menu

Fotografia jako poznanie człowieka

Z Krzyśkiem Powierżą, fotografem, autorem cyklu Early / Late Hours będącego zapisem historii klubowej i społecznej ostatnich lat, rozmawia Józefina Tomaszewska

Krzysiek Powierża, z cyklu „Early/Late Hours”, dzięki uprzejmości artysty

Mieliśmy wspólne plany! W ramach tegorocznej Nocy Księgarń w malutkiej księgarni Bęc Zmiany w październiku miała pojawić się Twoja mini wystawa. Zaostrzenie reżimów sanitarnych przeniosło wydarzenie do internetu zmieniając nasze zamierzenia. A jak zmieniło się twoje życie przez covid?

W tym momencie jest takie samo. Wydaje mi się, że lockdown był potrzebną przerwą od pędu. Najzwyczajniej odpocząłem w domu. Dzięki temu, czytam więcej książek.

W cyklu Early / Late Hours znalazły się zdjęcia dokumentujące polską kulturę rave. Skąd się wzięła twoja fascynacja Wixapolem?

Myślę, że przypadkowo. Trafiłem na jedną z imprez w momencie, kiedy Wixapol przechodził swój największy hype, jakoś między 2015 a 2016 rokiem. Pierwszy raz byłem jesienią w 2016. Samo to zderzenie się z gęstością, którą jest tego typu impreza mnie zafascynowała. Zachłysnąłem się tym.

Chodziło o muzykę, klimat, całokształt?

O wszystko: o tempo muzyki, stylówę ludzi. Byłem w szoku, że to ma miejsce, że to istnieje. Momentalnie w to wszedłem.

Pamiętasz pierwszą imprezę, na której byłeś?

To było Niebo, pierwszy raz byłem w tym klubie, w 2016 roku. Trafiłem na jeden z pierwszych Wixapoli, który po raz pierwszy był tak masowy. Było kilkaset, prawie tysiąc osób, było mocno intensywnie.

O czym jest twój cykl Early / Late Hours?

Kiedy zacząłem robić zdjęcia, to na początku wymyśliłem, że będę portretował ludzi. Stwierdziłem, że taka kolekcja ludzi z kultury rave’owej w tym czasie może być mega cenną pracą, ponieważ jest to zapis historii klubowej, społecznej. Zafiksowałem się mocno na portrecie. Uznałem, że to jest mój cel – uzbierać jak najwięcej portretów. Przy tym wszystkim zaczęło mi towarzyszyć życie wokół tego. Zacząłem mocno spędzać czas ze wszystkimi ludźmi z tego środowiska i najzwyczajniej przerodziło się to w taką życióweczkę. Przesiadywałem ze znajomymi w domu i towarzyszył wszystkiemu klimat imprez. Bujaliśmy się po różnych miejscach, a ja robiłem zdjęcia, które wizualnie wpisywały się w stylistykę całego tematu.

Krzysiek Powierża, z cyklu „Early/Late Hours”, dzięki uprzejmości artysty

Kto był pierwszą osobą, której zrobiłeś zdjęcie? Pamiętasz?

Nie pamiętam takiej pierwszej osoby, pamiętam pierwszą imprezę, na której robiłem zdjęcia i to był też pierwszy raz, kiedy miałem aparat na imprezie i… nic nie wyszło. Robienie zdjęć na imprezach rave’owych to było uczenie się fotografii od zera. Na początku 2017 roku zacząłem to robić. Pierwsze imprezy to było uczenie się podstaw, wiesz, to jest fotografia analogowa, więc totalnie nie miałem pojęcia z czym mam do czynienia i jak to wychodzi, więc pierwsze pół roku to było dłubanie nie wiadomo w czym. Nie wiedziałem jak naświetlają się zdjęcia, to były próby. Latem, imprezy były plenerowe, a rano, zazwyczaj po imprezach, łatwiej zdjęcia wychodziły, bo wtedy miałem kontrolę nad ekspozycją. Cykl rozwijał się równoległe z moją nauką od podstaw fotografii analogowej, bo miałem wcześniej do czynienia z cyfrą.

Czy w trakcie tworzenia cyklu napotykałeś na inne problemy?

Może niepewność, nie wiedziałem na początku, jak podejść do kogoś. Początkowo to były po prostu zdjęcia tłumów, ludzi, jak tańczą, więc to była najzwyczajniejsza fotografia imprezowa. Potem, jak zacząłem się poznawać z tym całym środowiskiem, zacząłem nabierać pewności siebie. Zaczynając od najbliższych znajomych – po prostu ich portretowałem. W pewnym momencie, przełamałem się i zacząłem podchodzić do obcych ludzi. Prosiłem, żeby stawali najzwyczajniej pod ścianą albo w innej przestrzeni, gdzie było czyste tło, żeby na fotografii nie było nic poza twarzą. Zacząłem sumiennie kolekcjonować wixapolowe buźki.

Krzysiek Powierża, z cyklu „Early/Late Hours”, dzięki uprzejmości artysty

Wyjątkowe w twoim cyklu jest to, że te wszystkie osoby są bardzo naturalne i udało ci się to uchwycić. Jak to zrobiłeś?

W dosyć prosty sposób. Zazwyczaj fotografia imprezowa wygląda tak: ludzie oczekują od fotografa, że poprzez zdjęcia pokaże, jak się dobrze bawią. Bardzo często – i słusznie – mylono mnie z taką osobą. Kiedy robiłem zdjęcie, to prosiłem, żeby osoba nie pozowała, tylko zachowała naturalną formę i najzwyczajniej się spojrzała. Kiedy stałem z kimś dłużej i rozmawiałem, osoba już nabierała takiego poczucia, że nie będzie pozowała tylko miała ten sam stan, jaki miała w rozmowie. Starałem się też o to, żeby ta osoba się otworzyła, w rozmowie to naturalnie wychodziło.

Większość zdjęć jest zrobiona rano. Czy robiąc zdjęcia nie byłeś zmęczony?

Byłem, po prostu byłem. Psychicznie i fizycznie mogłem być cały czas w ferworze tej walki i tego wszystkiego, co tam się działo.

Jesteś absolwentem programu mentorskiego Sputnik Photos. Czy ten program w jakiś sposób cię zmienił? Jak dzisiaj wspominasz to doświadczenie?

Program Sputnika zmienił moje traktowanie fotografii, ponieważ zanim w ogóle na niego trafiłem, nie byłem w żadnej szkole artystycznej. Jedyne co, to pracowałem jako asystent w studiu. Uczestnictwo w programie wspominam jako jeden z lepszych okresów mojego kształcenia się, w ogóle taki zajebisty okres życia. Znaleźliśmy się nagle w grupie 20-paru osób, fotografów uczących się tam oraz mentorów, czyli Michała Łuczaka, Rafała Milacha, Karoliny Gembary, Adama Pańczuka, Janka Brykczyńskiego, Agnieszki Rayss – wspaniałych fotografów, których misją było uczenie formy dokumentalnej. To było wspaniałe i mega inspirujące doświadczenie: przebywanie w grupie tętniącej twórczością. Moim mentorem był Rafał Milach. Wspominam to trochę dobrze, a trochę traumatycznie, ponieważ to było zderzenie się z czymś nowym. Nigdy wcześniej nie zajmowałem się tak koncepcyjnie fotografią. Zderzyłem się z ogromną wiedzą na temat historii fotografii i wiedzą na temat tworzenia cyklu fotograficznego, wizualną stroną fotografii. To była ogromna, skondensowana ilość wiedzy w ciągu roku, która bardzo intensywnie w nas wkładana, była szokiem, ale zajebistym szokiem. Bardzo się cieszę, że się tam dostałem i będę to świetnie wspominać. To był taki life changing experience, doświadczenie zmieniające życie.

Krzysiek Powierża, z cyklu „Early/Late Hours”, dzięki uprzejmości artysty

Na czym polegała pomoc twojego mentora Rafała Milacha? W jaki sposób pogłębiła twoje rozumienie fotografii?

Rafał bardzo umiejętnie wyciąga Twoją wiedzę o fotografii i ją weryfikuje. Przytaczając artystów zawsze pyta, czy go znamy. Gdy odkrył, że nie wiem kim jest Robert Frank, przez pół roku nie miał dla mnie litości. Bywa, że jeszcze mi to wypomni. Dobrze jest być asertywnym i wymagającym wobec swoich studentów.

 

Po tym programie stałeś się dojrzalszy – jako fotograf i człowiek?

Myślę, że tak. To doświadczenie nauczyło mnie kwestionowania pewnych rzeczy, dojrzalszego spojrzenia na wykorzystanie medium fotografii, fotografii dokumentalnej i jej celu tj. pokazywania światu swojego punktu widzenia – nie takiego, że widzę „coś ładnego”, nie „coś ciekawego wizualnie”, ale widzę ważny temat i chcę go zrealizować poprzez fotografię. Można powiedzieć, że wydoroślałem twórczo, odrobinę, dzięki temu kursowi. Cały czas się rozwijam, więc to nie jest tak, że wydoroślałem „już”. To cały czas trwa.

Czym była dla ciebie fotografia zanim znalazłeś się na programie mentorskim Sputnika?

Była tym samym – obserwacją świata wokół mnie. Pretekstem do poznawania ludzi. Nieustannie określam się fotograficznie i testuję w nowych rzeczach. Uwielbiam przy okazji fotografii poznawać ludzi. Rozmowa i wymienianie się energią to jedna z najfajniejszych rzeczy, jaka może być. Chciałbym jakoś pomagać ludziom swoimi umiejętnościami. W marcu, tuż przed pandemią, miałem okazję fotografować dziewczyny, które doświadczyły w swoim życiu przemocy seksualnej. Z każdą siadałem, rozmawiałem, robiłem portret. Z każdą wytworzyła się pozytywna energia, która mogła im jakoś pomóc. Myślę, że tego typu spotkania mają największą wartość.

Czy twoje zdjęcia są adresowane do konkretnego odbiorcy?

Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia, do kogo są adresowane te zdjęcia. Gdy byłem zafascynowany tym tematem, to moją motywacją było zebranie jak największej ilości fotografii, które z czasem – moim zdaniem – nabiorą jakiejś wartości historycznej. Bardzo blisko podszedłem pod to hermetyczne grono i z tak bardzo intymnej strony podszedłem do ludzi, do uczestników tych imprez. Wydaje mi się, że w tym jest wartość. W szczerości tych portretów.

Czym się zajmujesz na co dzień?

Ogarnianiem swojego życia. Pracuję na planach zdjęciowych jako asystent z wieloma warszawskimi fotografami. Uczę się od wielu wspaniałych ludzi. Staram się odkładać pieniądze na swoje projekty, żeby mieć dobre portfolio i działać jako fotograf.

Krzysiek Powierża, z cyklu „Early/Late Hours”, dzięki uprzejmości artysty

Gdzie odnajdujesz ciekawe dla siebie tematy fotograficzne? Co obecnie sprawia, że chcesz robić zdjęcia?

Obecnie pracuję nad sobą 😉 Chcę poznawać nowych ludzi przy pomocy fotografii. Cały czas fotografuję życie dookoła siebie.

Dlaczego fotografowanie ciągle ma sens?

Jesteśmy wzrokowcami. Ten zmysł jest najsilniejszym źródłem percepcji człowieka, stąd naturalna potrzeba komunikowania się obrazem. Osobiście, dla mnie „bycie fotografem” niekoniecznie samo robienie zdjęć jest sposobem widzenia rzeczywistości, wieczne drążenie tego, co znajduje się przed naszymi oczami, zaglądanie tam, gdzie inni nie zaglądają i wypatrywanie tego, czego inni na pierwszy rzut oka nie widzą. Ekscytowanie się i zauważanie tych małych, drobnych wydarzeń jest trochę sposobem na życie. 

Jak widzisz siebie za 10 lat?

Widzę siebie w tej samej roli, w której po części jestem teraz – dalej fotografując ludzi. Wydaje mi się, że chcę portretować i cały czas się w tym realizuję, cały czas chcę to robić. Chciałbym mieć więcej świętego spokoju i nie pracować dużo (śmiech).

 

BIO
Krzysztof Powierża (ur. 1996) – student Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Absolwent programu mentorskiego Sputnik Photos. Zrezygnował ze studiów chemicznych na UW i poszedł do studia fotograficznego pracować jako asystent. Po prawie 5 latach realizuje się jako fotograf dokumentalno-artystyczny.