Zaufanie ponad procesorami

O tym, jak ruchy progresywne powinny włączyć się w budowę alternatywnych publicznych struktur technologicznych piszą Anna Domaradzka i Magdalena Roszczyńska-Kurasińska.
Adam Harvey, „Dziewięć z 11 917 obrazów ze zbioru danych Brainwash", na podstawie zbioru danych Brainwash autorstwa Russell i innych, Megapixels.cc.

Kontrola nad algorytmizacją miast to nie tylko kwestia techniczna, ale ważny element walki o podmiotowość mieszkańców i lokalnych społeczności. Ruchy progresywne w większym wymiarze powinny włączyć się w budowę alternatywnych publicznych struktur technologicznych – piszą Anna Domaradzka i Magdalena Roszczyńska-Kurasińska (Civil City Lab, Instytut Studiów Społecznych, Uniwersytet Warszawski)

Współczesne zarządzanie miastem znajduje się w punkcie zwrotnym. Sztuczna inteligencja przestała być domeną science-fiction i stała się realnym narzędziem w rękach urzędników i polityków. Postęp technologiczny i rozwój rynku sztucznej inteligencji wywiera bezprecedensową presję na wdrażanie zautomatyzowanego podejmowania decyzji w zarządzaniu usługami publicznymi. Trwający od lat „cyfrowy zwrot” (ang. smart turn), obiecuje poprawę jakości usług i sprawniejsze osiąganie celów politycznych. AI już teraz pomaga w optymalizacji planowania urbanistycznego czy automatyzacji powtarzalnych zadań urzędniczych. Efekty w pierwszej kolejności odczuwają na swojej skórze mieszkańcy wielkich miast, które wyprzedzają rządy we wdrażaniu cyfrowych rozwiązań. Jednak za hasłami optymalizacji i unowocześnienia kryją się głębokie wątpliwości natury etycznej i społecznej.

Pułapka techno-solucjonizmu

Dominująca narracja na temat AI – kształtowana głównie przez wielkie korporacje technologiczne i powtarzana przez liderów miast – opiera się na koncepcji techno-solucjonizmu. Postrzega on technologię jako uniwersalne lekarstwo na złożone problemy społeczne, zapewniające wydajność i produktywność. AI jest prezentowane jako Święty Graal zarządzania: narzędzie, które poprzez automatyzację powtarzalnych zadań i redukcję błędów uczyni z miasta idealnie naoliwioną maszyną.

Badacze społeczni wskazują na drugą stronę medalu: skupienie się wyłącznie na wydajności ekonomicznej prowadzi do osłabienia wartości demokratycznych i praw obywatelskich. Z etycznego punktu widzenia, wdrażanie AI bez krytycznej analizy ryzyka powoduje erozję odpowiedzialności publicznej. Istnieje realne zagrożenie, że algorytmiczne błędy i uprzedzenia (ang. algorithmic bias) przyczynią się do dyskryminacji i utrwalą nierówności społeczne. Równocześnie, złożoność modeli AI – tzw. „czarne skrzynki” – uniemożliwia kontrolę społeczną na dotychczasowych zasadach.

Socjotechniczna ślepota i podmiotowość obywatela

Badania zespołu Civil City Lab Uniwersytetu Warszawskiego rzucają wyzwanie zjawisku socjotechnicznej ślepoty. To częste u decydentów założenie, że opór mieszkańców wobec AI wynika z niezrozumienia technologii lub braku kompetencji cyfrowych. Taka technokratyczna perspektywa zakłada, że barierą innowacji jest „analfabetyzm technologiczny”, a nie realne, uzasadnione obawy dotyczące np. prywatności czy sprawiedliwości społecznej.

W naszych badaniach proponujemy zmianę paradygmatu. Zamiast pytać, jak przeforsować innowację, sprawdzamy, pod jakimi warunkami obywatele są skłonni ją zaakceptować. To pozwala przenieść punkt ciężkości z parametrów technicznych na relację między mieszkańcem a zarządem miasta.

Prawo do miasta i sprawczość

Miasto to nie tylko miejsce konsumpcji usług, ale arena polityczna, w której mieszkańcy mają prawo aktywnie kształtować swoją codzienność. Dlatego badania oparliśmy na pojęciu sprawczości obywatelskiej (ang. citizen efficacy) oraz sformułowanej przez Henriego Lefebvre’a idei prawa do miasta. W kontekście cyfrowym sprawczość ta oznacza wiarę we własną zdolność do rozumienia i uczestnictwa w procesach obywatelskich, a także przekonanie, że władze reagują na głos i potrzeby mieszkańców. Wdrażanie AI może tę sprawczość wzmocnić – np. poprzez ogólnodostępne platformy e-partycypacji – ale może ją również zdusić, jeśli algorytmy staną się nieprzejrzystymi „czarnymi skrzynkami”, a procesy ich tworzenia zostaną oddane w ręce prywatnych firm, nad którymi kontrola publiczna jest znikoma. Warto przyjrzeć się różnicom między technokratyczną wizją inteligentnego miasta a realnym, przeżywanym doświadczeniem jego mieszkańców.

Emocje i doświadczenie: lęk kontra zaufanie

Podczas gdy liderzy miast zachwycają się obietnicami wydajności i optymalizacji, pojawia się kluczowe pytanie: co o tym wszystkim myślą sami mieszkańcy? Starając się lepiej zrozumieć postawy mieszkańców wobec AI przeanalizowaliśmy wyniki badań z trzech bardzo różnych miast: nowoczesnego Singapuru, cyfrowego lidera Tallinna oraz dynamicznie rozwijającej się Warszawy. [1]

Nasze badania jasno wskazują, że akceptacja AI w lokalnym zarządzaniu nie jest wynikiem prostego równania technicznego. To splot indywidualnych doświadczeń, zaufania do struktur władzy oraz poczucia realnego wpływu na kształt własnego miasta.

Zidentyfikowaliśmy cztery kluczowe czynniki, które kształtują stosunek do wdrażania algorytmów w zarządzaniu miastem:

  1. Poczucie sprawczości obywatelskiej (citizen efficacy): wiara w to, że jako jednostki mamy wpływ na losy naszego miasta i że władze liczą się z naszym zdaniem.
  2. Zaufanie do władz lokalnych: przekonanie, że instytucje miejskie zapewniają wysokiej jakości usługi i wspierają oddolne inicjatywy.
  3. Doświadczenie z technologią: jak dobrze radzimy sobie z nowinkami technologicznymi i jak często z nich korzystamy.
  4. Lęk przed technologią: obawy o to, czy rozwój AI nie zagraża naszej wolności, relacjom międzyludzkim lub demokracji.

Singapur: sprawczość i zaufanie

Singapur, uznawany za jedno z najbardziej zaawansowanych technologicznie miast świata, wykazał najwyższy poziom akceptacji dla AI. Co ciekawe, mieszkańcy Singapuru deklarowali jednocześnie najwyższy poziom lęku przed technologią, ale ich zaufanie do instytucji i silne poczucie sprawczości przeważyły te obawy. W tym kontekście akceptacja AI wynika z przekonania, że algorytmy w rękach sprawnych władz mogą przynieść korzyści wspólnocie.

Tallinn: kompetencje i emocje

Tallinn, stolica Estonii, to model cyfrowej transformacji. Mieszkańcy tego miasta czują się najbardziej kompetentni w korzystaniu z technologii. Jednak w przeciwieństwie do Singapuru, w Tallinnie jedynym znaczącym czynnikiem wpływającym na akceptację AI okazał się lęk przed technologią. Sugeruje to, że w tym dojrzałym cyfrowo społeczeństwie podejście do AI jest bardziej emocjonalne i ostrożne – samo doświadczenie z internetem nie wystarcza, by rozwiać obawy dotyczące wpływu algorytmów na życie publiczne.

Warszawa: zaufanie jako pomost

W Warszawie sytuacja wygląda inaczej. Głównym motorem akceptacji sztucznej inteligencji okazało się zaufanie do władz lokalnych. Jeśli warszawiacy wierzą w kompetencje swoich urzędników, są bardziej skłonni zaakceptować narzędzia, których ci urzędnicy używają. Poczucie własnej sprawczości nie przekładało się bezpośrednio na zgodę na AI – działo się to tylko wtedy, gdy szło w parze z zaufaniem instytucjonalnym. Co istotne, w Warszawie (podobnie jak w innych miastach) kobiety oraz osoby w średnim wieku wykazywały nieco mniejszy entuzjazm wobec algorytmów niż najmłodsi respondenci. Najmłodsze pokolenie (poniżej 24 roku życia) jest najbardziej techno-optymistyczne.

Zaskakującym wynikiem badań jest relacja między doświadczeniem technologicznym a akceptacją AI. Choć biegłość w korzystaniu z nowych technologii skutecznie obniża lęk (co potwierdziły wyniki ze wszystkich miast), to wcale nie musi oznaczać bezkrytycznej akceptacji. Wręcz przeciwnie – w niektórych przypadkach większa wiedza techniczna może prowadzić do bardziej krytycznego spojrzenia na wdrażanie AI w zarządzaniu miastem. Osoby lepiej wykształcone w każdym z miast były bardziej przekonane o konieczności wdrażania AI, co sugeruje, że zrozumienie korzyści płynących z innowacji pomaga w ich akceptacji.

Adam Harvey, Dziewięć z 11 917 obrazów ze zbioru danych Brainwash, na podstawie zbioru danych Brainwash autorstwa Russell i innych, Megapixels.cc. O pracach artysty czytaj w tym numerze NN6T w tekście Jakuba Depczyńskiego Inne technologie są możliwe.

Decyzje, które chcemy oddać maszynom (lub nie)

W badaniu pytaliśmy o zgodę na użycie AI w konkretnych obszarach: przyznawaniu zasiłków, planowaniu transportu publicznego, wysyłaniu patroli policji czy decyzji o zakazie demonstracji. Wyniki dowodzą, że nie traktujemy AI jako monolitu, a kceptacja zależy od tego, jak bardzo dana decyzja ingeruje w nasze prawa i bezpieczeństwo.

Badania wskazują, że akceptacja sztucznej inteligencji w miastach nie jest tylko kwestią techniczną, ale społeczną. Aby obywatele nie czuli się wykluczeni, trzeba wzmacniać ich poczucie sprawczości i zaufania do instytucji. Sama technologia – nawet najdoskonalsza – nie obroni się w oczach mieszkańców, jeśli będą odczuwać lęk o swoją wolność i prywatność.

Przeprowadzone przez nasz zespół badania pokazują, że każda lokalna społeczność potrzebuje innej strategii wdrażania AI. W Singapurze kluczem jest sprawczość, w Warszawie zaufanie, a w Tallinnie oswojenie lęków. W kolejnych badaniach staramy się odróżniać ogólne pojęcie sztucznej inteligencji od konkretnych produktów, takich jak czatboty oparte na AI czy systemy decyzyjne wspierające pracę urzędników, by lepiej zrozumieć nasze codzienne interakcje z cyfrowym urzędem.

Szersza debata nad wdrażaniem sztucznej inteligencji (AI) w miastach, wymaga jednak poszerzenia wniosków z badań o istotny kontekst ideologiczny. Analiza aktualnych tekstów publicystycznych, w tym wydanej w maju tego roku encykliki papieża Leona XIV wskazuje na paradoksalną zamianę ról: podczas gdy środowiska lewicowe często popadają w „negacjonizm AI”, to z kręgów konserwatywnych płynie dziś merytoryczna krytyka technokratycznego modelu rozwoju.

Negacjonizm lewicy i humanizm konserwatywny

W tekście An Inconvenient Truth About AI (Substack 7.06.2026) Rutger Bregman stawia odważną tezę, że o ile dwadzieścia lat temu problemem prawicy było negowanie zmian klimatu, o tyle dzisiaj problemem lewicy jest negowanie zagrożeń wynikających z rozwoju sztucznej inteligencji. Środowiska progresywne, akademickie i dziennikarskie mają tendencję do umniejszania potencjału AI, określając sztuczną inteligencję jako „stochastyczną papugę” czy „bezduszny silnik statystyczny”. Według Bregmana takie podejście jest niebezpieczne, bo pozwala technologicznym oligarchom budować potęgę przy uśpieniu czujności progresywnych aktorów społecznych.

Zupełnie inny ton przyjmuje papież Leon XIV w encyklice Magnifica Humanitas. Zamiast lekceważyć technologię, papież widzi ją jako kolejny przejaw paradygmatu technokratycznego, który sprowadza człowieka do poziomu danych i wydajności. Encyklika ostrzega przed „syndromem Wieży Babel”, poświęcającym słabszych na rzecz efektywności i homogenizacji, w imię ogromnych zysków. Ważnym wątkiem jest wspomniana w encyklice erozja odpowiedzialności, wynikająca z delegowania decyzji (np. w sądownictwie czy usługach publicznych) do zautomatyzowanych systemów, które nie znają „współczucia ani przebaczenia”. Papież podkreśla też zagrożenia związane z tym, że kontrola nad infrastrukturą cyfrową spoczywa w rękach ponadnarodowych korporacji, które mają większą moc sprawczą niż wiele rządów.

Wezwanie do zaangażowania: od „prawa do miasta” po społeczną kontrolę technologii

Bregman apeluje do środowisk progresywnych, by przestały udawać, że AI to tylko szum informacyjny, i zaczęły domagać się realnej kontroli nad rozpędzonym rozwojem technologii. Po pierwsze zarówno kraje, jak i miasta muszą posiadać własne zaplecze eksperckie w dziedzinie nowoczesnych technologii, aby móc oceniać modele AI tak, jak ocenia się leki przed wprowadzeniem na rynek. Po drugie, jeżeli AI zaczyna zastępować pracę ludzi – w tym urzędników, pracowników socjalnych czy służb bezpieczeństwa – zyski i oszczędności nie mogą płynąć do garstki gigantów z Doliny Krzemowej, ale powinny finansować pomoc społeczną, opiekę zdrowotną czy emerytury. Wyzwaniem jest też „technologiczny NIMBY-izm”, bo blokowanie budowy centrów danych w Europie pogłębia „cyfrową kolonizację” naszego regionu przez USA i Chiny.

Fundament pesymistycznej analizy Bregmana stanowi sformułowana przez Luke’a Drago i Rudolfa Laine’a koncepcja „klątwy inteligencji” (ang. intelligence curse), która współbrzmi z obawami papieża Leona XIV. Istotą klątwy jest zerwanie umowy fiskalnej, która od czasów rewolucji przemysłowej wiąże interesy rządzących z losem rządzonych. W tradycyjnej gospodarce państwo i firmy inwestują w edukację, zdrowie i infrastrukturę, ponieważ zdrowy i wykształcony obywatel generuje wyższe podatki i zyski. Gdy AI staje się tańszym i wydajniejszym pracownikiem, ludzie przestają być potrzebni. Społeczeństwo post-AI może przypominać najgorsze przypadki krajów, gdzie elity czerpią zyski bezpośrednio z zasobu (AI), a obywatele stają się jedynie uciążliwością lub zbędnym kosztem. Bez interwencji mechanizm ten prowadzi do „cyfrowego feudalizmu” – zablokowania mobilności społecznej i powstania nowej, nietykalnej oligarchii technologicznej, która nie potrzebuje ani armii, ani głosów zwykłych ludzi do utrzymania władzy.

Koncepcja „klątwy inteligencji” dobrze tłumaczy widoczny w badaniach lęk mieszkańców przed utratą sprawczości. Jeśli zarządzanie miastem zostanie w pełni zautomatyzowane, mieszkańcy przestaną być partnerami dla władzy, a staną się jedynie konsumentami usług w systemie, który ich nie potrzebuje.

Bregman wykorzystuje idee „klątwy”, by ostrzec lewicę przed biernością. Skoro dochody z pracy ludzkiej mogą wyparować, państwo (i miasto) opiekuńcze (pomoc socjalna, zdrowie, emerytury) traci fundament finansowy. Dlatego Bregman postuluje model, w którym obywatele muszą stać się współwłaścicielami infrastruktury AI, a nie tylko jej użytkownikami.

Encyklika papieża uderza w ten sam punkt: paradygmat technokratyczny sprowadza człowieka do „danych i wydajności”, poświęca słabszych i eliminuje podmiotowość osoby. Papież, podobnie jak autorzy „Klątwy”, widzi ratunek w demokratyzacji instytucji i oddolnej odpowiedzialności. Podkreśla, że budowa sprawiedliwego społeczeństwa nie odbywa się poprzez narzucone techno-rozwiązania, ale wspólną odpowiedzialność mieszkańców, przedsiębiorców i liderów lokalnych.

Dla ruchów progresywnych oznacza to przejście od defensywnego lęku przed inwigilacją do aktywnego kształtowania regulacji AI. Nasze badania pokazują, że akceptacja sztucznej inteligencji zależy od poczucia sprawczości obywatelskiej. Bregman idzie krok dalej, wzywając do stworzenia pozytywnej wizji przyszłości, w której AI pomaga w realizacji „marzenia nowoczesności” – skrócenia tygodnia pracy i wyzwolenia człowieka od nudnych, powtarzalnych zadań.

Dzisiejsza krytyka AI to ostrzeżenie przed ustrojową i egzystencjalną zmianą, którą serwuje nam wąska grupa technologicznych oligarchów z USA i Chin, w której człowiek traci swoją „kartę przetargową” w relacji z władzą i kapitałem. Rozwiązaniem nie jest ucieczka od technologii, ale jej społeczne „rozbrojenie” i włączenie w procesy demokratyczne, zanim umowa społeczna zostanie trwale zerwana.

Zatem kontrola nad algorytmizacją miast to nie tylko kwestia techniczna, ale ważny element walki o podmiotowość mieszkańców i lokalnych społeczności. Jeśli ruchy progresywne nie włączą się w budowę alternatywnych, publicznych struktur technologicznych, przyszłość miast zostanie zdefiniowana przez technokratyczny paradygmat, przed którym ostrzega dziś konserwatywna myśl humanistyczna. Jedno jest pewne: droga do inteligentnego miasta i cyfrowego miejskiego zarządzania prowadzi nie przez kable i procesory, ale przez budowanie zaufania, dialog z mieszkańcami i dbałość o ich poczucie wpływu na otaczającą rzeczywistość.

 

[1] Pisaliśmy o tym w #161 NN6T (maj-czerwiec 2025) przedstawiając w rubryce RAPORT NN6T wyniki badań przeprowadzonych przez Civil City Lab Instytut Studiów Społecznych UW dotyczących opinii mieszkańców Warszawy na temat zastosowania sztucznej inteligencji do zarządzania miastem.

Anna Domaradzka – socjolożka. Dyrektorka Instytutu Studiów Społecznych im. prof. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego. Kieruje zespołem Civil City Lab oraz Katedrą UNESCO „Kobiety, społeczeństwo, rozwój”. Bada społeczeństwo obywatelskie, ruchy społeczne i aktywizm miejski, a także wpływ mieszkańców na polityki publiczne i zarządzanie miastami. Specjalizuje się w międzynarodowych badaniach porównawczych z zakresu studiów miejskich, socjologii płci i socjologii nauki. Uczestniczy w projektach dotyczących demokratycznych miast, spójności społecznej i odpowiedzialnych innowacji.

Magdalena Roszczyńska-Kurasińska – psycholożka. Zastępczyni dyrektorki Instytutu Studiów Społecznych im. prof. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje także Centrum Wyzwań Społecznych. W pracy badawczej łączy psychologię społeczną z analizą układów złożonych i nowych technologii. Zajmuje się m.in. zaufaniem, współpracą, nauką obywatelską, zrównoważonym rozwojem społecznym oraz społecznymi konsekwencjami cyfryzacji. Bada również zastosowanie sztucznej inteligencji i technologii opartych na danych w zarządzaniu miastami i usługach publicznych.

 

Publikacja powstała dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.