Szlaka, z niemieckiego die Schlacke, po angielsku powiedzielibyśmy slag, oznacza w swojskiej mowie żużel – spieczony popiół w postaci szklistych kamieni, kolczastego pyłu, niezwykłego gruzu, który połyskuje barwami hutniczej przygody. Ileż miesięcy czy wręcz lat życia mija nam bez kontaktu z tą niezwykłą substancją. Lecz nie znamy godziny, w której znów zabrzmi jej szmer… Może nawet tego wieczora?
Każda z nas zna ten dziwny czas, gdy ostatni promień słońca odbija się od granic atmosfery, a pośród rozproszonych fotonów pobłyskują pierwsze wiązki światła kierowane z odległych krańców galaktyki. Myśl ludzka, rozprężona po całodziennym wysiłku, pętli się i chrobocze – niczym drobny wąż w suchej trawie – wśród dziwnych sytuacji karmionych niepewnością, wspomnień, których prawdziwości bądź fałszu nie sposób poświadczyć. Oto w rzadko używanej komorze swojego umysłu znalazłem fakt istnienia drogi usypanej z jasnej, sypkiej substancji. Kamienie o interesujących kształtach przyjemnie chrzęściły, gdy przekopywałem je dłonią bądź poruszałem się po nich energicznym krokiem. Były to nasze lokalne odpowiedniki amerykańskich marbles, błyszczących kulek, które można obracać w kieszeni. Nasze skoki pośród nich wzbudzały chmurę świetlistego pyłu o właściwościach silnie rakotwórczych, ale nic o tym nie wiedzieliśmy, nie stanowiło to więc przeszkody dla uciechy.
Życie jest bowiem jedno i trzeba je zniszczyć we właściwym sobie stylu.
Zdawała się wówczas szlaka wspaniałym materiałem o niekończących się zakamarkach, nierozpoznanych możliwościach. Jakże różniła się od nudnego asfaltu, betonowych płyt, piachu albo zwykłej utwardzonej ziemi. One również mają swoje zalety, ale nie ma wśród nich tajemniczości. Dziś, kiedy rozważam te sprawy (odprowadzając wzrokiem słońce za horyzont), dochodzę do wniosku, że żużel musiał pochodzić z nieodległej Huty Częstochowa. Tradycje wytapiania metali – a co za tym idzie wytwarzania szlaki – sięgały tu neolitu, zatem wiele było okazji zarówno do wyprażania żużlu, jak i jego rozprowadzania po gminach. Huta Częstochowa przez 120 lat swojego istnienia wyprodukowała 45 milionów ton stali, co daje przy ostrożnych szacunkach 25 milionów ton żużlu. Jasna barwa szlaki wskazywała na obecność tlenku wapnia, a wapnia w skałach Jury jest, rzecz jasna, dostatek.
Wysypywanie dróg żużlem ma wady, które doskwierać mogą osobom wrażliwym, o wyjątkowym podejściu do życia. Czytamy u Reymonta, który poruszał się poprzez równie pradawne krainy hutnicze (mowa akurat o okolicach Końskich), iż „szlaka pod kołami wozów tak skrzypi piekielnie, że uciekam daleko naprzód, aby nie słyszeć”. Wiele dźwięków, których wytwarzanie nam samym sprawia ogromną przyjemność autostymulacji, staje się nieznośnych, gdy nadaje je inny byt lub osoba. Jest tak, jeśli chodzi o skrzypienie żużlu albo śniegu pod butem, klikanie długopisem, siorbanie ciepłego napoju, stękanie bądź gwizdanie. Odgłosy te przeznaczone są do kontemplacji w samotności, nigdy w gromadzie.
Jednak szlaka jako taka jest wytworem wspólnoty o niezwykle bogatej historii.
Otóż kiedy myślimy o szlace, myślimy o Europie. Zmieniony w byka Zeus uwiódł księżniczkę Europę z Libanu i osadził na Krecie, której mieszkańcy rozwinęli przemysł garncarski, cieszący się dużym powodzeniem. „Europa” znaczy „o szerokiej twarzy”, co rozumieć należy jako „rozległa jak Ziemia”. Z ziemi europejskiej wydobyto glinę (na wypał garnków), ale zaraz później żelazo i węgiel (na inne wynalazki). Skoro już mamy te dwie ostatnie zdobycze kopalne, to niewiele więcej trzeba do utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, nowoczesnej instytucji szlakotwórczej. Szlaka była, oczywiście, produktem ubocznym, a głównym celem – odbudowa regionu po wojnie, jednak liczą się efekty. Zawiązanie tej organizacji zbiega się z wymiernym wzmożeniem wysiłków służących podgrzewaniu atmosfery ziemskiej.
Produkcja stali odpowiada za prawie 10% globalnej produkcji dwutlenku węgla i pod tym względem jest jednym z najbardziej szkodliwych przemysłów. Bardziej ekologiczne sposoby produkcji stali (np. poprzez rażenie materiału prądem albo traktowanie plazmą) opierają się przede wszystkim na recyklingu wcześniej wyprodukowanej stali. Aby przetwarzać stal ekologicznie, trzeba najpierw nieekologicznie ją wytworzyć. Problem pozostaje nierozwiązany: góry jasnej szlaki zastępują w krajobrazie góry dziewiczego lodu. W ostatnich latach produkuje się na świecie rocznie dwa miliardy ton stali – 10 razy więcej niż w pierwszych latach istnienia Wspólnoty.
Produkcja szlaki opuszcza jednak Europę. Koszty energii i ograniczenia produkcji przemysłowej sprawiają, że taniej wyprażać ją w Chinach albo Indiach, a następnie przywozić na nasz subkontynent. Sprytna osoba dostrzeże, że ta pokrętna metoda produkcji nie zmniejsza wcale zanieczyszczeń w atmosferze, a jedynie przenosi ich tworzenie w inne miejsce globu, gdzie nie mierzy się ich z nadmierną uwagą. Stal i szlaka i tak zostaną wyprodukowane i rozdystrybuowane. Jest w tym boska nieuchronność, która kazała Zeusowi ruszyć do Libanu i zapoczątkować historię przemysłu wydobywczego w Europie.
Motocykl przeznaczony do jazdy po żużlu w sporcie zwanym „speedway” nie posiada hamulców, bo nie są mu potrzebne. Takoż i nasza szlakotwórcza cywilizacja nie ma możliwości zaprzestania wytapiania surówki, a następnie walcowania jej i gięcia. Podobno jeśli przejrzeć się w żużlowym szkiełku, widać własną twarz za lat kilkadziesiąt. Czy możemy jednak wierzyć w niepewną mądrość zabobonu? Droga usypana ze szlaki to po prostu historia gospodarcza. Kto boi się przyszłości, niech nie zagląda na nieużytki za stalownią.
Zamyśliłem się, a godzina jest późna.
Słońce wychyliło się już daleko za krzywiznę Ziemi, a mrok i mgła okryły domki kolonii robotniczej. Ledwo widać hałdę szlaki w podwórzu. Przechodzący kibice nawołują do zamykania okiennic. Podobno tej nocy zgaśnie w miasteczku piec martenowski, a inny zapłonie daleko za ciemnym horyzontem.
Dokąd prowadzi szlak szlaki?
Nie wiemy.
Piotr Puldzian Płucienniczak – krajoznawca, wydawca, wykładowca. Pracuje na ASP w Warszawie, mieszka w Łodzi. Miłośnik powierzchni nieutwardzonych.

Hałda szlaki pod wagą, akryl na płótnie, 25 × 25, 2026. Powiada się, że waga na niebie waży emisje: jeśli są cięższe niż piórko, produkcja musi zostać przeniesiona z Europy do Azji