menu

Golonka FA

2009
Artur Frankowski
Golonka FA

Ten wernakularny krój pisma zwany krojem barowym był inspirowany warszawskim liternictwem z lat 80-tych. Bezpośrednią inspiracją były napisy (napoje, kawa, herbata, golonka) umieszczone na szybach warszawskiej kawiarni „Jaś i Małgosia”. Krój Golonka FA miał premierę podczas wykładu Artura Frankowskiego „Typespotting. Litery w przestrzeni miejskiej Warszawy” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, na którym autor przedstawił różne aspekty typografii w pejzażu miejskim, takie jak: miejski system informacyjny, „alternatywna” typografia, projekty neonów reklamowych i napisów na architekturze. Krój ten obrazuje tezę, że typespotting może być narzędziem projektowym czerpiącym z miejskiego dziedzictwa typograficznego ujętego w nowe formy ekspresji. W tym samym roku powstała dodatkowa odmiana Golonka Lux FA, która została wykorzystana w identyfikacji i stworzeniu obiektów na wystawę Fontarte w Fundacji Bęc Zmiana.

Specimen fontu

Artur Frankowski – projektant graficzny i artysta wizualny. Autor szeregu krojów pism, publikacji książkowych, identyfikacji wizualnych, kurator wystaw. Od 12 lat prowadzi Pracownię Projektowania Komunikacji Wizualnej i Typografii na Wydziale Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 2021 roku otrzymał tytuł profesora w dyscyplinie Sztuki Piękne. Współzałożyciel studia projektowego Fontarte. Autor książek Typespotting. Warszawa (Bęc Zmiana, 2010), Design jako program. Programowanie i projektowanie graficzne (ASP w Warszawie, 2020), współautor monografii Henryka Berlewiego (Czysty Warsztat, 2009).

Specimen fontu

Rozmowa z Arturem Frankowskim i Mateuszem Machalskim o warszawskich literach dla NN6T #154:

Czy istnieje waszym zdaniem coś takiego, jak warszawski krój pisma? Gdzie go szukać?

Mateusz Machalski: To tak, jakbyś zapytała, czy istnieje warszawska architektura, kuchnia, gwara. Oczywiście, że tak. W każdej z tych dziedzin jesteśmy w stanie wyróżnić jakiś pierwiastek warszawskości. Jak szedłem na naszą rozmowę, zachwycałem się ponownie Barem Kawowym Piotruś na Nowym Świecie. Te ręcznie wyklejone literki powinni pleksą zakryć, zakonserwować i zabronić ruszać, bo to jest jeden z ostatnich takich reliktów poprzedniej epoki.

Optima jest dla mnie bardzo warszawskim krojem pisma, chociaż zaprojektował ją Niemiec Herman Zapf zupełnie w innym kontekście. Użyty na brązowych tabliczkach oznaczających ulice na Trakcie Królewskim i Starówce przez Towarzystwo Projektowe, w kontakcie z tą historyczną architekturą Warszawy, zrósł się bardzo z naszym miastem.

Artur Frankowski: Sięgając głębiej, w Warszawie nadal można znaleźć napisy z XVIII wieku, na Starym Mieście, na Kanonii na przykład. Historia jest wokół nas. Tych, którzy interesują się starymi warszawskimi literami zachęcam też do wizyty na Powązkach.

MM: Tam mógł być jakiś popularny zakład kamieniarski, który przez masową produkcję liter oddziaływał na kształtowanie się konkretnego stylu. Podobnie dziś – silne osobowości projektantów, którzy wykładają na uczelniach, powodują, że tworzy się jakaś „szkoła”. Ciekawe są też wątki polityczne i społeczne w tej historii liternictwa. Przed wojną było dużo szyldów trójskryptowych – w łacinie, cyrylicy i po hebrajsku. Dzisiaj przez sytuację na wschodzie trochę to wraca.

Fragment tablicy pamiątkowej, Stare Miasto, 2024, fot. Artur Frankowski

Co jeszcze wpływa na warszawskie liternictwo?

MM: Nawet takie rzeczy, jak plan miasta. Warszawa jest pod tym względem zupełnie inna od Madrytu czy Nowego Jorku. Nie ma regularnej siatki ulic, jest zlepkiem dzielnic, mniejszych obszarów. Cechą Warszawy jest absolutny miszmasz wszystkiego i brak spójności. Trochę na to narzekamy, ale w sumie jest to plus, że obok neoklasycystycznego pałacyku mamy brutalistyczny pawilon czy postradziecki budynek.

AF: Warszawa wydaje się taka bardziej rozedrgana. Nie powiedziałbym, że chaotyczna, tylko taka easy going. Wiesz, nie ma tu napinki, a jednak wszystko gra.

Specimen fontu

Kiedy spotkaliśmy się, żeby wybrać finałową szesnastkę krojów, zastanawialiśmy się, jakie kryteria przyjąć. Okazało się, że to nie takie oczywiste.

AF: Wydaje mi się, że tym najważniejszym kryterium jest pochodzenie; że to jest stąd, z Warszawy. Istotne jest, że krój Zegarmistrz inspirowany jest konkretnym szyldem, który możemy zobaczyć spacerując po mieście. Ten napis jest wyciągnięty z otoczenia i przez różne osoby na przestrzeni wielu lat przerabiany, wykorzystywany w innych miejscach w Polsce, za granicą, w przeróżnych kontekstach. Ciekawie będzie się temu przyjrzeć.

Na przykład Golonka FA, którą zaprojektowałem w 2009 roku – która była zapisem prawie jeden do jednego z ulicy, z witryny baru Jaś i Małgosia – została użyta jako element identyfikacji wizualnej wystawy w Pawilonie Polskim na Biennale Architektury w Wenecji. Zupełnie nie w warszawskim kontekście.

Witryna baru Jaś i Małgosia

MM: Już w naszym projekcie Warszawskie Kroje w 2016 roku zadawaliśmy sobie pytanie, czy Warszawa ma swój charakter pisma. Celem było przeprojektowanie szyldów zakładów rzemieślniczych i małych biznesów, dlatego zaproszeni projektanci młodszego i starszego pokolenia wyszli na ulice i zaczęli grzebać w tej warszawskości. Czuliśmy, że to jest taka nasza wspólna sprawa. Wszystkie kroje zostały udostępnione za darmo.

Lokalny patriotyzm?

MM: Jak najbardziej! Ale on idzie głębiej. Dotyczy też dzielnic czy osiedli. Powstały kroje inspirowane Ursynowem, Pragą czy Grochowem. Jak się pomieszka trochę w Warszawie, to zaczyna się wyłapywać, czym się różni klimat Śródmieścia Południowego od Północnego, Żoliborza i Saskiej Kępy, Mokotowa i Powiśla, Pragi i Woli. Każda z okolic ma unikalny ekosystem i posługuje się jakimś rodzajem kodów wizualnych.

Typespotting. Warszawa, wyd. Bęc Zmiana

Artur, ty jesteś łowcą liter. Wydałeś w Bęcu książkę Typespotting. Warszawa. Gdzie szukasz liter? Co przyciąga twoją uwagę?

AF: Gdy włóczyłem się po moim Mokotowie, zwracałem uwagę na różne zapisy tej samej nazwy ulicy na przedwojennych i powojennych tabliczkach. Na sąsiedniej Puławskiej był sklep, który nazywał się Perfumeria i miał piękny neon. Pomyślałem, żeby zacząć to dokumentować. Rzeczywiście neon niedługo potem zniknął, zostały już tylko ślady na ścianie po tych literach, a dziś już nawet tego nie ma.

Nie ja pierwszy wpadłem na taki pomysł. Pionierem był Robert Brownjohn, amerykański grafik, znany z czołówek do Bondów takich jak Goldfinger czy From Russia with Love, który już w latach 60. chodził po londyńskich ulicach i fotografował napisy. Nie tylko szyldy, ale też graffiti czy kartki typu „zaraz wracam”. Publikacja jego materiału w magazynie „Typografica” miała duży wpływ na innych grafików, którzy zaczęli robić to samo w różnych częściach świata. Ta typografia miejska jest po prostu warta uwagi. Czasem wygląda bardzo brutalistycznie, czasem niechlujnie, czasem w ogóle jest nieładna, ale jest bardzo autentyczna. Jeśli ktoś wykonuje sam jakiś napis, szyld, to stara się zrobić to jak najlepiej potrafi, albo jak najtaniej, co też ma wpływ na formę. I tak tworzy się środowisko liternicze, w którym żyjemy.

Pierwszy Typespotting był ponad 10 lat temu, może warto zrobić Typespotting 2, bo wciąż fotografuję, na przykład litery na nowych deweloperskich osiedlach czy biurowcach. Ciągle znajduję ciekawe rzeczy.

Szyld Okienko, Śródmieście Południowe, 2024, fot. Artur Frankowski

Jakub Stępień Hakobo wymyślił pojęcie „typopolo”. Co ono oznacza?

AF: To estetyka czasów po 1989 roku, kiedy uzyskaliśmy dostęp do kolorowego druku, banerów, wyklejanych liter, folii. Czasem wydaje się nieznośna, „niepoprawna”. Ale właśnie ten błąd jest ciekawy, jest w nim prawda, a nie czysta matematyka. Są projekty wernakularne i typopolo – estetyka taniości, która tworzy się oddolnie, bez profesjonalnego przygotowania.

Czym się różni styl wernakularny od typopolo?

AF: Jak to dobrze uchwycić? Neony to wernakularny krój czy forma, tabliczki Uwaga wysokie napięcie z trupią czaszką też. Coś takiego, co jest nie za bardzo wymyślne w formie, tylko powszednie, codzienne. Nie znaczy, że niezaprojektowane. Natomiast typopolo to jest amatorka. Na przykład litera s, która jest do góry nogami naklejona albo ł zrobione z siódemki i przecinka. Wernakularny nie równa się byle jaki.

MM: Studenci projektowania często podchodzą do zadania na tyle akademicko, że potem nawet jakby chcieli, to nie potrafią eksperymentować, otworzyć się na ten błąd.

Szyld Kwiaty, Mokotów, 2024, fot. Artur Frankowski

Na jakie warszawskie litery zwracają uwagę goście z zagranicy?

AF: Gdy odwiedził nas w naszej mokotowskiej kamienicy z lat 30. Ludovic Balland, projektant kroju dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej, to zauważył zaprojektowane przez nas nowe tabliczki z numerami mieszkań. Sąsiedzi poprosili nas, żebyśmy zrobili coś w duchu epoki, lat 20. i 30. Ludovic sfotografował naszą dwójkę, która jest niemal dziewiątką i wrzucił w plakat MSN-u.

MM: Obcokrajowcom podoba się bardzo neon Izis na Marszałkowskiej – to art deco z nutą brutalizmu, czy serpentyna na elewacji Smyka. Mimo, że to mogło powstać w każdym innym miejscu na świecie, uważają je za bardzo warszawskie.

Neon Izis, Śródmieście Południowe, 2024, fot. Artur Frankowski

Jak typografia może zmieniać miasto?

AF: Można to poczuć w mieście, które nie ma tak dobrego systemu identyfikacji, jak Warszawa. Trudno w nim nie tylko się poruszać, ale też znaleźć link z przestrzenią. Typografia ułatwia komunikację, a jednocześnie nadaje jakiś charakter. Graffiti, szyldy, neony przekazują informacje i emocje. Napis można zrobić na sto różnych sposobów i coś zakomunikować nim w mieście, na przykład, że coś jest przyjazne, albo poważne i majestatyczne, albo nieformalne. Wpływa to na to, jak odbieramy miasto i ludzi w nim.

Specimen fontu

WYBRANA BIBLIOGRAFIA:
Pisać Golonką, Notes na 6 Tygodni, nr. 56, s. 131
Artur Frankowski, Typespotting. Warszawa, wyd. Bęc Zmiana, 2010
Typopolo, pod redakcją Rene Wawrzkiewicza, wyd. Bęc Zmiana, 2014
Więcej niż ładna okładka – z Magdaleną Frankowską i Arturem Frankowskim rozmawia Arek Gruszczyński, Dwutygodnik.com, nr. 157, 04, 2015

Ten serwis korzysta z cookies Polityka prywatności