Przede wszystkim mamy szczęście, że mieszkamy w Polsce. Gorzej mają ci z południa Europy, gdzie od maja do października ludzie wyglądają, jakby ktoś ich zostawił w nagrzanym samochodzie i zapomniał wrócić.
Gdy piszę te słowa, jest 15 czerwca. Za oknem pada deszcz, niebo ma kolor starej szmaty, a telefon pokazuje, że temperatura odczuwalna wynosi 8 stopni. Hurra! Można założyć czapkę, ciepłe buty i przez chwilę poczuć, że cywilizacja jeszcze nie upadła.
Na wstępie wymieńmy przewagi zimy nad latem, bo może nie dla wszystkich jest jasne, że zima to po prostu fajniejsza pora roku.

Po pierwsze: latem są komary. Zimą ich nie ma. Już samo to powinno kończyć dyskusję. Natura ma jeszcze wiele tego typu stworzeń w zanadrzu, które – jakoś tak wyszło – upodobały sobie lato: meszki, kleszcze, osy, szerszenie, muchy końskie, bąki, gzy, jusznice, mrówki, pchły, pluskwy, mole, muszki owocówki… Długo można wymieniać.
Po drugie: latem w wielu krajach są upały. A każdy wie, że łatwiej ciepło się ubrać, żeby się ogrzać, niż rozebrać, żeby się ochłodzić. W pewnym momencie kończą się ubrania, a człowiek dalej cierpi.
Po trzecie: zimą też można jeść lody. To nieprawda, że lody są tylko na lato. Lody zimą mają nawet więcej sensu, bo się nie topią, nie ciekną po ręce i nie wyglądasz, jakbyś właśnie przegrał walkę z mlekiem.
Po czwarte: ubrania. Latem wszyscy nagle udają, że dobrze wyglądają w klapkach, krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. Nie wyglądają. Liczba sensownych rzeczy letnich jest ograniczona, szczególnie jeśli nie chodzisz w sukienkach.
Zimą natomiast zaczyna się prawdziwa moda. Płaszcze, swetry, szaliki, czapki, warstwy. Można się tak zawinąć, że nikt nie wie, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna kołdra. I to jest piękne. Zimą nie musisz mieć formy. Zimą możesz mieć tajemnicę. Pod szalikiem da się ukryć wszystko: fałdy, pryszcze, drugi podbródek, rozczarowanie życiem i paczkę pierogów.
Latem ciało jest wystawione na widok publiczny, co samo w sobie powinno być nielegalne. Człowiek idzie ulicą i nagle uczestniczy w niechcianej wystawie dermatologicznej. Plecy, łokcie, pięty, kolana – wszystko na wierzchu, jakbyśmy jako gatunek niczego się nie nauczyli.
Jest jeszcze sprawa aktywności. Latem ludzie koniecznie chcą coś robić. Jechać nad jezioro. Iść na rower. Spotkać się w plenerze. Zjeść coś na świeżym powietrzu, czyli w miejscu, gdzie wiatr przewraca serwetki, osa próbuje popełnić samobójstwo w twojej drożdżówce, a ty udajesz, że to relaks. Zimą nikt od ciebie nie wymaga spontaniczności. Zimą można powiedzieć: „Nie wyjdę, bo jest zimno” – i każdy to rozumie. Latem, gdy mówisz: „Nie wyjdę, bo jest za gorąco”, ludzie patrzą na ciebie tak, jakbyś właśnie obraził ich matkę i całą Chorwację.

Jak więc przeżyć lato, jeśli woli się zimę?
Po pierwsze: nie wyjeżdżać. To najważniejsze. Wyjazdy latem są pułapką. Człowiek płaci ogromne pieniądze, żeby stać w korku, spać w dusznym pokoju, jeść frytki za cenę kolacji i oglądać innych ludzi, którzy też udają, że dobrze się bawią.
Po drugie: zostać w Polsce i ufać pogodzie. Polska pogoda ma wiele wad, ale jedną zaletę: nigdy nie jest zbyt pewna siebie. Nawet w lipcu może nagle przypomnieć sobie listopad i uratować nam dzień.
Po trzecie: zasłonić okna, włączyć wentylator, udawać, że to arktyczny wiatr, i czekać. Lato kiedyś minie. Wszystko mija. Młodość, entuzjazm, krem z filtrem, wakacyjna miłość i ludzie mówiący: „Ale pięknie grzeje!”.
A potem przyjdzie jesień. Liście zaczną gnić, dni zrobią się krótsze, ludzie trochę zamilkną, a świat znów stanie się znośny.
Czyli jednak jest nadzieja.
NAGROBKI – zespół muzyczny współtworzony przez artystów wizualnych Maćka Salamona i Adama Witkowskiego. nagrobki. bandcamp.com