menu

Zdjęcie protestu, zdjęcie protestujące

Te fotografie są nie tylko dokumentem: to także apel, inspiracja i komentarz. Mają one moc opowiadania i emocjonalnego wpływania na widzów. Wyrażają ich gniew, ale też radość, dokonują krytycznego oglądu społecznej rzeczywistości, ale też same budzą emocje i wokół nich jednoczą.

Rok na protestach, fot. Michalina Kuczyńska, 2020

Co widać na protestach

„Protest to wizualna demonstracja obecności” (1) – mówią członkinie kolektywu Żubrzyce, w lapidarnej formie wyrażając kwestię złożoną i na różne sposoby podejmowaną i przez aktywistów, i artystów, i badaczy. Chęć publicznej ekspresji niezadowolenia wyciąga na ulice podmioty dotąd niewidoczne, przezroczyste lub nie definiujące się przez określo­ne tożsamości czy postulaty (jak prawo do aborcji). W pewnym sensie nawet nieistniejące, o ile uznamy, że podstawą istnienia politycznego jest właśnie jego publiczna widzialność i artykulacja tego, co wspólne.

Ta widzialność protestu zaczyna się od pojawienia się na ulicy, ale tworzy złożony kompleks performatywno-wizualny, który nie tylko wy­raża przesłanie protestu, ale go strukturyzuje – język protestu określa jego istotę. Najlepszym tego przykładem są wygwiazdkowane slogany najnowszych manifestacji, które wybuchły po orzeczeniu Trybunału w październiku 2020.

Wulgarny charakter haseł, od początku krytykowany przez prawicę i wielokrotnie już komentowany (2), nie służy przecież jedynie zdecydowanej ekspresji chęci, by rząd sobie poszedł – jest wyrazem i narzędziem zerwania domyślnych ustawień kultury polskiej.

Zgodnie z nim dziewczynki są grzeczne, panowie decydują o tym, kiedy i w jakiej sprawie mogą zostać wysłuchane, a sfera publiczna spójnie zamyka się w estetycznej formie górnych słów. Dziewczynki jednak stały się niegrzeczne, a spontaniczne przyjęcie prostego rozkaźnika i ośmiu gwiazdek jako pierwszych haseł ruchu protestu ujawniło rozziew pomiędzy realną sferą społeczną a dominującym językiem polityczno­ści. Jak podkreśla Rafał Drozdowski, socjolog wizualności przywoływa­ny przez współtwórców Archiwum Protestów Publicznych, o którym za chwilę, wizualny, a w efekcie chaotyczny, rozproszony język ulicznych protestów, „komunikuje nie tylko treści, ale i napięcia między treściami, i nie tylko to, co już zostało rozpoznane i nazwane, ale i to, co jest na razie jedynie odczuwane i przeczuwane przez społeczeństwo” (3).

Niezależnie od długo- i krótkotrwałych konsekwencji protestów 2020 roku dla polskiej sceny politycznej, już zmieniły one naszą polityczność. Na scenę weszły nowe różnorodne podmioty, odwołujące się jednak do podobnych wartości i celów, a sama scena rozrosła się, obejmując już nie tylko wielkie miasta. Niezgoda z orzeczeniem nie jest też jedynie oporem wobec konkretnego rozstrzygnięcia prawnego, które wystar­czy cofnąć. Radykalnie artykułowana zmiana w nastawieniach wobec aborcji jest wyrazem zmiany szerszej, związanej z odzyskiwaniem dla polskiej kultury ciała i cielesności. Postulaty związane z politycznym ist­nieniem osób LGBTQ+ oraz z kryzysem klimatycznym nie mają jedynie reaktywnego charakteru – wołają o nowy porządek. Zmęczona pande­mią młodzież wniosła w czarny protest nowe kolory, wzmacniając po­tencjał intersekcjonalnego sojuszu feministyczno-queerowego, między­pokoleniowego i międzypłciowego – nie bez powodu jednym z istotnych haseł była też solidarność z ducha siostrzeństwa, w istotnym przejęciu idei z lat 80. ubiegłego wieku. Nową jakością jest oddolna wizualność wyrażająca się w nieskończonej liczbie takich samych kartonów z nie takimi samymi hasłami, w wielości kostiumów, przebrań, odcieni tęczy oraz popkulturowych i kanonicznych nawiązań i skojarzeń.

W przestrzeni publicznej pojawił się nowy język przekazu i wiele osób chętnych, by z niego korzystać – sfera symboliczna również wymaga politycznego przejęcia.

Co w tym wszystkim robi fotograf?

Rok na protestach, fot. Agata Kubis, 2020

 

Zarejestrować, zebrać, udostępnić

Projekt „2020. Rok na protestach” (4) prowokuje do pytań o rolę fotografii w publicznej ekspresji sprzeciwu, ale punkt wyjścia należy widzieć sze­rzej. Fotografie są dziś jednym z głównych źródeł wiedzy o praktykach oporu, ale ich sens znacznie wykracza poza ich tradycyjną rolę – ilu­stracji i potwierdzenia. W dużej mierze wynika to także z upowszech­nienia się samej fotografii – to broń w rękach wszystkich protestujących i narzędzie formułowania wypowiedzi, ekspresji oporu.

W projekcie wzięli udział autorzy i autorki skupieni (lub właśnie roz­proszeni) wokół Archiwum Protestów Publicznych (A-P-P) powstałego z inicjatywy Rafała Milacha, który fotografował już pierwsze protesty związane z efektami dojścia do władzy Prawa i Sprawiedliwości: zagro­żeniem dla praworządności oraz praw kobiet, a w 2019 roku zainicjował działanie platformy zbierającej tak wytworzone materiały. W „Roku na protestach” wzięły też udział osoby związane z Agencją RATS (Karol  Grygoruk, Agata Grzybowska, Grzegorz Wełnicki). Nazwa jest anagra­mem: Report, Advocacy, Transmedia, Storytelling. To zatem działanie oddolne samych fotografów, którzy łączą fotografię dokumentalną z postawą aktywistyczną i z prowadzoną różnymi środkami refleksją o fotografii społecznej (wyrażoną również w manifeście A–P–P (5) – z któ­rego pochodzi tytuł tego tekstu). Rola fotografa jako jedynie obserwa­tora, a aparatu jako narzędzia nieinterwencji (jak pisała pół wieku temu Susan Sontag w książce O fotografii) zostaje tu wyraźnie odrzucona i przekroczona.

Podobnie przekroczone zostaje klasyczne pojęcie archiwum: instytucji zrodzonej jako narzędzie katalogowania i klasyfikowania, a w efekcie właściwego nowoczesności dyscyplinowania. Od dawna przechodzi ona jednak przemiany związane zarówno z mediami archiwizowania (kiedyś dominował zestandaryzowany w formularzu dokument piśmien­ny), jak i coraz częściej z ich oddolnym czy społecznym charakterem. Ta ewolucja idei i praktyk archiwalnych oddaje przemiany społeczne – różnorodność podmiotowości, ale też technik zapisu i zachowywania danych. Podobnemu przekształceniu ulegają też w tym procesie zada­nia fotografujących – już nie tylko dokumentujące czy reporterskie, ale też właśnie archiwistyczne oraz aktywistyczne i artystyczne.
Jak piszą osoby tworzące A-P-P: Archiwum zbiera wizualne ślady aktywizacji społecznej, oddolne inicjatywy sprzeciwu wobec decyzji politycznych, łamania zasad demokracji i praw człowieka. Jest kolekcją obrazów formułują­cych ostrzeżenie przed rosnącym populizmem i szeroko rozu­mianą dyskryminacją: ksenofobią, homofobią, mizoginią, a także katastrofą klimatyczną. Tworząc archiwum, jego twórczynie_cy pragną przedłużyć żywotność obrazów, które związane są z konkretnymi wydarzeniami, a których trwanie kończy się wraz z publikacją na łamach prasy. A-P-P gromadzi fotografie w jed­nym, łatwo dostępnym zbiorze, który pozostaje dostępny dla badaczek_y, artystek_ów, aktywistek_ów. Ponadto, korzystanie z zasobu archiwum będzie otwarte dla wszystkich użytkowni­ków, którzy wyrażą chęć komunikowania wartości, z którymi identyfikują się jego autorki_rzy.

Intencjonalnie zatem chodzi o zdjęcie społecznych praktyk oporu, ale też o zachowanie zdjęcia. Efemeryczność fotografii prasowej i właściwa cyfrowości łatwość zanikania zdjęć w natłoku danych spotykają się tu z oporem – archiwum ma działać, co znaczy, że fotografia w nim żyje, ale tym życiem wywiera wpływ na rzeczywistość społeczną. Podstawo­wą funkcją archiwum w tym kontekście jest oczywiście udostępnienie i otwarcie na nowe użycia, pod warunkiem jednak przyjęcia wspólnego katalogu wartości.

Projekt „Rok na protestach” idzie jeszcze krok dalej. Zdjęcia ulegają w nim przekształceniu: stają się przedstawieniem estetycznym i jako część wystawy w na nowo znaczącej formie wracają na ulice, stają  się przedmiotem w stałym obiegu jako pocztówki rozsiewające hasła i praktyki protestu, stają się częścią „Gazety Strajkowej” z mocnym przekazem – zawiera ona tylko jeden rodzaj wiadomości: o oporze.

Rok na protestach, fot. Grzegorz Wełnicki, 2020

Zdjęcie działające

Projekt wyraża i wzmacnia założenia i A-P-P, i agencji RATS – podkreśla wymiar fotografii jako indywidualnego, osobistego spojrzenia zaangażo­wanego. Spośród wielości osób, praktyk, sloganów, sytuacji zapisanych w wielości zdjęć wybiera i wydobywa autorską wizję, proponowany pryzmat, przez który można spojrzeć na to masowe i wielowymiarowe poruszenie – na chwilę je zatrzymać, jak w kalejdoskopie, spróbować zrozumieć. Rafał Milach i Agata Grzybowska wybierają tęczę; Milach przy tym skupia się na detalu stroju, makijażu. Karol Grygoruk pokazuje osoby w działaniu – młodych mężczyzn i „babcie” protestu. Michalina Kuczyńska wyodrębnia z tła szczegół, ożywia go, niekiedy w surreali­stycznym ujęciu. Grzegorz Wełnicki zwraca obiektyw w drugą stronę – na policję, na osoby schowane za tarczami, mundurami i maskami. Sceneria miasta, gesty, hasła i osoby zastygają w tym wyborze foto­grafów – by ożyć w wyobraźni patrzących. Archiwum protestu działa tu w swojej podstawowej funkcji, czyli katalogu podmiotów i przedmiotów. Jednocześnie estetyka protestu znajduje swój wyraz również w estety­ce towarzyszących mu i dokumentujących go zdjęć.

Fotograf stawia to, na co kieruje obiektyw, w centrum uwagi. Pięknie tę moc demonstruje wybrane na bilbord zdjęcie Agaty Kubis – od ponad dekady towarzyszącej ulicznym protestom i manifestacjom. Przedsta­wia ono prześwietloną postać na dachu samochodu. Zdjęcie to krążyło w obiegu również w formie reporterskiej, pokazującej, że to dziewczy­na z odsłoniętymi piersiami. W ujęciu Kubis, która, jak mówi, „ukradła” światło do tego zdjęcia od kolegów strzelających fleszami (6), to z jednej strony reporterskie fiat, stworzenie – dzięki fotograficznemu wzmocnie­niu – ikonicznego gestu i obrazu, z drugiej metaforyczny zapis niezwy­kłej energii protestu.

Zdjęcia z protestów są zatem nie tylko dokumentem: to także apel, inspiracja i komentarz. Mają one moc opowiadania i emocjonalnego wpływania na widzów. Wyrażają ich gniew, ale też radość, dokonują krytycznego oglądu społecznej rzeczywistości, ale też same budzą emocje i wokół nich jednoczą.

Ich siła wynika również z tego, że są jednocześnie potwierdzeniem aktu uczestnictwa. Sam udział w proteście z aparatem i plakietką PRESS przypomina władzy o tym, że media patrzą jej na ręce. Legitymacja pra­sowa niekoniecznie jednak chroni przed zatrzymaniem, czego doświad­czyła przecież podczas jednej z manifestacji Agata Grzybowska.
Ten epizod nie tylko potwierdza interwencyjną, między innymi, rolę fotografii, ale przypomina o tym, że zdjęcie reporterskie nie jest przed­stawieniem, ale wydarzeniem i podobnie jak sam protest – złożonym kompleksem performatywno-wizualnym.
Za Nicholasem Mirzoeffem można opisać ten kompleks jako stałą walkę o, z jednej strony, prawo do patrzenia (i fotografowania) oraz, z drugiej, prawo do pojawiania się (7) (bezpiecznego bycia w przestrzeni publicznej, jak pisze Judith Butler w Zapiskach o performatywnej teorii zgromadzenia): W prawie do patrzenia nie chodzi o widzenie. Zaczyna się ono na poziomie osobistym – od spojrzenia w czyjeś oczy, by wyrazić przyjaźń, solidarność lub miłość. Spojrzenie to musi być wzajemne – w ten sposób dokonuje się wynalezienia drugiej osoby – gdyż w innym przypadku zawodzi. Jest zatem nie­przedstawialne. Prawo do patrzenia domaga się autonomii; nie indywidualizmu i voyeuryzmu, lecz politycznej podmiotowości i wspólnotowości” (8) – postuluje Mirzoeff. To w takie spojrzenie chcą wyposażyć swoje aparaty fotografowie i fotografki związani z A-P-P i RATS. To spojrzenie wyzwalające: jak protest i jak fotografia, która go opowiada i do niego zaprasza.


Iwona Kurz
– krytyczka i historyczka kultury, badaczka kultury wizualnej, profesorka w Instytucie Kultury Polskiej UW. Zajmuje się historią nowoczesnej kultury polskiej w perspektywie wizualnej oraz problematyką ciała i gender, a także animacją kultury i politykami kulturalnymi.

  1. Cyt. za: Bojana Piskur, Wolfgang Tillmans et al., Kwestionariusz: Protest obrazów, „Widok. Teorie i Praktyki Kultury Wizualnej” 2017, nr 17, https://doi.org
  2. Por. m.in. tekst Przemysława Czaplińskiego, O nową umowę społeczną, Forum Idei Fundacji im. St. Batorego, 2020, https://www.batory.org.pl
  3. Rafał Drozdowski, Jak i po co badać wizualność protestów społecznych?, „Czas Kultury” 2017, nr 4 (195), s. 22.
  4. Projekt, koordynowany przez Staromiejski Dom Kultury w Warszawie, obejmował outdoorową wystawę fotografii reportażowej, wydanie „Gazety Strajkowej”, publikację pocztówek ze zdjęciami z protestów, performans i podcast. Współtworzyli go: Archiwum Protestów Publicznych, RATS Agency, Edka Jarząb, Michalina Kuczyńska, Agata Grzybowska, Rafał Milach, Karol Grygoruk, Agata Kubis i Grzegorz Wełnicki. Zob. http://www.sdk.pl/2015-04-04-18-05-57/galeria-promocyjna/2025-2020-rok-na-protestachhttp://www.sdk.pl
  5. Strona Archiwum Protestów Publicznych: https://archiwumprotestow.pl
  6. Zob. https://www.vogue.pl
  7. Nicholas Mirzoeff, The Appearance of Black Lives Matter, [NAME], Miami 2017, zwłaszcza s. 19–21.
  8. Nicholas Mirzoeff, The Right to Look. A Counter-history of Visuality, Duke University Press, Durham 2011, s. 1. Cyt. za Nicholas Mirzoeff, Prawo do patrzenia, przeł. M. Szcześniak, Ł. Zaremba, w: Antropologia kultury wizualnej, red. I. Kurz, P. Kwiatkowska, Ł. Zaremba, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, s. 738

Tekst ukazał się we wkładce do NN6T #134 przygotowanej przez Staromiejski Dom KulturyGalerię Promocyjną we współpracy z Archiwum Protestów Publicznych oraz RATS Agency
Zdjęcia: Edka Jarząb / Michalina Kuczyńska / Agata Grzybowska / Rafał Milach / Karol Grygoruk / Agata Kubis / Grzegorz Wełnicki
Teksty: Iwona Kurz, Antoni Michnik