Jak sprawić, by w monumentalnym muzeum Guggenheim, poczuć się jak u siebie? Przepis znalazła Carol Bove. Instytucja jeszcze przez kilka dni prezentuje pierwszą monografię artystki, która zadbała o miejsce do odpoczynku, relaksu i zabawy. Jest więc sofa inspirowana rzeźbą Richarda Bergera My couch z 1976 roku, biblioteka, do której wchodzi się przez dziurkę od klucza, gdzie z bliska można przyjrzeć się miniaturom eksponowanych prac, poznać proces ich powstawania i przyjrzeć się użytym technikom artystycznym. Na chętnych czekają stoły do gry w szachy z figurami z pracowni twórczyni. Partię rozegrać można przy ziołowej herbacie serwowanej przez jej współpracowników. Zanim złapie się chwilę oddechu, warto jednak powspinać się po rotundzie i prześledzić 25-letnią karierę Bove. Zróżnicowane prace – od papierowych kolaży po stalowe rzeźby – ukazują nieustającą chęć do eksperymentowania z materiałem, skalą i kolorem. Te ostatnie, choć masywne zaskakują lekką, humorystyczną formą. Barwne, powyginane, plastyczne kształty zapraszają do interakcji. Wszystkie można dotykać, do czego zachęca sama artystka. Gra z percepcją, charakterystyczna dla jej sztuki widoczna jest także w formie, w jakiej twórczyni zdecydowała się pokazać mural Alicia. Prezentowana po 23 latach realizacja Joana Miró i Josepa Llorensa Artigasa, eksponowana jest specjalnie w ramach wystawy artystki. Nie zobaczymy jej jednak w całości, a jedynie w małym fragmencie. Wykadrowany obraz w kształcie diamentu sam w sobie staje się elementem pokazu, intrygując do stawiana pytań, jak kontekst wpływa na percepcję i jak percepcja kształtuje doświadczenie.
Carol Bove, Carol Bove
Guggenheim, Nowy Jork, 1071 Fifth Avenue

Carol Bove, widok wystawy