Reklama Group
9

Najważniejsza jest ludzka wyobraźnia

z projektantką graficzną Zofią Oslislo-Piekarską oraz badaczem danych Karolem Piekarskim rozmawia Bogna Świątkowska.
Diagram Venna, il. Kopophex, źródło: wikimedia.commons

Z projektantką graficzną Zofią Oslislo-Piekarską oraz badaczem danych Karolem Piekarskim rozmawia Bogna Świątkowska.

Bogna Świątkowska: Na jakim etapie dzisiaj jest współpraca kultury i nauki, jeśli chodzi o projektowanie danych? Macie wieloletnią praktykę w tej materii, świetne projekty badawczo-wystawiennicze na koncie. 

Zofia Oslislo: Europejskie Miasto Nauki, którym w tym roku jest Katowice, otworzyło nowe możliwości współpracy między różnymi podmiotami. Powstało konsorcjum uczelni, co jest niezwykle cennym krokiem naprzód w tworzeniu interdyscyplinarnych sieci współpracy. Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach uzyskała połączenia z Politechniką Śląską, Uniwersytetem Śląskim, Śląskim Uniwersytetem Medycznym i innymi uczelniami regionu, a to pozwala na realizację wspólnych projektów badawczo-naukowych. Bardzo nas cieszy, że Akademia zaczęła być postrzegana jako ośrodek badawczy.

Dzięki tej współpracy powstają nowe zespoły, w których uczestniczą pracownicy ASP, często odpowiedzialni za wizualizację danych. Przykładem jest wyjątkowy doktorat Ani Kopaczewskiej na temat symbiocenu – podejścia oznaczającego porzucenie antropocentryzmu na rzecz dostrzeżenia całego ekosystemu. Warto dodać, że Ania to pionierka wizualizacji danych: już w 2009 roku obroniła pracę dyplomową, w której wizualizowała zanieczyszczenie powietrza na Śląsku. Był to pierwszy tego typu projekt, wyprzedzający słynne „paski klimatyczne” z uniwersytetu w Reading, które zdobyły rozgłos na świecie. Dziś Ania kontynuuje te badania, współpracując z naukowcami z Uniwersytetu Śląskiego.

Wciąż jednak wiele inicjatyw dotyczących wizualizacji wychodzi od nas – a konkretnie od Pracowni Informacji Wizualnej, która rozwija projekty naukowej ilustracji i wizualizacji danych. Często musimy inicjować działania i pokazywać, jak możemy wesprzeć naukowców z różnych dziedzin: biologów, dendrologów, matematyków. Choć grupa specjalistów od wizualizacji danych w Polsce rośnie, nadal jest ona stosunkowo niewielka w porównaniu do liczby naukowców, co oczywiście ogranicza nasze możliwości wsparcia na szerszą skalę. Moim zdaniem mimo tych wyzwań współpraca między środowiskami artystycznymi i naukowymi rozwija się i jest znacznie lepsza niż 10–15 lat temu.

Karol Piekarski: Chciałbym posłużyć się dwoma przykładami moich byłych współpracowników z Medialabu – projektantów Marka Kultysa i Dawida Górnego. Obaj pracują w Londynie: Marek w AstraZeneca, a Dawid w Google DeepMind. Ich działalność jako projektantów polega na wspomaganiu procesów projektowych, a ich praca nie jest wyłącznie wizualizacją wyników wypracowywanych przez naukowców i przekazywanych projektantom do opracowania. W najlepszych procesach projektowych projektanci, czyli osoby wykształcone na uczelniach artystycznych, stanowią integralną część interdyscyplinarnego zespołu. Wnoszą swoją wiedzę i narzędzia, aby wspierać naukowców na wszystkich etapach pracy, często po to, by umożliwić im efektywną komunikację wewnętrzną w bardzo złożonych zespołach. Oczywiście wizualizacja wyników także ma miejsce, lecz jest to końcowy etap procesu, nastawiony głównie na komunikację zewnętrzną.

Właśnie o to chciałam was zapytać – o tę usługową rolę strony kreatywnej w projektach interdyscyplinarnych. Sytuacje, o których mówił przed chwilą Karol, mogą przełamywać tę usługowość, ale nie oszukujmy się – wciąż zdarzają się zbyt rzadko. Jak oceniacie zaangażowanie osób wywodzących się z kręgów kreatywnych w projekty badawcze? Czy waszym zdaniem mają one realne możliwości podejmowania równorzędnej debaty z przedstawicielami nauk ścisłych?

ZO: W tej kwestii wiele zależy od indywidualnych predyspozycji – niektórzy projektanci posiadają wysokie kompetencje analityczne i są w stanie z powodzeniem wejść w złożone tematy badawcze, choć potrzebują głębokiego zrozumienia i intensywnej edukacji, aby od samego początku być pełnoprawnymi członkami zespołów interdyscyplinarnych. Tak właśnie działa wspomniana Ania Kopaczewska – równolegle z badaczami z Uniwersytetu Śląskiego rozwija doktorat na temat symbiocenu, budując swoją wiedzę w oparciu o samodzielną analizę.

Oczywiście jest to wyzwanie, ale nawet egzaminy na Akademię ewoluują. Szukamy kandydatów i kandydatek posiadających coś więcej niż tylko umiejętność sprawnego odwzorowywania rzeczywistości za pomocą rysunku czy malarstwa. W procesie rekrutacyjnym coraz większą rolę odgrywają umiejętność krytycznego myślenia i rozmowa kwalifikacyjna, która pozwala sprawdzić szersze kompetencje. Nie każdy student projektowania czy wzornictwa ma tak wysokie zdolności analityczne i chęć uczestnictwa w projektach od samego początku, ale kładziemy nacisk na to, aby uczyć pracy zespołowej już od fazy planowania projektów.

Widzimy też, że projektanci coraz częściej są zapraszani do wcześniejszych etapów współpracy, nie tylko w projektach realizowanych z naukowcami, lecz także z instytucjami kultury. W minionym tygodniu uczestniczyłam w rozmowie dotyczącej projektu książki, która jeszcze nie została napisana, aby wspólnie z twórcą treści przeanalizować materiał pod kątem jego struktury i dostosowania do odbiorcy. Myślę, że po stronie zamawiających usługi graficzne rośnie świadomość, że projektant nie tylko „przedstawia” treści wizualnie, ale również je analizuje i przetwarza. Jeśli projektant jest obecny na etapie tworzenia treści, może od razu wskazać ograniczenia i kluczowe aspekty przekazu, uświadomić, co należy uwypuklić, a czego brakuje.

Podobnie sytuacja wygląda w projektach z naukowcami. Jasne, projektant nie stanie się fizykiem jądrowym czy matematykiem – potrzebna jest platforma komunikacyjna, na której badacze i projektanci mogą się spotkać i zrozumieć, mając pełną świadomość swoich specjalizacji. Jednak projektanci są elastyczni i potrafią usprawniać proces projektowy, uświadamiać, jak nie utkwić w miejscu i unikać działań zbędnych, co stanowi wartość dodaną dla badań. Na kierunkach projektowych uczymy studentów całościowego planowania procesu projektowego – i naprawdę dobrze sobie z tym radzą.

Nie jest też tak, że wszyscy matematycy czy naukowcy posiadają jednolite, określone kompetencje. Wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy z nas rozwijał w życiu różne umiejętności. Ostatecznie najistotniejsze pozostaje to, aby odpowiednie osoby trafiły na siebie w odpowiednich zespołach – wtedy ta synergia współpracy jest idealna.

Porozmawiajmy więc o kompetencjach. Jakie umiejętności są najważniejsze w tworzeniu interdyscyplinarnych zespołów, aby udział osób zajmujących się przekazywaniem wiedzy w sposób zrozumiały faktycznie wpływał pozytywnie na proces jej produkcji? Jakich kompetencji potrzeba, by ścieżka komunikacyjna kształtowała się, jak wspomniała Zosia, z korzyścią dla rozwoju krytycznego myślenia i przyswajania wiedzy? Dziś są to zdolności kluczowe, zwłaszcza w kontekście wszechobecnej dezinformacji i pseudonauki. To rozmowa nie tylko o estetyzacji danych czy informacji, ale także o takiej metodzie prezentowania wniosków, która umożliwi społeczne ich wykorzystanie. Jest to również front walki o wspieranie rzetelnych informacji i dostarczanie prawdziwych, wartościowych treści.

KP: Pozwolę sobie „rozpakować” to pytanie i odnieść się do moich doświadczeń z sektora prywatnego, ponieważ w ostatnich latach współpracowałem z kilkoma startupami i firmami. Zaskakujące było dla mnie, jak dużą wagę zaczęły przykładać do tak zwanych miękkich kompetencji, czyli durable skills. Przez ostatnie pół roku prowadziłem zajęcia z analizy danych i zauważyłem, że takie umiejętności jak rozumienie kontekstu projektowego przez badaczy danych stały się kluczowym elementem programu edukacyjnego, szczególnie dzisiaj, gdy duże modele językowe piszą dla nas kod komputerowy.

Firmy i instytucje zatrudniające programistów, analityków i badaczy danych zdają sobie sprawę, że wiele projektów kończy się niepowodzeniem, ponieważ ich realizatorzy często podchodzą do nich w sposób technokratyczny, koncentrując się wyłącznie na zaprogramowaniu czy przeanalizowaniu zadania, bez głębszego zastanowienia nad jego celem i kontekstem. W sektorze prywatnym dostrzegam wyraźny wzrost świadomości, że skuteczna realizacja projektów wymaga nie tylko twardych umiejętności technicznych, ale również kompetencji komunikacyjnych. Coraz częściej w zespołach projektowych obecni są specjaliści odpowiedzialni za komunikację, a oczekuje się także, że badacze i programiści będą rozwijać te kompetencje.

Jednak niezależnie od sektora – nie powiem tutaj nic odkrywczego – najważniejsza jest umiejętność zadawania sobie pytań projektowych i biznesowych. Po co robimy dany projekt? Kto jest naszym odbiorcą? Co i w jaki sposób chcemy osiągnąć? Rzetelne odpowiedzi na te pytania pozwolą odwrócić uwagę od medium czy technologii i przekierować ją na realne korzyści dla użytkowników.

Dziś stoimy przed koniecznością wypracowania języka ułatwiającego komunikację w sytuacjach kryzysowych. Chodzi o skuteczne przekazywanie informacji kluczowych dla zdrowia, bezpieczeństwa czy ogólnego dobrostanu ludzi. Jak wiemy, w sieci funkcjonuje ogromna ilość informacji, często destabilizujących, obok tych rzetelnych i opartych na faktach. Umiejętność jasnego i przystępnego przekazania najważniejszych treści jest nieoceniona, zwłaszcza w kontekście zarządzania kryzysowego. Nawet najlepszy zespół nie przekaże ich skutecznie, jeśli nie potrafi komunikować się w sposób zrozumiały. Wasze działania, zarówno indywidualne, jak i wspólne, będące prezentacją wiedzy, odgrywają rolę translatorską. Pytanie o to, co wybrać i jak o tym opowiedzieć, by przekazać esencję wiedzy bez jej spłycenia, jest tu najistotniejsze. Czy czujecie się tłumaczami?

KP: Myślę, że to szersza kwestia – problem samego wyboru kanałów komunikacji. Zastanówmy się: gdy mamy już dostęp do uwagi odbiorców, możemy myśleć o konkretnych komunikatach i dostosowywać je do różnych grup. W takich przypadkach wizualizacje są świetnym narzędziem, ponieważ badania pokazują, że mogą znacząco pomóc w przyswajaniu skomplikowanych problemów szybciej i skuteczniej. Jednak wyzwaniem pozostaje, przez jakie kanały w ogóle możemy komunikować te treści. Weźmy TikToka – to medium, które budzi obawy o możliwość jego politycznego wykorzystania. Wspominałaś o kryzysie, a obecnie dyskutuje się o tym, że sterując algorytmami TikToka, można by w ciągu kilku godzin wywołać panikę w dowolnym kraju, na przykład poprzez sprowokowanie jakiejś grupy odbiorców do zamieszek za pomocą nagrań deepfake. W tym kontekście jedna wizualizacja danych, choć pomocna, jest ograniczona, bo jej odbiór zależy od kanału i kontekstu, w którym się pojawi.

Spójrzmy więc na to szerzej – jeśli ktoś zetknie się z wizualizacją w danym medium lub na wystawie, rzeczywiście może mu ona pomóc zrozumieć problem. Niemal 100 lat temu ruch Isotype, wywodzący się z Wiednia, uważał, że wizualizacja mogłaby stać się osobnym językiem komunikacji, zdolnym do oświecenia mas. Dzisiaj wiemy, że to utopia – nie stworzymy języka wizualnego, który pozwoli nam nagle komunikować się z milionami odbiorców. W praktyce dostęp do odbiorców pozostaje wyzwaniem, a wizualizacja danych działa efektywnie jedynie w określonych kręgach, na przykład na wystawie w muzeum czy w wąskim gronie odbiorców takich czasopism jak „The Economist”. Dlatego moje odczucia co do siły wizualizacji danych są mieszane.

Karolu, wspomniałeś wcześniej o ekonomii uwagi – to temat ogromnie ważny w świecie nadprodukcji informacji. Coraz więcej zadań delegujemy algorytmom, co pozwala nam zaoszczędzić czas, a technologie oparte na inteligentnym wykorzystywaniu baz danych streszczają informacje, tłumaczą, ułatwiają szybszą komunikację. Czy te narzędzia zostaną z nami, pomagając nam lepiej gospodarować czasem? Jakie jest wasze zdanie?

KP: Zawsze pozytywnie patrzyłem na zmiany technologiczne, ale obserwuję, jak w moim otoczeniu zmienia się podejście do telefonów i mediów społecznościowych. Wcześniej zachęcano dzieci do używania smartfonów w nauce, a teraz widzę wzrost świadomości, że technologie mogą być narzędziem, a nie koniecznością. Coraz częściej pojawiają się głosy, by skupić się na jednej rzeczy i odstawić urządzenia. W edukacji również widzimy próbę koncentracji na jednym temacie. Liczne badania dowodzą, że multitasking jest iluzją. Nasz mózg przystosowuje się do sytuacji, lecz w danej chwili zajmuje się tak naprawdę tylko jednym tematem. W dłuższej perspektywie osoby, które potrafią się skoncentrować, są w stanie skuteczniej zdobywać wiedzę, tworzyć głębsze relacje i osiągać sukcesy w różnych dziedzinach. Wrócę więc do początku naszej rozmowy: wydaje mi się, że nauka i kultura na pewno jeszcze długo będą potrzebowały ludzkiej wyobraźni. Nawet jeśli będzie ona wspierana przez coraz doskonalsze technologie, z generatywną sztuczną inteligencją na czele.

Zofia Oslislo-Piekarska – projektantka, kulturoznawczyni, wykładowczyni w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Specjalizuje się w typografii, projektowaniu książek i wizualizacji danych.

Karol Piekarski – badacz danych. Założył i prowadził Medialab Katowice, pracował jako deweloper w startupach AI, realizował interdyscyplinarne projekty badawcze. Autor książki Kultura danych. Algorytmy wzmacniające uwagę (2017).

 

 

Numer specjalny NN6T 158: Raporty. Kultura i wiedza powstał dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.