Po pierwsze: przygotuj się na absolutny brak dramaturgii. Żuławy nie mają wzgórz, dolin ani „o, patrz!”. To krajobraz, w którym można umrzeć z nudów i nikt nawet nie zauważy, bo nic tu się nie rusza.
Po drugie: naucz się czytać znaki cywilizacji, czyli śmieci w rowach. One są jak drogowskazy: tu był człowiek, tu mu się nie chciało, tu zostawił dowód, że jednak coś się wydarzyło. W Żuławach wydarzenia mają formę opakowań po chipsach, zużytych opon i starych lodówek.
Po trzecie: licz na faunę. Sąsiedzi mówią, że widzieli łosia. To ważne, bo łoś pełni tu funkcję lokalnego mitu założycielskiego: „może jest nudno, ale potencjalnie w każdej chwili może przyjść łoś i zrobić sens”.
Po czwarte: odwiedzaj stare cmentarze mennonickie i te resztki, które po nich zostały. Jest ich trochę… to znaczy: teoretycznie są, praktycznie trzeba je sobie dopowiedzieć. Czasem trafisz na zarośnięty fragment historii i masz wtedy wrażenie, że Żuławy jednak pamiętają coś więcej niż siatkę foliową na wietrze.
Po piąte: czekaj na zimę. W tym roku było naprawdę fajnie, bo zamarzły kanały i rzeczywistość dogoniła Instagram. Nagle wszystko wyglądało jak slow life, minimalizm albo malarstwo Bruegla. I przez chwilę, jadąc na łyżwach, nawet ja uwierzyłem, że to nie nuda, tylko styl.
Aha, zapomniałbym o komarach. Nie wiecie nic o komarach, jeśli nie przeżyliście lata na Żuławach. Dobra wiadomość jest taka, że globalne ocieplenie niedługo zaleje Żuławy morzem – razem z komarami.
PS Jechaliśmy kiedyś na koncert do Warszawy i w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego, przy 140 km/h, pękła nam opona. Byliśmy wtedy najbliżej tematu naszych piosenek w historii zespołu. Istnieje podejrzenie, że stało się tak dlatego, że słuchaliśmy w aucie Sanah. Do dzisiaj nie wiem, co nas podkusiło.
NAGROBKI – zespół muzyczny współtworzony przez artystów wizualnych Maćka Salamona i Adama Witkowskiego. nagrobki. bandcamp.com
