menu

Krok w tył, skok w przód 
Architektura i klimat

Pierwszy projekt Alvaro Sizy w Matoshinos w Portugali. Ile lekcji z budownictwa wiejskiego w nim znajdziemy? Fot. Adrian Krężlik

Kiedy w 1964 Bernard Rudofsky wreszcie zaprezentował wystawę Architecture without Architects. Short Introduction to Non-Pedigreed Architecture (Architektura bez architektów. Wprowadzenie do architektury bez rodowodu) w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, wywołała ona spore zamieszanie. Ta wystawa-album zapoczątkowała nowy rozdział w nowoczesnej architekturze, w jej praktyce i krytyce. Zaprezentowano zdjęcia i krótkie komentarze na temat budownictwa wiejskiego, przyjmując pozycję dość bukoliczną, pełną zachwytu nad wzorcami wernakularnymi, jednak nie poświęcono zbyt wiele uwagi esencji tej architektury, jej źródłom i tożsamości. Być może zmarnowano szansę krytycznego otwarcia na czerpanie z tych wzorców. Podobną refleksję kilka lat wcześniej zawarła w swej książce Sibyl Moholy-Nagy, amerykańska krytyczka niemieckiego pochodzenia, jednakże jej publikacja nie uzyskała nigdy takiego rozgłosu. W kierowanej do architektów pracy Native Genius in Anonymous Architecture z 1957 roku autorka zastanawia się nad relacjami architektury wiejskiej i środowiska, wskazuje rozwiązania, które mogą być wykorzystane do lepszego projektowania w konkretnym klimacie, na bazie lokalnych materiałów i z poszanowaniem tożsamości. Tekst trzeba uznać za pionierski w kontekście ochrony środowiska i architektury, tym bardziej że ruchy w obronie planety konsolidują się dopiero kilkanaście lat później w konsekwencji kryzysu naftowego, a Rachel Carson wydaje Silent Spring dopiero w 1962. Wstęp do drugiego rozdziału, Klimat i miejsce, rozpoczyna się od pokazania dychotomii pomiędzy podejściem do ziemi/Ziemi pionierów, którzy przybyli do Nowej Anglii, i rdzennych mieszkańców. Pionierzy zadawali pytanie: „Co moja ziemia może zrobić dla mnie?”, zastanawiając się nad zyskiem, który może im przynieść ich własność. Rabunkowe podejście skonfrontowane jest z postawą rdzennych mieszkańców: „Co ja mogę zrobić dla mojej ziemi (Ziemi)?”. W tymże rozdziale autorka zwraca między innymi uwagę na to, że to klimat kształtował formy budownictwa wiejskiego i że właśnie warunki klimatyczne decydowały na przykład o wielkości okien. Moholy-Nagy przedstawia architekturę harmonizującą z otoczeniem, używającą naturalnych materiałów i w trosce o dobro wspólne starającą się budować przynajmniej zrównoważone relacje ze środowiskiem.

W Polsce podobne spostrzeżenia miał Władysław Matlakowski, lekarz i tłumacz, który pod koniec XIX wieku odbył kilka podróży na Podhale. W idyllicznym opisie pobytu w Zakopanem i okolicach opowiada o relacjach górali z przyrodą oraz o tamtejszej architekturze. Tłumaczy zależności między kształtami zagród i dachów a różnymi typami deszczów, jak dzięki południowej orientacji okien zabudowań mieszkalnych spowodować, aby wpadało do nich najwięcej światła. Prawdopodobnie jednym z najciekawszych rozwiązań jest sam sposób konstruowania domu z płazów, co można by wpisać w zasady współczesnej ekonomii okrężnej. Płazy to elementy modułowe i przenośne, które łączy się mechanicznie. Jeśli zaistnieje potrzeba, aby chałupę powiększyć lub przenieść, wystarczy przestawić elementy. Wykonane z lokalnych materiałów przez lokalnych rzemieślników, zostawiają prawdopodobnie minimalny ślad węglowy. Praca Matlakowskiego, ilustrowana ponad dwudziestoma tablicami, znakomicie pokazuje kunszt architektury regionalnej i czeka na ponowne, krytyczne odczytanie, co może się stać inspiracją w poszukiwaniu ciekawych rozwiązań.

Na drugim krańcu Europy, w Portugalii, w latach 50., na mocy dekretu wydanego przez Antónia Salazara, długoletniego dyktatora, młode pokolenie modernizujących architektów wyruszyło w podróże po kraju w poszukiwaniu „wzorca portugalskiej architektury narodowej”. Od samego początku wiedzieli, że coś takiego nie istnieje, istnieje natomiast architektura regionalna. Szczegółowe badania ukazały różnorodność i bogactwo rozwiązań przestrzennych, konstrukcyjnych i materiałowych, związki pomiędzy glebą, uprawami, roślinnością a materiałami budowlanymi, między formą architektoniczną a klimatem, stając się tym samym podstawą sukcesu współczesnej architektury portugalskiej. Najważniejsze realizacje czołowych architektów (Souto de Moura, Távora, Siza, de Amaral) przesiąknięte są wzorcami budownictwa regionalnego. Twórcy czerpali z nich czasami zbyt dosłownie, kopiując rozwiązania, czasami tylko się nimi inspirowali. Zapożyczenia te do tej pory nie doczekały się kompleksowej analizy, która sprawdziłaby rzeczywisty wpływ tej architektury na człowieka i środowisko. Z moich obserwacji wynika, że z pewnością nie spełnia ona współczesnych standardów komfortu użytkownika, który żyje obecnie w inny sposób, ma inne wymagania. Rodzi się pytanie: kiedy wygoda i bezpieczeństwo zmieniają się w niepotrzebną zachciankę lub zbytek, które negatywnie wpływają na środowisko?

Kopuły z Nubii, do których Hassan Fathy powrócił w projekcie Nowa Gourna, Fot. Marc Ryckeart

Hassan Fathy, egipski architekt, który wyrósł w szybko modernizującym się i wreszcie niepodległym kraju, również poszukiwał nauki w przeszłości. W projekcie Nowa Gourna, wiosce położonej tuż obok starożytnych Teb, pokazał, jak można interpretować antyczną tradycję budowlaną, i wskazał słabe punkty rozwiązań, które udawały styl międzynarodowy w Egipcie w latach 60., a tak naprawdę były tylko efektem poszukiwań metod taniego i szybkiego budownictwa i pozorowały rozwiązanie problemu. Na początku udowodnił, że rządowe programy, które dotyczyły budownictwa dla mas, pochłaniały wielokrotnie większe środki, niż powinny. Oparte na jakichś źle rozumianych modernistycznych pomysłach, wykorzystywały żelbeton i formy architektoniczne, obce dla tego klimatu i sposobu życia. Za dwa podstawowe filary myślenia Fathy’ego trzeba uznać używanie materiałów lokalnych i traktowanie architektury jako projektu socjalnego. Pisał, że materiał budowlany ma pod nogami – to ziemia, która od zawsze jest podstawowym budulcem w tym regionie. Takie podejście w pełni wpisuje się w myśl zasad gospodarki okrężnej i lokalności. Ponadto budowanie miasta miało pozytywnie wpłynąć na społeczeństwo, dzięki między innymi wykształceniu na rzemieślników dotychczasowych rabusiów, którzy zajmowali się okradaniem antycznych grobów i sprzedażą ich zawartości Brytyjczykom. Na takich dwóch założeniach powstała właśnie Nowa Gourna. Po podróży badawczej do Nubii i dość szczegółowym przeanalizowaniu metod budowania w suchym i gorącym klimacie, a przede wszystkim konstruowania kopuł, oraz licznych mniejszych próbach, rozpoczął kształcenie nowych rzemieślników. W warsztacie, który powstał jako pierwszy, uczyli się oni od doświadczonych kolegów z południa, jak zbudować nową osadę-miasto. W rozwiązaniach przestrzennych czerpano z architektury wernakularnej, szukając sposobów lepszego wietrzenia, chłodzenia budynków, dostarczania im odpowiedniej ilości światła itd. Masterplan nakreślony przez projektanta uwzględniał funkcje miastotwórcze, tereny zieleni, rekreacji i odpoczynku. Fathy chciał stworzyć miasto, wykorzystując wiedzę i umiejętności mieszkańców, przy okazji ich resocjalizować, a także przypomnieć tradycyjne rozwiązania budowlane i projektować w zgodzie z środowiskiem. Czasami jednak Fathy brał wzorce dość dosłownie i bezkrytycznie lub zmieniał je, nie badając ich rzeczywistych skutków. Być może plan był zbyt ambitny, bo nie udało się zrealizować wszystkiego, a być może sytuacja polityczna na to nie pozwoliła. 

Cyrkulacja powietrza w zależności położenia i wysokości kominów powietrzającychy (windcatchers). Autorzy symulacji Arash Zarmehr i Joseph T. Kider Jr.

Czyżby to było takie proste? Jeśli tak, to dlaczego od jutra nie przenieść się do mazurskiej chaty albo podhalańskiego szałasu? Takie szarlatańskie pomysły pojawiają się co jakiś czas w dyskusji publicznej. Architektura jest zwierciadłem społeczeństwa, jego myśli, sposobów życia, relacji społecznych. Przecież nikt z nas – nieważne, czy mieszkamy na wsi, czy w mieście, nieważne, czy w Polsce, czy w Kambodży – nie żyje w taki sam sposób jak kilkadziesiąt lat temu. Nie możemy dosłownie powrócić do architektonicznych wzorców z przeszłości. Pisał o tym już Lewis Mumford kilkadziesiąt lat temu w The South in Architecture: „Jeśli ktoś próbuje odtworzyć tamtą (historyczną) architekturę dziś, każdy jej element będzie dowodem na fałszerstwo (…), przecież nie możemy kopiować życia (innych) z przeszłości”.
Mimo to wciąż są realizowane nieuważne próby kopiowania, które prowadzą do powstawania architektonicznych karakanów, fasadowych dekoracji, żargonowo zwanych gniotami. Szansa staje się farsą, a do tego mało dowcipną. Co więcej, aby było trudniej w budownictwie wiejskim, możemy się spodziewać pułapek. Rodzima architektura, która powstała w jakiejś lokalizacji, podlegała dopełniającym się dążnościom: ewolucjonizmowi i dyfuzjonizmowi. I nie zawsze była odpowiednia do warunków lokalnych. Te dwa zjawiska, opisane przez Claude’a Lévi-Straussa w 
Antropologii strukturalnej, pokazują, jak pewien wzorzec kultury ewoluuje, a równocześnie zapożycza od sąsiadów lub aliantów. Należy przypomnieć również, że nie ma „czystego” wzorca, który powstał bez kontaktu z innymi. Nawet architektura plemienna w północnej Ghanie ulegała wpływom z Półwyspu Arabskiego – jak pisze Labelle Prussin w Architecture in the Northern Ghana. Czasami architektura zapożycza w sposób dosłowny, kopiując elementy architektoniczne uzasadnione w innym klimacie, albo wykorzystuje nieznane materiały. Takie zapożyczenie opisała w latach 90. Susanne Roaf w swojej pracy o łapaczach wiatru (windcatchers) w mieście Jazd w Iranie. Jej pomiary pokazały, że rozpowszechnione na terenie Bliskiego Wschodu różne kształty i formy łapaczy w różnych warunkach klimatycznych były konstruowane tak, aby dzięki wykorzystaniu zmian temperatury i wilgotności zapewnić komfort termiczny. Czasami jednak jakiś wzorzec wędrował z mieszkańcami lub najeźdźcami i był stosowany w nowym miejscu bez uwzględnienia innego klimatu czy poprawności działania, ponieważ był na przykład elementem tożsamości czy mody, a wtedy takie rozwiązanie może nieść niepożądane skutki. Dlatego też, korzystając z wzorców wernakularnych, należy się im krytycznie przyjrzeć i sprawdzić, czy ich działanie jest rzeczywiście adekwatne do klimatu. Mogą do tego posłużyć pomiary na miejscu, wcześniejsze pomiary, badania lub symulacje komputerowe, które pokażą, czy dane rozwiązanie rzeczywiście poprawia wentylację w budynku lub zapewnia lepsze naświetlenie. Wiedza na ten temat dopiero powstaje i badacze z różnych regionów powracają do rozwiązań tradycyjnych, żeby na tej bazie nauczyć się czegoś nowego. 

Naśladowanie dobrych praktyk, aplikacja form organizacji przestrzeni, bryły (kształt i typ dachu, proporcje), rozwiązania pasywne mogą być skutecznymi narzędziami w walce z globalnym ociepleniem. Możemy sobie wyobrazić chociażby 5-piętrowy budynek mieszkalny w Katowicach ze stromym dachem i dużymi podcieniami, które chronią przed deszczem mieszkańców siedzących na antresoli, czy duże patio, które pozwala na lepsze przewietrzanie w gorące dni. Jednakże każde takie rozwiązanie, aby rzeczywiście działało, trzeba przetestować, nie tylko z punktu widzenia efektywności energetycznej czy wentylacji, ale i innych elementów, które świadczą o sprawności budynku w danym kontekście. Może warto zatem powrócić do idei krytycznego regionalizmu, mimo że jej autor Kenneth Frampton przypomina, że jest ona, obok braku pokory, tylko jednym z narzędzi projektanta?

 

Adrian Krężlik

architekt, który zajmuje się zastosowaniem współczesnych technologii w projektowaniu szczególnie w kontekście rozwoju zrównoważonego. Prezes Fundacji Architektury Współczesnej. Założyciel platformy edukacyjnej Architektura Parametryczna oraz berlińskiej agencji Parametric Support, który zajmuje się aplikacją optymalizacji i automatyzacji do procesów architektonicznych. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Zaha Hadid Architects w Londynie, Rojkind Arquitectos oraz FR-EE Fernando Romero w Meksyku. Wykładowca Weißensee Kunsthochschule w Berlinie oraz School of Form.