Bogna Świątkowska: Proponuję skupić się na analizie tego jaką rolę odgrywa powierzchnia w pani twórczości – jest to wieloznaczna kategoria, zarówno przestrzenna, ale także kluczowa w krytyce i analizie działań twórczych. Kuratorką pani wystawy jest pisarka Dorota Masłowska – twórczyni światów w literaturze, które sięgają głęboko pod powierzchnię, choć pozornie opisują to, co toczy się na powierzchni relacji społecznych, emocjonalnych, klasowych. Jakie wątki wyniknęły z waszego spotkania?
Si On: Dorota Masłowska dostrzegła w mojej twórczości – hałaśliwej, chaotycznej, agresywnej, pełnej gniewu, ironicznej, emocjonalnie niestabilnej, przesyconej presją mediów i fragmentarycznymi obrazami coś bardzo jej bliskiego. Podczas naszego spotkania miałam wrażenie, że potrafiła rozpoznać we mnie pewną energię poprzez moje prace. Nie w sposób dosłowny czy analityczny, ale bardzo intuicyjnie – niemal tak, jakby potrafiła „wyczuć” logikę, która się za tym kryje.
Nie musiałam wiele wyjaśniać, co jest dla mnie ważne. Mówienie i objaśnianie słowami jest dla mnie trudne. Pisanie i mówienie często wydają mi się wrogami. Wolę, gdy coś zostaje zrozumiane przez odczucie, a nie przez opis – i ona zrozumiała to właśnie w ten sposób.
Miałam poczucie, że rozumie, iż nie jestem oddzielona od mojej pracy; że sposób, w jaki tworzę, i sposób, w jaki istnieję, są ze sobą głęboko powiązane. A potem, dzięki własnej inteligencji i perspektywie, przełożyła to na coś większego niż ja sama.

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, widok wystawy, Bunkier Sztuki w Krakowie, 2026, fot. R.Sosin
BŚ: Co dzieje się na powierzchni pracy, kiedy zaczyna przypominać skórę? Jak myśli pani o powierzchni obrazu – jako o granicy, która chroni, czy miejscu, które przyjmuje wszystkie ciosy?
SO: Wyobrażam sobie powierzchnię obrazu jako coś żywego, bardziej podobnego do skóry niż do zwykłej struktury. Skóra wchłania, reaguje, pokrywa się bliznami, goi się i pamięta. Myślę, że powierzchnia obrazu potrafi robić to samo. Zachowuje każdy gest, nacisk, zawahanie, plamę, rysę i uderzenie.
Kiedy powierzchnia zaczyna przypominać skórę, obraz staje się wrażliwy. Przestaje być wyłącznie obrazem i zaczyna przypominać ciało – coś podatnego na czas, emocje i doświadczenie. Bardzo interesuje mnie moment, w którym warstwy na obrazie przestają być kompozycją, a stają się pamięcią.
Dla mnie powierzchnia jest miejscem, w którym stany wewnętrzne zderzają się z siłami zewnętrznymi. Każde działanie na nim: zagęszczanie, uszkadzanie, każda ingerencja staje się częścią historii obrazu. Nie chcę, żeby praca ukrywała to, co się z nią działo. Chcę, żeby wszystko rejestrowała.
W mojej praktyce malowanie nie polega na zachowywaniu perfekcji. Ufam powierzchniom, które noszą ślady przemiany, presji, przetrwania i niedoskonałości. Być może dlatego, że w ten sposób akceptuję również własne niedoskonałości. Wolę zostawić ranę widoczną, niż udawać, że nigdy nie istniała.

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, widok wystawy, Bunkier Sztuki w Krakowie, 2026, fot. R.Sosin
BŚ: W pani pracach bardzo silnie czuje się gest: nakładanie, niszczenie, zszywanie, przyklejanie. Czy pracując nad obrazem, bardziej buduje pani powierzchnię, czy ją atakuje? Co musi się stać z powierzchnią, żeby uznała pani, że obraz zaczął działać?
SO: Mam wrażenie, że poddaje obraz presji, sprawdzam go, a czasem nawet trochę go ranię. Muszę zobaczyć, ile jest w stanie znieść. Dla mnie obraz zaczyna działać, gdy przestaje wydawać się całkowicie pod moją kontrolą.
W tym co robię nigdy nie chodzi tylko o nakładanie kolejnych warstw. Rzeczy zostają zakopane, wymazane, ponownie przykryte, a potem nagle powracają na powierzchnię z własną energią. To dla mnie bardzo ekscytujący moment. Przyszywanie lub przyklejanie elementów jest również częścią tego procesu, podobnie jak próba utrzymania czegoś w całości, pozwalająca jednocześnie na utrzymanie stanu niestabilności, wymknięcie się całkowitemu utrwaleniu, domknięciu. Nie chodzi mi o to, by stworzyć coś idealnego. Nigdy nie interesowała mnie doskonałość, ponieważ nic nie jest naprawdę idealne.

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, widok wystawy, Bunkier Sztuki w Krakowie, 2026, fot. R.Sosin
BŚ: Pani obrazy często przekraczają różne granice: są intensywne, lepkie, pełne nadmiaru. Czy nadmiar może być formą precyzji?
SO: Gęstość, powtarzalność i nagromadzenie w mojej twórczości wynikają z poczucia, że niektórych emocji czy napięć nie da się wyrazić za pomocą minimalistycznych gestów – przynajmniej nie w moim przypadku. Być może nie jestem jeszcze na to gotowa. Intensywność często wydaje się bardziej szczera.
Być może wiąże się to również z moją osobowością. Być może czasami jestem zbyt intensywna. Ale wolę wybuchnąć niż tłumić emocje w sobie. Ta energia istnieje nie tylko w obrazach, ale także w sposobie, w jaki żyję i pracuję. Daję z siebie 100 procent. Z tego powodu powierzchnia moich prac przeładowana materiałem, gestami, plamami, fragmentami lub naciskiem może wydawać mi się bardziej precyzyjna niż coś kontrolowanego lub oczyszczonego. Nadmiar pozwala sprzecznościom współistnieć bez zmuszania ich do szukania rozwiązań – dzięki temu koegzystują: odraza i przyciąganie, wrażliwość i agresja, intymność i niestabilność.
Kiedy powierzchnia staje się niemal zbyt przepełniona, jest to zazwyczaj moment, w którym coś zaczyna się otwierać. Dla mnie zbyt wiele nigdy nie jest naprawdę zbyt wiele. Ale nadal znam granice swojej pracy, ponieważ czuję, kiedy obraz osiąga właściwy moment, by się zatrzymać. Ten moment może nie wydawać się właściwy dla wszystkich, ale w świecie obrazu to ja podejmuję tę decyzję. Kiedy czuję, że powierzchnia osiągnęła niezbędną intensywność, wtedy jest kompletna. Bardzo często ten moment następuje wtedy, gdy obraz nie może już w pełni się ukryć. Potrzebuję tego napięcia, w przeciwnym razie praca ryzykuje, że stanie się bierna lub emocjonalnie zdystansowana.

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, widok wystawy, Bunkier Sztuki w Krakowie, 2026, fot. R.Sosin
BŚ: W rytuale maska często nie ukrywa osoby, lecz pozwala jej stać się kimś innym. Czy podobnie działa u pani powierzchnia obrazu?
SO: Dla mnie maski wiążą się bardziej z przemianą niż z ukrywaniem. Maska może rozluźnić utrwaloną tożsamość i pozwolić na pojawienie się innego stanu. Nie sądzę, by nasza tożsamość była kiedykolwiek całkowicie stabilna. Nieustannie przechodzimy przez emocje, wspomnienia, pragnienia, lęki, dotykają nas różne sytuacje. Myślę, że moje obrazy również odzwierciedlają tę niestabilność.
Kiedy tworzę, nie staram się przedstawiać jednej jasnej tożsamości ani ustalonego „ja”. Powierzchnia staje się przestrzenią, w której różne stany emocjonalne mogą istnieć jednocześnie i nieustannie się zmieniać.
Czasami rozpoczęcie procesu malowania przypomina wkroczenie w inną przestrzeń psychologiczną – gdzieś w nieznane, a może w miejsce, którego zazwyczaj staram się unikać. Miejsce, w którym wszystko może się zdarzyć. Bardzo interesuje mnie ten mieszany i zagmatwany moment, w którym nie jest jasne, co jest autentyczne, a co odgrywane, i gdzie jeden stan powoli przechodzi w drugi.
Myślę, że powierzchnie malarskie zachowują się w ten sam sposób. Poprzez nakładanie warstw, niszczenie i odbudowywanie obraz nigdy nie wydaje się całkowicie stabilny ani w pełni ukształtowany. Chcę, aby dzieło pozostawało otwarte, wciąż czymś się stając.
Bardzo pociąga mnie również napięcie między ujawnianiem a ukrywaniem. Maska robi obie te rzeczy jednocześnie. Nawet gdy coś jest zakryte lub zakopane, jego obecność nadal istnieje pod powierzchnią. Ta ukryta presja jest dla mnie bardzo ważna.

Si On, Pociągający za sznurki, 2025
BŚ: Włosy łączą się z powierzchnią bardzo organicznie. Rosną na powierzchni ciała, ale należą do wnętrza biologicznego. Są martwe i żywe zarazem. Mogą być ozdobą, fetyszem, śladem, odpadem, relikwią, materiałem magicznym, znakiem płci, siły, żałoby albo upokorzenia. Czy włosy w pani pracach – dopracowane i jak mi się wydaje bardzo ważne – są częścią ciała, ornamentem, relikwią, czy rodzajem energii?
SO: Włosy zawsze były dla mnie bardzo ważne. Od najmłodszych lat nigdy nie uważałam, że włosy to tylko włosy. To dziwne uczucie, bo włosy są częścią ciała, ale gdy się od niego oddzielą, całkowicie się zmieniają. Stają się intymne, a jednocześnie odległe, żywe, ale też martwe. To uczucie zawsze mi towarzyszyło.
W mojej twórczości włosy nigdy nie są tylko ozdobą. Nawet pojedynczy kosmyk może nieść ze sobą obecność, pamięć, emocje lub energię. Myślę, że rzeczy związane z ciałem zachowują emocjonalną wagę nawet po oddzieleniu. Włosy w szczególności mogą zawierać tożsamość, pragnienie, żal, ochronę lub obsesję. Stają się niemal jak ślad kogoś, kto wciąż dzięki nim pozostaje z nami.
Bardzo interesuje mnie idea, że ciało pozostawia po sobie fragmenty, które same w sobie nadal niosą energię. Włosy wydają mi się potężne, ponieważ nieustannie rosną. Wychodzą z wnętrza ciała i pchają się na zewnątrz, przedostając się przez powierzchnię skóry.
Kiedy o tym myślę, czuję silny związek z samym malarstwem – coś wewnętrznego staje się zewnętrzne, coś ukrytego nie chce pozostać niewidzialne.
Czasami włosy w mojej twórczości mogą wydawać się zmysłowe lub piękne, ale jednocześnie niepokojące. Podoba mi się to napięcie, ponieważ tworzy niepewność i otwiera przestrzeń dla reakcji emocjonalnych. Nie chcę, aby praca wydawała się całkowicie komfortowa lub w pełni wyjaśniona.
Powodem, dla którego poświęcam tak wiele uwagi oddaniu włosów, jest to, że chcę, aby miały one swoją obecność. Chcę, aby wydawało się, że sama powierzchnia wciąż żyje, wciąż rośnie, wciąż niesie w sobie coś z ciała, co nie może całkowicie zniknąć.

Si On, Opieka, 2024
BŚ: Powierzchnia bywa traktowana jako coś pozornego – przeciwieństwo głębi. Pani prace temu przeczą. Czy powierzchnia może być głębsza niż głębia? W pani obrazach trudno oddzielić piękno od przemocy. Czy powierzchnia jest miejscem, gdzie te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie, bez pojednania?
SO: Zbyt czysta lub zbyt gładka powierzchnia sprawia, że czuję się nieswojo. Mam wrażenie, że coś jest ukrywane, zbytnio kontrolowane lub utrzymywane w zbytniej czystości. Czasami przypomina mi to biały dywan w czyimś domu – zbyt mocno odczuwam odpowiedzialność, zbyt ostrożnie go dotykam, niemal boję się go zniszczyć. Nie chcę, by moje obrazy wywoływały takie wrażenie.
Chcę, by powierzchnia sprawiała wrażenie przeżytej. Porysowanej, poplamionej, poddanej naciskowi, niestabilnej. Dla mnie powierzchnia nie jest przeciwieństwem głębi. To miejsce, w którym głębia staje się widoczna. To, co dzieje się emocjonalnie lub psychicznie wewnątrz człowieka, w końcu w jakiś sposób pojawia się na powierzchni.

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, publikacja towarzysząca wystawie
BŚ: W pani obrazach trudno oddzielić piękno od przemocy. Czy powierzchnia jest miejscem, gdzie te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie, bez pojednania?
Chcę, by widz czuł pociąg do dzieła, ale jednocześnie odczuwał lekki dyskomfort. Piękno i przemoc istnieją dla mnie bardzo blisko siebie, ponieważ obie mogą nas przyciągać. Piękno nas uwodzi, ale przemoc często kryje się również w uwodzeniu, spektakularności i pożądaniu.
Nie próbuję wygładzać tej sprzeczności ani rozstrzygać, co jest czysto piękne, a co brzydkie. Chcę, żeby obraz pozostał w tej niepewnej przestrzeni, w której przyciąganie i dyskomfort istnieją obok siebie, bez pełnego rozwiązania.
Si On – urodziła się w Korei. Uzyskała tytuł licencjata na Uniwersytecie Mokwon oraz tytuł magistra i doktora na Uniwersytecie Sztuk Pięknych w Kioto. Po pobycie w Japonii i Nowym Jorku przeniosła się do Krakowa, gdzie obecnie mieszka i pracuje. Jej praktyka artystyczna ewoluowała w kierunku abstrakcyjnych i intuicyjnych form kształtowanych przez różnorodne materiały. Twórczość artystki oscyluje między malarstwem a rzeźbą, przybierając ekspresyjne oblicza i tworząc wielowarstwowe powierzchnie. Czerpiąc z szamanizmu, rytuału i duchowości, postrzega sztukę jako proces terapeutyczny i transformujący.
Uzupełnieniem wystawy w Bunkrze Sztuki jest polsko-angielski album Czarodziejska kobieta i inne opowieści, który stanowi przekrojowy wybór prac artystki z ostatnich lat. Publikacja obejmuje zarówno dzieła prezentowane na wystawie, jak i szerszy zbiór realizacji, ukazujących rozwój jej praktyki oraz rozwój języka wizualnego. Integralną częścią katalogu jest literacki tekst kuratorki wystawy Doroty Masłowskiej oraz esej historyczno-artystyczny Michaliny Sablik, sytuujący prace artystki w kontekście współczesnych praktyk artystycznych. Dopełnieniem całości są poetyckie teksty Si On, odsłaniające bardziej osobisty wymiar jej twórczości i poszerzające interpretacyjne ramy prezentowanych prac.
Zamów książkę: sklep.beczmiana.pl

Si On, Czarodziejska kobieta i inne opowieści, publikacja towarzysząca wystawie