Reklama Group
9

Sztuka głębokiego patrzenia

z artystą Jankiem Simonem rozmawia Bogna Świątkowska
Janek Simon, Meta Folklore v0.2.4, 2022, wydruk 3-d, dzięki uprzejmości artysty oraz Galerii Raster.
Meta Folklore to cykl drukowanych w technologii 3D figur, które powstają w oparciu o stworzoną przez artystę sieć neuronową. Wciąż powiększana baza danych – zbiór fotografii najróżniejszych figuralnych rzeźb etnicznych z różnych epok i kultur – jest przetwarzana na zasadzie uczenia maszynowego i generuje zmutowane w różny sposób nowe wzory. Rzeźby Simona to wizja uniwersalnego, współczesnego folkloru, generowana przy wsparciu sztucznej inteligencji, ale z wykorzystaniem autentycznych źródeł.

Nauka bywa pewną konstrukcją, wymaga ciągłego namysłu, weryfikacji i, tak naprawdę, także kreatywności w interpretacji – z artystą Jankiem Simonem rozmawia Bogna Świątkowska

Bogna Świątkowska: Porozmawiajmy o praktykach, które artyści i artystki rozwijają wokół pozyskiwania i gromadzenia wiedzy na potrzeby swoich badań artystycznych. Te ścieżki często wymykają się tradycyjnym metodom badawczym – nie uwzględniają norm w analizie danych czy też standardów narzucanych przez formalne instytucje. Ty jako artysta swobodnie operujesz danymi i zebraną wiedzą, które przekształcasz w dzieła sztuki. Jak postrzegasz badania naukowe i wynikającą z nich wiedzę – jest dla ciebie stabilnym fundamentem czy jedynie punktem wyjścia do dalszej twórczej interpretacji?

Janek Simon: Poruszyłaś dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, mówimy tu o szerokim obszarze praktyk artystycznych opartych na badaniach i gromadzeniu wiedzy. Badania są dla mnie fundamentalnym elementem procesu twórczego. Zawsze zaczynam pracę od zgłębiania materiałów – czy to w magazynach, książkach, czy w archiwach. Podróżuję, oglądam, zbieram informacje – to wszystko są dla mnie badania. Myślę, że ciekawe jest pytanie, jak różnią się badania prowadzone przez artystów od tych, które prowadzą naukowcy. Wydaje mi się, że różne teorie sztuki mają tu różne odpowiedzi. Aby Warburg mówił o obrazie jako „nauce bez nazwy”. To ciekawe, bo artyści często mają możliwość łączenia różnych dziedzin, co w nauce, choć być może dziś jest łatwiejsze, przez długi czas było utrudnione ze względu na arbitralne podziały między dyscyplinami. Te podziały, np. między chemią a fizyką, wynikają bardziej z historycznych uwarunkowań niż z charakteru tych dziedzin. Każda z nich ma swoją kulturę, instytucje, uniwersytety, co może prowadzić do pewnej sztywności.      Z kolei artyści mają większą swobodę – wiele można zrobić bez pieniędzy, a jeszcze więcej, gdy uda się zdobyć na to środki.

Janek Simon, Budżet Państwa na rok 2010, 2011, instalacja, dzięki uprzejmości artysty i Galerii Raster.
Według definicji ustawy budżetowej: „Budżet państwa jest rocznym planem dochodów i wydatków oraz przychodów i rozchodów organów władzy państwowej, kontroli i ochrony prawa, sądów i trybunałów, administracji rządowej, uchwalanym na okres roku kalendarzowego”. Celem artysty była wizualna interpretacja tych danych. Praca znajduje się w kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi.

Drugi wątek dotyczy praktyki polegającej na pracy z danymi liczbowymi – zbieraniu ich, analizowaniu i przekształcaniu w formy wizualne. Miałem kilka takich projektów, największy to wystawa Budżet Polski na rok 2010 w PGS w Sopocie. Wystawa odbyła się w 2011 r. i była dużą instalacją rzeźbiarską, która w pewnym sensie stanowiła abstrakcyjną wizualizację różnych tabel budżetowych. Budżet państwa to dokument kluczowy, decydujący o tym, jak i gdzie wydawane są środki publiczne, ale jednocześnie bardzo mało o nim wiemy. Gdy zajrzałem na stronę Ministerstwa Finansów, okazało się, że budżet jest rozproszony po plikach PDF i trudny do znalezienia. To mnie zaintrygowało – dokument o tak fundamentalnym znaczeniu jest praktycznie niewidoczny, trudno dostępny. Postanowiłem to zgłębić i przekształcić te dane w formę wizualną. Oczywiście moja wystawa w żaden sposób nie ułatwiała zrozumienia budżetu, bo żeby w pełni objaśnić wszystkie dane, potrzebna byłaby legenda wielkości książki. Niemniej jednak ten proces badawczy był dla mnie istotny – analizowałem dane, zgłębiałem je i zamieniłem na dużą instalację. To była spektakularna praca, zajmująca całą przestrzeń galerii, ponad 400 metrów kwadratowych, gdzie abstrakcyjne formy rzeźbiarskie reprezentowały te dane. Zrobiłem potem kilka mniejszych prac tego typu, ale tamta była największa.

To, co interesujące w pracy z danymi, to fakt, że w cyfrowym świecie dane można przekształcić w niemal dowolną formę. Na przykład plik graficzny można przerobić na plik dźwiękowy, który po odtworzeniu wyda z siebie dźwięk, choć będą to pewnie szumy. I odwrotnie – plik dźwiękowy można zapisać jako obraz. W cyfrowym świecie każdy rodzaj danych można zamienić na inny, co otwiera szerokie pole do artystycznej interpretacji. To, że wszystkie dane sprowadzają się do zero-jedynkowego kodu, sprawia, że wszystko może być przekształcone w coś innego. Wydaje mi się, że ten potencjał został w pewnym momencie mocno eksplorowany przez artystów – przekształcanie danych dźwiękowych w obrazy i odwrotnie stało się wręcz trendem. Ja też korzystałem z tego w swoich działaniach, choć później odszedłem od tej praktyki.

Janek Simon, Zegarek elektroniczny domowej roboty, 2005, obiekt (pasek, elektronika, plexiglass), dzięki uprzejmości artysty i Galerii Raster.
Podjęcie się skonstruowania domowej roboty zegarka elektronicznego to zaspokojenie ciekawości, ile czasu zajmie nauczenie się podstawowych zasad elektroniki na tyle, żeby móc samodzielnie zbudować w pełni sprawne urządzenie. Obiekt jest efektem dwóch miesięcy eksperymentów i researchu robionego online.

Jesteś specjalistą w wykazywaniu luk w spójności systemów. Kiedy mówimy o systemach opartych na logice zero-jedynkowej, które teoretycznie powinny być szczelne i nie dopuszczać żadnych błędów, odnalezienie w nich momentu, w którym coś nieoczekiwanego się wydarza – liczby przestają pasować, dane stają się sprzeczne – to chwila szczególnej satysfakcji. Wydajesz się czerpać szczególną radość z odnajdywania takich miejsc w systemach pozornie spójnych i domkniętych.

Ale ja nie wiem, czy udało mi się kiedykolwiek odnaleźć takie miejsce!

A praca Domek z dzieciństwa zbudowany na podstawie błędnych obliczeń kalkulatora?

To było coś, co rzeczywiście przytrafiło mi się w Chinach – zostałem tam oszukany przez ulicznych wymieniaczy waluty, którzy posługiwali się specjalnie zmanipulowanym kalkulatorem. Kalkulator pełnił funkcję narzędzia komunikacji: gdy pytało się o cenę, sprzedawcy wpisywali ją na kalkulatorze i pokazywali wynik. Podczas targowania kalkulator krążył między stronami, a różne kwoty były wpisywane i uzgadniane. Ci cinkciarze mieli kalkulator, który fałszował przeliczenia waluty. Wydawało mi się, że coś jest nie tak, ale obiektywny kalkulator pokazywał jakieś wyniki, więc przyjąłem to bez zastrzeżeń. Dopiero w hotelu, kiedy przeliczyłem to sobie na kartce, okazało się, że kalkulator w rzeczywistości modyfikował dane. Kilka lat później przypomniałem sobie o tym zdarzeniu i stworzyłem pracę artystyczną – kalkulator, który również oszukiwał, ale w oparciu o algorytm z naukowych badań psychologicznych. Badania te, prowadzone w dziedzinie psychologii zachowań konsumentów, wykazały, że jeśli cena wzrasta o ok. 7%, konsument zazwyczaj tego nie zauważa, o ile nie zna dokładnej ceny produktu. Mój kalkulator również zawyżał wyniki o te 7%, bazując na tych samych badaniach. Ostatnio nawet myślałem, żeby wrócić do tego pomysłu i zrobić domową fabrykę takich kalkulatorów. Myślę, że mógłbym pewnie z 10 dziennie wyprodukować.

Stworzyłeś również zegar niepokazujący właściwej godziny. To istotne zakłócenie, ponieważ system miar i wag jest obdarzany dużym zaufaniem. Właśnie nad takimi urządzeniami szczególnie się znęcasz!

Kiedyś studiowałem psychologię i na początku swoich działań ze sztuką inspirowałem się różnymi badaniami psychologicznymi, które wydawały mi się ciekawe. Jeden z eksperymentów, który mnie fascynował, polegał na zamknięciu ludzi w przestrzeni bez okien, zegarów, czyli na odebraniu im jakiejkolwiek wiedzy o upływie czasu. Okazało się, że ich wewnętrzny rytm przestawił się na dobę trwającą ok. 26 godzin. To dziwny wynik, który sugeruje, że 24-godzinny cykl nie jest tak głęboko zakorzeniony w naszych mózgach i może być dosyć arbitralny. W dzisiejszych czasach, kiedy możemy sztucznie kontrolować środowisko – tworzyć tropikalną plażę w salonie za pomocą LED-ów – cykl snu i czuwania staje się jeszcze bardziej elastyczny. Z tego wynikła moja refleksja, że można by było spróbować wprowadzić 6-dniowy tydzień, w którym doba trwałaby 28 godzin – 12 godzin pracy i 16 godzin odpoczynku. To by całkowicie zmieniło nasz rytm, wprowadzając zupełnie nowy porządek dnia. Pomyślałem wtedy, że gdyby powstała wspólnota ludzi żyjących według takiego rytmu, byłby to radykalny gest, wyrywający nas z dotychczasowego porządku. Była to część projektu realizowanego wspólnie z Romkiem Dziadkiewiczem i Zorką Wollny w Instytucie Wyspa w Gdańsku. Przez tydzień próbowaliśmy żyć według tego alternatywnego kalendarza, organizując różne wydarzenia, które wpisywały się w ten nowy rytm.

Max Cegielski i Janek Simon, Obaakofo mmu man, One man does not rule a nation – Człowiek nie rządzi narodem w pojedynkę, 2024, fot. Andrzej Golc, dzięki uprzejmości TRAFO – Trafostacji Sztuki w Szczecinie

Od kilku lat twoje projekty, zwłaszcza te, które realizujesz wspólnie z Maxem Cegielskim, opierają się na dogłębnym rozpoznaniu tematu. Tworzycie duet, w którym Max zajmuje się gromadzeniem wiedzy z różnych źródeł – zarówno pisanych, jak i mówionych. Ty z kolei dorzucasz do tego swoje techniki badawcze, które uzupełniają jego prace. Wasze projekty są imponujące pod względem zakresu, łączą analizę historyczną, antropologiczną i wiele innych z badaniami np. słabo rozpoznanych praktyk kulturowo-biznesowych polskich protoprzedsiębiorców z końcówki PRL-u, którzy jeździli do Azji. Jak opisałbyś swoją technikę badawczą?

Dla mnie jednym z kluczowych źródeł są stare czasopisma. To absolutnie wyjątkowe archiwum, pełne różnorodnych treści, ponieważ obejmują nie tylko historię głównego nurtu, ale także mikrohistorie – te mniej oczywiste, lokalne, często dotyczące niszowych społeczności. Mamy więc nie tylko zapisy wielkich wydarzeń, ale też życia codziennego wędkarzy, modelarzy, radioamatorów i innych pasjonatów. Liczba dostępnych tytułów jest ogromna, a kryje się w nich mnóstwo unikalnych, niszowych informacji, dokumentujących życie społeczności, które często pomijane są w tradycyjnych archiwach.

Co więcej, mamy ogromne szczęście, że te wszystkie czasopisma są tak łatwo dostępne w Bibliotece Narodowej – zostały dobrze skatalogowane, są dostępne za darmo i można je przeglądać w komfortowych warunkach. Każde czasopismo to nie tylko teksty, ale też zdjęcia, ilustracje i design, który ktoś kiedyś z myślą i pasją zaprojektował. Każda strona w pewien sposób odzwierciedla ducha epoki, z której pochodzi.

W przeciwieństwie do wielu innych archiwów, takich jak archiwa historyczne czy archiwa Instytutu Pamięci Narodowej, które często wymagają szczególnych pozwoleń, formalności i odpowiednich wniosków, dostęp do czasopism jest nieporównywalnie prostszy. Przeglądanie archiwalnych magazynów to dla nas podstawowy element pracy badawczej. Potem przechodzimy do analizy zebranego materiału, co w rzeczywistości przypomina klasyczną pracę historyka.

Przykładem może być nasz najnowszy projekt One Man Does Not Rule the Nation, prezentowany obecnie w Trafostacji Sztuki w Szczecinie, a dotyczący pomnika w Ghanie, który w latach 60. XX wieku zaprojektowała i zrealizowała artystka Alina Ślesińska. Przeprowadziliśmy wywiady z osobami, które pamiętają tamte czasy, szukaliśmy materiałów nie tylko w archiwach lokalnych, ale także w tych dotyczących samej Ghany. Nasza analiza objęła więc wiele źródeł, była wielowarstwowa i łączyła różne formy badań historycznych.

Po etapie badawczym przechodzimy do bardziej kreatywnej pracy – zastanawiamy się, co zrobić z zebranymi faktami, jak je przekształcić w coś, co można pokazać na wystawie. I choć niektórzy historycy mogliby kwestionować nasze metody, to jednak w części badawczej nasza praca niewiele różni się od klasycznej pracy naukowców. Pracujemy z materiałami, analizujemy je, szukamy powiązań i ukrytych znaczeń, aby z tej złożoności móc później stworzyć coś, co przemówi do współczesnego odbiorcy.

A co byś uznał za najważniejszy wkład, który wnosisz jako artysta do świata wiedzy?

Wydaje mi się, że mam pewnego rodzaju intuicję, która pozwala mi wyczuwać, co może być istotne w danym momencie, zwłaszcza jeśli chodzi o odkrywanie tematów z obszaru mniej znanej historii. Na przykład polskie XX-wieczne międzywojenne ambicje kolonialne i plany związane z Madagaskarem. To jedna z tych historii, która istnieje w świadomości nielicznych, krąży w tle, ale nie zyskała szerokiej uwagi. Intuicja podpowiedziała mi, by sięgnąć po nią, a mój Rok Polski na Madagaskarze z 2006 r. rzeczywiście „zadziałał” – wzbudził zainteresowanie i uwidocznił pewien fascynujący, choć niezrealizowany rozdział z polskiej historii, kiedy to formułowano plany dotyczące kolonizacji kontynentu afrykańskiego.

Ten rodzaj odkryć polega właśnie na wyczuwaniu, które aspekty przeszłości są warte przywrócenia do współczesnej świadomości. Historie jak ta o Madagaskarze bywają marginalizowane, ale gdy po nie sięgamy i zaczynamy badać, nagle ukazuje się bogaty kontekst tamtych czasów – pełen paradoksów, ambicji i założeń politycznych, które, choć nie zostały nigdy zrealizowane, pozwalają zrozumieć pewne dążenia tamtej epoki.

Wydaje mi się, że często tak bywa, że najważniejsze rzeczy, które mamy dosłownie przed oczami, pozostają przez nas niezauważone. Wystarczy jednak przyjrzeć się głębiej, a wtedy nagle to, co wcześniej było poza naszym zasięgiem percepcji, staje się widoczne. To właśnie, moim zdaniem, jest jedną z fundamentalnych funkcji sztuki. Sztuka umożliwia nam ten proces głębokiego patrzenia, niejako zmusza nas do tego, by spojrzeć inaczej, autentycznie, bez filtrów, by dostrzec to, co być może pozostaje ukryte w codziennym doświadczeniu.

Janek Simon, Odwrotna kradzież 1, 2011, puszka Coca-Coli, paragony, dzięki uprzejmości artysty i Galerii Raster.
Artysta kupił kilkakrotnie jedną i tę samą puszkę Coca-Coli. Wniósł ją po kolei do różnych sklepów, w każdym z nich płacąc za napój ponownie.

Ostatnie pytanie dotyczy splątania między wiedzą a niewiedzą, a także między wiedzą autoryzowaną i tą, której status prawdy pozostaje niejasny. To obszary niezwykle pociągające dla sztuki, ponieważ otwierają przestrzeń do spekulacji, do mieszania tego, co jest pewne, z tym, co wątpliwe, ale nie niemożliwe. Tam, gdzie kończy się pewność, zaczyna się możliwość eksperymentowania. Czy dla ciebie istotne jest pochodzenie informacji, które przetwarzasz, czy może wręcz przeciwnie – cenisz sobie historie poboczne, teorie spiskowe, relacje, które oficjalna nauka odrzuciłaby jako niegodne uwagi?

Nie, no oczywiście – uwielbiam podróbki, fejki, wszelkiego rodzaju ściemnione historie i barwne opowieści, które często balansują na granicy prawdy i fikcji. To mnie przyciąga, bo w takich opowieściach jest jakaś swoboda myślenia, miejsce na spekulację. Natomiast kiedy robimy z Maxem badania, staramy się dotrzeć do rzeczywistych, potwierdzonych dokumentów, które mają pewną wartość dowodową. Ale jasne, w nauce, szczególnie w naukach społecznych, psychologii czy socjologii, prawda jest kategorią dość płynną. Wyniki jednego eksperymentu mogą być spektakularne, ale ich znaczenie i możliwość uogólnienia to już inna kwestia. Weźmy np. słynne eksperymenty w psychologii społecznej – często jedyne, co one potwierdzają, to fakt, że coś wydarzyło się w bardzo specyficznych okolicznościach. Przeprowadzono badanie, uzyskano wynik, ale czy można go przełożyć na inne konteksty? To ogromny problem metodologiczny w naukach społecznych. Nierzadko okazuje się, że te eksperymenty sprawdzają się tylko w zamkniętych warunkach laboratoryjnych, a próby ich replikacji w innych środowiskach kończą się niepowodzeniem.

Dlatego myślę, że to wcale nie jest tak, że nauka operuje jedynie na absolutnych prawdach. Często to zestaw różnych założeń, które można interpretować, rozważać – nauka bywa pewną konstrukcją, wymaga ciągłego namysłu, weryfikacji i, tak naprawdę, także kreatywności w interpretacji.

Janek Simon – artysta.  Inspiruje się teoriami i modelami naukowymi, a także takimi dziedzinami wiedzy, jak geografia i ekonomia. Instalacje i obiekty Simona są często oparte na danych matematycznych, fizycznych i statystycznych. Jednocześnie prace te mają wymiar eksperymentalny i anarchiczny, ilustrują zderzenie teorii naukowych z rzeczywistością życia codziennego, aktualnymi zjawiskami socjologicznymi i politycznymi. Szereg realizacji artysty, często zawierających złożone układy elektroniczne, tworzonych jest według zasady DIY, który świadomie poszukuje alternatywnych strategii dla współczesnej kultury masowej i panującego obecnie systemu produkcji artystycznej.

 

Numer specjalny NN6T 158: Raporty. Kultura i wiedza powstał dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.