menu

Ekosystemy duchowe kurczą się

Oto czym jest poezja. Stanem naturalnym języka. Wyjebany w kosmos eksperyment literacki, to język przeżywany na żywo. W stanie dzikim, bez ścieżek, w trudnych warunkach i z zagrażającymi naszemu życiu zwierzętami – pisze Marcin Mokry, autor Świergotu, książki zszytej z urywków danych, archiwów, dokumentów. Poniższy tekst jest zapisem urywanej korespondencji mailowej, niezrobionym wywiadem, nieprzeprowadzoną rozmową, monologiem wymuszonym przez okoliczności.

Marcin Mokry, Świergot, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, 2019, projekt graficzny: Karolina Wiśniewska

Bogna Świątkowska: Zlepek pytań startowych: Czym eksperyment w naszych czasach nie jest? We wszystkich tekstach wstępów do trudnych i niezrozumiałych wytworów artystycznych czytamy, że to „próba odpowiedzi na pytanie”. Jakie pytanie dziś warto stawiać? Poezja do czego jest potrzebna? Młoda poetka Amanda Gorman dostaje więcej lajków niż zaprzysięgany prezydent USA Joe Biden.

Marcin Mokry: Nie mam pewności gdzie dokładnie, ale w języku znajdują się tereny lęgowe bardzo rzadkich gęsi, natomiast używać języka wyłącznie do celów praktycznych, to wybudować kilkuset metrową tamę, która bezpowrotnie zaleje te tereny. Darwin czytał Wordswortha i jarał się niemiłosiernie. Po kilkunastu latach pracy z językiem badającym przyczyny i skutki wiersz stał się dla niego pustym dzbanem. Darwin posmutniał. Ptaszek jego duszy umarł. To prawdziwe wydarzenie, że Amanda po jednym dniu od odczytania wiersza ma tyle serduszek na Instagramie, co wszyscy bieżący poeci i poetki języka polskiego przez całą historię swojej wybitnej twórczości, ale Bernie nie ma mniej, tylko z tego powodu, że ubrał się ciepło, jednak inaczej niż tego oczekiwano. Posypały się polubienia. Rozerwał worek cyfrowej egzaltacji. Bernie w pół godziny sprzedaje cały odzieżowy asortyment ze swoją podobizną inkasując niecałe 2 miliony dolarów. Amanda z 50 tysięcy followersów osiągnęła w ciągu doby milion. To w żaden sposób nie ma związku z poezją, nawet jeśli w całą tę historię wplątany jest wiersz przeczytany publicznie.

Marcin Mokry, Dotyk, 2021

Gotowy byłem rzucić telefon, czytając jak między słowami uważasz, że jestem trudnym poetą. Po kilku dniach przyszła koleżanka i powiedziała, że jej mama czytała, ale nie rozumie. Dobrze, że nie wyrzuciłem. Mam na myśli telefon. Nie stać by mnie teraz było, żeby kupić drugi. Właściwie o co chodzi z tą poezją? Problem może w tym, że mama podeszła do tego zadaniowo, a poezja to nie są równania do rozwiązania. To co to jest? Cholernie ciężko powiedzieć. Chyba to tradycja, karp którego wszyscy chcą zjeść, ale smakuje mułem. Wciąż nieliczni twierdzą, że nie powinno się go zabijać, za to powinien pływać. Oto czym jest poezja. Stanem naturalnym języka. Wyjebany w kosmos eksperyment literacki, to język przeżywany na żywo. W stanie dzikim, bez ścieżek, w trudnych warunkach i z zagrażającymi naszemu życiu zwierzętami. Przecież nikt nie obwinia Babiej Góry za to, że ledwo żywi do domu wrócili turyści ubrani w styczniu na wyprawę w same spodenki i trampki. Kochane morsy. Zazwyczaj niewiele różnimy się od nich, gdy zabieramy się za czytanie poezji. Po chuj taka zaśnieżona i wysoka. Inaczej byśmy weszli. Są jeszcze odcinki w literaturze, gdzie nie ma kolejki linowej jak na Kasprowy. Poezja to ostatnie dziewicze tereny, rezerwaty przyrody utrzymywane z budżetu państwa. Trzeba mieć rozum i odwagę, żeby wyjść poza znane rejony, albo być idiotą, naukowcem utrzymującym się z badania poezji.

Marcin Mokry, Świergot, Fundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, 2019, projekt graficzny: Karolina Wiśniewska

Język nas zajmuje, o ile generuje dochód z eksportu znaczeń. Podobnie jak jest wiele pożytku z tamy dla budżetu państwa. Język nam się przydaje. Duża liczba epitetów i metafora także. Pozwalają pięknie wyrazić głęboką myśl, że Trump był złym prezydentem. To wszystko czego oczekujemy od wiersza? Tylko co byśmy powiedzieli na widok lasów wokół Białowieży zadbanych z równą starannością jak Łazienki Królewskie w Warszawie, albo na widok zmeliorowanej Biebrzy? I co to byłby za argument, że wcześniej były to niedostępne bagna, gdzie cięły nieprzyjemnie liczne insekty? Kiedy czytam poezję mam przed sobą nieokreślony cel. Kupując szczoteczkę soniczną z Lidla dobrze jest wiedzieć o co chodzi. Sięgamy po instrukcję. Podobnie gdy czytamy reportaż z Libanu. W Bejrucie był wybuch. Skąd wzięła się saletra? Szukamy odpowiedzi. Czytamy relacje świadków. Czujemy twardy grunt pod zdaniami. Poeci raczej błądzą. Czy możemy sobie pozwolić na działania językowe, które nie mają określonego celu? Czy to nie bezsensowne marnotrawienie sił? Gdy wykorzystujemy cenne zasoby językowe, żeby umożliwiały nam sprzedaż, jesteśmy specjalistami cenionymi na rynku pracy. Szaleńcami są ludzie, którzy przywiązują się do drzew. Nie pozwalają na wybudowanie obwodnicy doliną Rospudy, zabetonować skraj Pienińskiego Parku Narodowego i zostają usunięci z Góry Św. Anny, jak Storoż i Wencel. Dzisiaj podróżuję tamtędy autostradą i nie zaprzeczam, że jest szybciej. Byliśmy głupi? Kiedy słyszymy, że dla Indian jakaś góra jest święta i rurociąg nie powinien tamtędy przebiegać, to nie wydaje się to takie zupełnie śmieszne. A jednak języki wymierają tak samo jak gatunki zwierząt. Kłamstwo. Szybciej. Jesteśmy świadkami wielkiego wymierania języków i nie dziwi mnie, że półki w empiku z działem Poezja znikają, a gdy są, to zachowanie klientów sugerowałoby, że coś tam gnije. Ekosystemy duchowe kurczą się. Z 6000 języków jeszcze używanych na Ziemi ponad połowa nie jest szeptana dzieciom. Nikt się w nich nie rodzi i już nie wyobrazi sobie tego, co nie do wyobrażenia jest w innym języku. Umówmy się, a skłania do tego rok Lema, nic nie tracimy czytając Solaris po angielsku. Niektórzy uznają, że książka nawet zyska. Odświeżyłem Guernice y Luno, którą za młodziaka puszczałem z Kasprzaka. Rafał sugeruje, że język polski, to kwestia przypadku. Zgoda, ale życie człowieka również. I nic nie zwróci mi dziecka, jeśli je ktoś zabije. Pozbawi czegoś, co tylko za pomocą statystyki będziemy w stanie z czymkolwiek innym porównać. Przeczytałem mojemu 6 latkowi wiersz T. Peipera Miasto i powiedział, że to śmieszne i dziwne co przeczytałem. Powiem ci Bogna, że prof. Fazan by tego nawet nie wymyślił. Gdy jednak widujesz na ulicy ludzi z transparentami, szczęśliwie i nieszczęśliwie jest ich z każdym rokiem więcej, to czy ktokolwiek z nich robi to, żeby zdać nam sprawę z zagrożenia jakie czeka człowieka z powodu wymierania wyobraźni? Poeci w ramach zunifikowanych form językowych wyrażają różnicę, dają świadectwo różnorodności gatunkowej. Równocześnie to głos pojedynczego, mówiącego w pojedynkę, a co my, odbiorcy możemy, symultanicznie, odczytać tylko pojedynczo, bez butli tlenowej i wysoce specjalistycznego sprzętu. Możemy patrzeć na język jak na źródło surowców, albo nauczyć się patrzeć i doświadczyć języka.

Marcin Mokry, Wstaje nowy dzień, 2021

Marcin Mokry (ur. 1980 w Gliwicach) – od 2015 kurator sceny literackiej Slot Art Festival. W 2017 wydał pierwszą książkę poetycką czytanie. Pisma (red. J. Kornhauser) uznaną za „jeden z najoryginalniejszych debiutów ostatnich lat”. Wydany w 2019 r. Świergot (red. K. Siwczyk) nakładem Fundacji na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, przy wsparciu Muzeum w Gliwicach oraz darczyńców (polakpotrafi.pl), nominowany był do Nagrody Literackiej Gdynia. Książka zdobyła I nagrodę w konkursie Polish Graphic Design Awards w kategorii „Beletrystyka, publicystyka, reportaż” za projekt graficzny autorstwa Karoliny Wiśniewskiej, z którą Marcin Mokry od 2019 roku realizuje projekt kulturalno-społeczny „Dings” prezentowany m.in. na festiwalu „Góry Literatury” Nowa Ruda. W 2020 roku „Dings” został wybrany na największe na świecie targi książki artystycznej LA ART BOOK FAIR w MOCA w Los Angeles oraz do publikacji pokonkursowej Social Art Award Book 2019 w Berlinie. Obecnie bada najnowsze kierunki infiltrujące poezję i literaturę (Ignorant Style i Poloezje) czego rezultatem będzie książka przygotowywana ku czci T. Peipera.