menu

Musimy się namyślić

Wystawa w Domu Ukraińskim, fot. Iren Moroz

Potrzebujemy bezpiecznej przestrzeni do rozmowy o tym, co się w wyniku wojny dzieje z nami, co się dzieje ze sztuką i co chcemy, żeby się stało, kiedy wojna się skończy – z Julią Kosterievą, koordynatorką programu rezydencji kryzysowych dla artystów i artystek ukraińskich w CSW Zamku Ujazdowskim w Warszawie, rozmawia Bogna Świątkowska

 

Jak się znalazłaś w Warszawie w roli koordynatorki rezydencji kryzysowych?

Z wykształcenia jestem artystką, ale już od dłuższego czasu pracuję jako kuratorka. Od ponad 20 lat jestem koordynatorką interdyscyplinarnej ukraińskiej platformy Open Place. Zaczynaliśmy od pomysłu, że chcemy poprzez sztukę łączyć różnych ludzi, przekonywać, że sztuka jest działalnością społeczną, dzięki której jako społeczeństwo możemy uczyć się od siebie nawzajem. Oczywiście sztuka jest częścią życia społecznego, ale wymaga pewnych konkretnych umiejętności. Łącząc je z praktykami innych grup zawodowych, możemy wspólnie tworzyć zupełnie nowe jakości.
Wcześniej, w 2017 r., współpracowaliśmy z CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Przy okazji wystawy Gotong Royong. Rzeczy, które robimy razem przeprowadziliśmy warsztat zatytułowany Migracje ciał i słów. Kiedy w lutym w Ukrainie zaczęła się wojna na pełną skalę, Ika Sienkiewicz-Nowacka, kierująca programem rezydencji w CSW Zamek Ujazdowski, zaproponowała mi koordynację rezydencji kryzysowych zaprojektowanych przez jej zespół. Zgodziłam się, chciałam być przydatna, robić coś pożytecznego.

 

No właśnie – pożytecznego. Jaka jest twoim zdaniem rola sztuki w czasie wojny?

Jako artyści, pracownicy kultury, mamy zdolność krytycznego myślenia. Możemy posłużyć się, metaforą, tworzyć narracje. Rozumiemy, że istotne jest nie tylko działanie bezpośrednie, ale także umiejętne wydobywanie poprzez sztukę tego, co jest ważne. Okazało się, że sieć połączeń zbudowana przez instytucje kultury przed wojną bardzo dobrze sprawdza się jako sieć pomocy humanitarnej. Umiejętności artystów i artystek, którzy definiują się jako część społeczeństwa, a nie jako elita, pozwala im zmieniać sposoby działania w zależności od potrzeb, jakie wyczuwają w otoczeniu. Możemy być bardziej elastyczni, a swoją wrażliwością wspierać innych w tym niepewnym i nieprzewidywalnym czasie. W Ukrainie od dawna, ze względu na sytuację polityczno-ekonomiczną, środowisko artystyczne musiało polegać na samoorganizacji i samodzielności. Lubimy tę naszą umiejętność samozarządzania rzeczami, które robimy, sferą, w której działamy. Mamy więc bardzo silną sieć współprac, bez niej nie moglibyśmy istnieć.

Spotkanie uczestniczek rezydencji kryzysowych dla artystów i artystek ukraińskich, Julia Kosterieva pierwsza z prawej, fot. Iren Moroz

Dla naszej rozmowy temat poboczny, ale to bardzo interesujące, jak rząd Zelenskiego wielokrotnie zaskoczył świat podejmowaniem, powiedzmy, nieszablonowych decyzji, inspirowanych chyba rodzajem artystycznej wyobraźni. Oczywiście masz bardziej szczegółowy wgląd i pewnie sprawy są bardziej skomplikowane.

Nie chcę tego komentować, ale mogę się zgodzić, że ich decyzje czasami nie były przewidywalne dla ludzi, którzy tkwią w koleinach szablonowego politycznego umysłu. Dobrze, gdy rząd wygląda na silny i mówi jednym głosem w momencie takiego zagrożenia. Ale życie jest o wiele bardziej skomplikowane. Może w tym czasie potrzebujemy słyszeć kogoś, kto jest lub potrafi grać, że jest pewny siebie, że wierzy w zwycięstwo, wierzy w naszych ludzi, w siłę społeczeństwa obywatelskiego. Nie wiemy, co będzie, jak wojna się skończy. Ale upraszczając, mogę powiedzieć, że tak, to dobrze, że w tej chwili mamy jako prezydenta człowieka, który mówi to, co ludzie chcą usłyszeć.

 

Wojna w ogóle upraszcza wiele rzeczy w drastyczny sposób. Skraca pytania, nie daje czasu na roztrząsanie dylematów. Trzeba działać. Kiedy Rosja napadła na Ukrainę, natychmiast w Europie powstały inicjatywy pomocowe, w tym także wsparcie dla u ukraińskiej sztuki. Ale twórcy i twórczynie to przecież też ludzie, których wojna bardzo dotknęła emocjonalnie. Pamiętam spotkanie zorganizowane przez Konsorcjum Praktyk Postartystycznych w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie tuż po wybuchu wojny, z udziałem artystów i artystek z Ukrainy i Białorusi. Przyszli ci, którzy od jakiegoś czasu już mieszkają na emigracji w Polsce oraz ci, którzy właśnie uciekli przed rosyjskimi bombardowaniami. Mówili, że najpierw muszą się pozbierać emocjonalnie, że produkcja sztuki nie może być na nich wymuszana w tych pomocowych inicjatywach. Jak więc działa koordynowany przez ciebie system rezydencji kryzysowych? Jak te osoby, które zgłaszają się do programu i przyjeżdżają do Warszawy, sobie radzą?

Mają wiele pytań, na które muszą sobie odpowiedzieć.

 

No tak, ale co mogą zrobić?

Mogą otworzyć się na emocje, na uczucia, nie tylko swoje, ale też innych, bliskich, Jedni pomagają tym, którzy są na froncie, inni koncentrują się na swoich najbliższych.

Warsztat Yasi Khomenko w Solidarnym Domu Kultury Słonecznik, fot. Yulia Krivich

Co zatem według założeń programu ma się wydarzać podczas tych rezydencji?

Zasady odpowiadają realiom, w których powstał program. Artyści przyjeżdżają sami lub z rodzinami na miesiąc, więc to raczej krótki czas. Nie jest wymagany żaden konkretny efekt ich pobytu. W pierwszym miesiącu działania programu w ogóle niczego nie proponowaliśmy artystkom, które przyjechały. Po prostu zbieraliśmy obserwacje. Był kwiecień. Na koniec ich pobytu dostaliśmy informację zwrotną, na bazie której programowaliśmy kolejne pobyty. Zaplanowaliśmy na przykład cotygodniowe spotkania. Dają przestrzeń na rozmowę, są poświęcone wymianie myśli, ale są też wspólnym spędzaniem czasu, mają swój program. Te spotkania mają czasem bardzo ciekawy przebieg, toczą się na nich dyskusje – na przykład jedna z nich dotyczyła tego, że jako artyści pochodzący z Ukrainy chcą coś zakomunikować światu. Ale co to ma być? Niektóre osoby mówią: my jako ukraińscy artyści powinniśmy się wypowiadać w imieniu Ukrainy. Inne odpowiadają – całe moje życie starałam się o to, by mnie dostrzeżono, teraz zostałam zauważona, ale jestem zakwalifikowana jako ukraińska artystka i cokolwiek robię, nawet jeśli nie jest to związane z Ukrainą, jest postrzegane przez pryzmat Ukrainy, i to jest dla mnie problem.
Zależało nam na tym, żeby takie dyskusje prowadzone w nieskrępowany sposób były możliwe. Pojawił się pomysł, by z czasem te spotkania stały się otwarte, z możliwością zapraszania do debaty wszystkich chętnych, ale dopiero wtedy, kiedy wspólnie uznamy, że jesteśmy na to gotowi. Na razie ten moment jeszcze nie przyszedł. Ciągle rozmawiamy w dość wąskim gronie. Dyskutujemy na przykład o ukazujących się na temat sytuacji w Ukrainie tekstach, pisanych przez ludzi związanych ze sztuką, poświęconych perspektywie antykolonialnej. Inicjujemy różne wspólne aktywności. Ale potrzebujemy bezpiecznej przestrzeni, by móc czuć się swobodnie podczas wymiany myśli.

Wystawa w Domu Ukraińskim, fot. Iren Moroz

Na stronie internetowej rezydencji możemy zobaczyć, kto już w nich uczestniczył, zapoznać się z ich biogramami. W jaki sposób podejmowane były przez was decyzje, kto się pojawi w Warszawie?

Przede wszystkim wiedziałyśmy, że skoro ludzie uciekają przed wojną, to przecież nie będą myśleć o przygotowaniu portfolio. Ja sama pojawiłam się w Warszawie spakowana w jeden plecak. Nie miałam żadnej dokumentacji, archiwów, nic, co by mnie uzasadniało zawodowo. Trzeba było posługiwać się tym, co jest dostępne w sieci. Rezydencje zostały więc tak zaprogramowane, żeby było wygodnie się zgłaszać, a aplikację dało się wypełnić nawet w telefonie. To uproszczenie procedury zostało bardzo docenione przez zgłaszające się osoby. Ale miało to także swoje nieprzewidziane skutki uboczne – artyści korzystali z każdej okazji do otrzymania pomocy i zgłaszali się do wszystkich miejsc w Europie, które ogłaszały nabór na rezydencje. Wysyłali więc zgłoszenia do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu instytucji, mając nadzieję, że przynajmniej jedna odpowie. Zdarzało się więc, że otrzymywali kilka, a nawet kilkanaście zaproszeń na ten sam termin, wybierali najbardziej im pasujące, na przykład takie, które oferowały najdłuższy czas pobytu. To powodowało, że instytucje musiały mieć listy rezerwowe i na bieżąco uzupełniać skład rezydujących osób. Na początku były to z oczywistych powodów głównie kobiety, teraz w Ukrainie wprowadzono specjalne pozwolenia na uzasadnione podróże zagraniczne dla mężczyzn.

 

Ze względu na swoje doświadczenie masz bardzo dobre rozeznanie w ukraińskiej scenie artystycznej. Czy poznałaś tu osoby, których wcześniej nie znałaś?

O, tak! To było bardzo ciekawe, że z tych osób, które do tej pory przyjechały do Warszawy, osobiście znałam jedną, a słyszałam o trzech. Te nowe spotkania są dla mnie bardzo interesujące: niektóre osoby są bardzo młode, tu miały czas tak naprawdę przygotować i zebrać swoje portfolio. Dzięki rozmowom nazwać to, czym się w swojej twórczości zajmują, określić, co jest dla nich wartościowe. Ale mamy też artystów z różnych pokoleń, bo nie ma żadnych ograniczeń dotyczących wieku zgłaszających się osób. Dzięki mieszance doświadczeń, miejsc pochodzenia, edukacji, relacje międzypokoleniowe były dyskutowane ze świeżym podejściem. To było wspaniałe i w dodatku nie doszło do żadnych napięć! Nawet jeśli były duże różnice zdań, to udało się je ogarnąć.

Kateryna Aliinyk w czasie prezentacji swoich prac, fot. archiwum CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie, 2022

Porozmawiajmy więc nie tylko o tworzeniu rezydencyjnej społeczności, ale też o sztuce. Na okładce poprzedniego numeru NN6T mieliśmy pracę Kateryny Aliinyk, artystki, która była latem uczestniczką waszego programu (zachęcamy do lektury wywiadu z artystką Pod powierznią wojennego krajobrazu). Rezydencje organizowane w CSW ZUJ zawsze były wydarzeniem, bo prace, które powstawały jako efekt pobytów, miały jakiś związek z miastem, komentowały współczesną Warszawę, często były to naprawdę niesamowite odkrycia i projekty o dużym wpływie na to, jak dzięki nim mogliśmy na nowo zobaczyć nasze miasto. Jaką rolę tym razem odgrywa Warszawa w tych rezydencjach?

Oczywiście staramy się przedstawiać kontekst, organizować kontakty, wprowadzać w to, co dzieje się aktualnie w Warszawie w świecie sztuki. Ale sytuacja wojny na pełną skalę dominuje. Umysły są nią wypełnione. W mojej pracy artystycznej i kuratorskiej często odwołuję się do pamięci. To, co zdarzyło się 24 lutego, było także dla mnie tak silnym doświadczeniem, że w pewnym sensie pamięć o tym, co zdarzyło się w tym dniu, zastąpiła pamięć o tym, co było wcześniej. Bardzo trudno ją przykryć czymś innym. Tym bardziej że wojna trwa, wciąż napływają nowe informacje, mamy kontakt z bliskimi, znajomymi, którzy zostali w Ukrainie, niektórzy walczą na froncie.
Z drugiej strony wrażliwość na kontekst jest związana z indywidualnym podejściem. Na przykład są osoby, które zawsze pracują z tematami dotyczącymi bezpośredniego otoczenia, jak na przykład przyroda i natura. Niedawno gościliśmy 70-letnią artystkę, która stworzyła serię rysunków przedstawiających otoczenie Zamku Ujazdowskiego. Były też fotokolaże Habituation Iren Moroz, które mieszały światy – ten ukraiński i warszawski.

Iren Moroz, z cyklu Habituation, 2022

Jakie motywy pojawiły się w sztuce ukraińskiej po wybuchu wojny?

Dla niektórych artystów przedstawianie toczącej się wojny jest formą terapii. Inni pozostają przy strategiach, które po prostu przynoszą im pożądane przez nich korzyści – obecny moment to także wyzwanie dla tych, którzy chcą budować swoje kariery.

 

Ukraina jest dziś na ustach wszystkich, więc sztuka z Ukrainy jest pożądana. Wspominałaś, że był to temat jednej z waszych dyskusji. W czym tkwi problem?

Młodym artystom może być bardzo trudno oprzeć tej pokusie – łatwo mogą zostać zmanipulowani i tworzyć to, czego świat od nich oczekuje. W obecnej sytuacji nie ma warunków na dogłębne przemyślenia wszystkich pojawiających się propozycji uczestnictwa w wystawach, projektach, działaniach na rynku sztuki. Normalnie potrzebujesz trochę energii, aby coś przetrawić, masz nadzieję, że twoje doświadczenie podpowie ci najlepsze rozwiązanie. A tu nie ma jak.

 

A jaki wpływ spotkania wynikające z rezydencji mają na ciebie? Czy pomagając innym, masz czas dla siebie, na swoją pracę?

W swojej praktyce czerpię inspirację z kontaktu z ludźmi, a moja działalność artystyczna była zawsze oparta na tworzeniu sytuacji społecznych – spotkań, rozmów, dzielenia się wiedzą. Właściwie więc kontynuuję to, co robiłam wcześniej, ale to doświadczenie prowadzenia rezydencji kryzysowych ma szczególną wartość. Naszym postulatem jako Open Place zawsze było tworzenie połączeń, rozwijanie więzi. To coś, czego chcemy: bądź otwarty, bądź otwarta, wzmacniaj i poszerzaj sieć. A tego rodzaju sytuacje tak naprawdę zdarzają się bardzo rzadko. Tu zdarzało mi się urzeczywistniać to, co dla nas celem działania. Dostałam szansę na bardzo bliskie relacje z ludźmi nieznanymi wcześniej. Naprawdę czuję, że jestem pomocna. Cieszę się, że robię to, co naprawdę lubię.

 

Julia Kosterieva – artystka i kuratorka. W 2001 r. ukończyła Państwową Akademię Sztuk Pięknych i Architektury w Kijowie. Jej prace często przybierają formę instalacji, obiektów i kolaboracji, które koncentrują się na historii i narracjach związanych z konkretnym miejscem, obiektem czy osobą. W 1999 r., wraz z artystą Yuriim Kruchakiem, uruchomiła interdyscyplinarną platformę Open Place, którą prowadzi do dzisiaj. Praca platformy ma na celu poszerzanie badań twórczych i nawiązywanie relacji pomiędzy procesami artystycznymi a różnymi warstwami współczesnego społeczeństwa. Sztuka rozumiana jest tu jako przestrzeń krzyżowania się procesów artystycznych, społecznych i politycznych [ang. intersectionality]. Jest koordynatorką rezydencji kryzysowych dla artystek z Ukrainy i ich rodzin. openplace.com.ua

 

Rezydencje kryzysowe dla artystów i artystek z Ukrainy są odpowiedzią na agresję militarną Rosji w Ukrainie i mają na celu niesienie wsparcia artystom i artystkom, pracownikom i pracowniczkom sektora sztuki, poszukującym schronienia przed wojną. Jednomiesięczne rezydencje odbywają się w Warszawie oraz Orońsku od kwietnia do grudnia 2022 r. i są prowadzone przez Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Zachętę – Narodową Galerię Sztuki i Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Rezydencje zapewniają artystom i artystkom możliwość kontynuowania praktyki artystycznej, bezpieczne miejsce do pracy, diety lub wsparcie finansowe oraz spotkania ze społecznością artystyczną, które dadzą im możliwość nawiązania kontaktów i współpracy zarówno w trakcie rezydencji, jak i w przyszłości. Artyści i artystki mają swobodny dostęp do przestrzeni warsztatowej, biblioteki, galerii i kina, a w razie potrzeby otrzymują wsparcie administracyjne oraz pomoc ze strony kuratorów i kuratorek. Rezydencje organizowane są przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego we współpracy z Culture.pl, Zachętą Narodową Galerią Sztuki i Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Specjalne podziękowania dla firmy Meta. u-jazdowski.pl/program/rezydencje

 

Materiał został przygotowany we współpracy z programem Rezydencje kryzysowe dla artystów i artystek z Ukrainy i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie

Ten serwis korzysta z cookies Polityka prywatności