nie robi rzekom – próbuj wrzucać tam monety – rdzewieją. Żaden rząd nie opłaci realnych strat w zmienionej hydrosferze. Niektóre gatunki ją opuszczą, innym regeneracja zajmie dekady. Szkoda, że rządy nie rozumieją jednak, że rzeka troszczy się także o nas – że jeśli rzeka jest chora, to i my chorujemy. Presja obywatelskiej transparentności jest walką o życie – także ludzkie, jeśli potrzeba nam takich argumentów. Przypomina się dzień, w którym wraz z Siostrami Rzekami protestowałyśmy pod Ministerstwem Infrastruktury przeciwko budowie wyniszczającej zapory w Siarzewie.  Wtedy się udało, ale praca naukowczyń, aktywistek, rolników, artystów, nigdy się nie kończy – trzeba nam sojuszy. Fantazjuję o tym, jakie hasła protestowe wymyśliłaby rzeka. Pierwsze, które przyszło mi na myśl, to: „Ścieki do twojej kartoteki”. Nie zaszkodzi zapisać.

zdjęcie:

Fot. Dzięki uprzejmości Grupy Zakole, www.zakole.pl

Ten serwis korzysta z cookies Polityka prywatności