menu

Od jakiegoś czasu, mam taką cichą nadzieję, że następnym razem będę miała dla Was jakieś dobre wieści.

Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach
Marta Królak

Karol Radziszewski, „Margot”, akryl na płótnie, 2020

Wiecie co, od jakiegoś czasu, kiedy piszę kolejne odcinki art-terapii mam taką cichą nadzieję, że następnym razem będę miała dla Was jakieś dobre wieści. Tymczasem odkąd pamiętam, chociaż może nie sięgam pamięcią daleko wstecz, jest coraz gorzej. Poprzedni tekst pisałam jeszcze przed wyborami prezydenckimi, i nawet jeśli nie mieszkacie w Polsce, to nie da się ukryć, że nic dobrego nikogo już tu nie spotyka. 

I nie chodzi nawet o to, w jakiej sytuacji znajdują się obecnie artyści i artystki oraz w ogóle osoby pracujące w kulturze. Złota zasada Gestaltu głosi, jak przystało na nurt terapeutyczny oparty na filozofii fenomenologicznej, że przeszłości już nie ma, przyszłość jeszcze nie istnieje, jest tylko tu i teraz. Można więc śmiało powiedzieć, że prawie wszyscy mamy tu i teraz równo przesrane, bez względu na to, jakie zawody wykonujemy. Kiedy wieki temu zaczynałam prowadzić dla Was tę rubrykę, chciałam opowiadać Wam różne historie o tym, jak radzę sobie ze swoją depresją dzięki obcowaniu ze sztuką. W obecnej sytuacji chodzenie na wystawy jest nie tylko utrudnione, ale stało się ostatnią rzeczą, na jaką miałabym ochotę. Nie tylko moje poczucie bezpieczeństwa czy zdrowie jest obecnie realnie zagrożone. Do tego jestem oczywiście świadoma faktu, że setki, a nawet tysiące osób zarówno w tym kraju, jak i w innych miejscach świata, mają znacznie gorsze warunki i zupełnie zero widoków na lepsze jutro. Trochę trudno w takiej sytuacji szukać pociechy w dość elitarnych przyjemnościach estetycznych. 

Jeśli zamartwiasz się o przyszłość, masz poczucie, że nieustannie musisz walczyć o godne życie i podstawowe prawa dla siebie lub swoich bliskich, a jednocześnie przeraża Cię perspektywa drugiej fali epidemii Covidu-19, albo nie możesz spać, bo Twoi przyjaciele-aktywiści siedzą w areszcie, to nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości – prawdopodobnie jesteś tzw. osobą zewnątrzsterowną. Według psychoterapeuty Alexandra Lowena jest to najkrótsza i najprostsza droga do depresji. W skrócie osoby zewnątrzsterowne unikają w dużym stopniu samodzielności, są zależne od otoczenia, często boją się samotności i dlatego poszukują stymulacji zewnętrznej. W sekrecie mogę Ci powiedzieć, że sama jestem taką osobą, dlatego emocjonalne i intelektualne zaangażowanie w ratowanie świata, które znacznie pogarsza moje samopoczucie, wydaje mi się jedyną właściwą drogą życia. Jeśli jesteś w takim miejscu, to łatwo Ci popaść w pętlę czarnej rozpaczy i strachu, z której trudno jest wyjść; bardzo prawdopodobne, że jeśli jeszcze nie teraz, to wkrótce poczujesz, że tak naprawdę żadne Twoje działania nie mają sensu, bo naszym życiem rządzi ślepy los, albo nawet gorzej – ślepi na krzywdy społeczne konserwatywni politycy. 

A teraz usiądź wygodnie i weź pięć naprawdę głębokich wdechów. Pamiętaj, żeby powoli wypuszczać powietrze. Prawdopodobnie jesteś już bardzo zmęczona/zmęczony i często nie wiesz, jak bronić się przed natłokiem myśli i lęków. Po pierwsze musisz wiedzieć, że podział na osoby zewnątrz- i wewnątrzsterowne nie jest sztywny i nic nie jest przesądzone na amen – po prostu Twoja osobowość nieustannie podróżuje między dwoma biegunami i akurat tak wyszło, że teraz znajdujesz się po tej ciemniejszej stronie. Po drugie, takie uwarunkowania nie wynikają z Twojej winy czy jakiejkolwiek ułomności; prawdopodobnie są wynikiem tego, że w dzieciństwie nie doświadczyłaś/doświadczyłeś wystarczająco dużo bliskości, ciepła i akceptacji, co spotyka w jakimś stopniu każdego z nas. W rezultacie potrzebujesz więcej wsparcia emocjonalnego od innych ludzi, a więc także znacznie bardziej dotkliwie odczuwasz jego brak. Lowen uważał także, że kiedy osoby wewnątrzsterowne najbardziej wierzą w siebie, to osoby zewnątrzsterowne wiarę uzależniają od innych, dlatego częściej doświadczają rozczarowania. W sytuacji, w której się obecnie znajdujemy, trudno jest nie szukać rozwiązania problemów trapiących społeczeństwo poza sobą, zwłaszcza jeśli przemoc przychodzi z zewnątrz. Wobec tego stan, w którym obecnie znajdujemy się Ty i ja, jest zupełnie zrozumiały i naturalny. A więc co tak naprawdę możemy z tym zrobić?

Pamiętacie, co pod koniec każdego odcinka RuPaul’s Drag Race mówi Mama Ru? Jeśli nie pokochasz siebie, nie ma opcji, żebyś pokochał kogokolwiek innego. Jest to właściwie parafraza recepty na dobre życie według Alexandra Lowena. Miłość i akceptacja siebie samego jest oczywiście największym wyzwaniem dla osoby z depresją, nie będę Was więc usilnie przekonywać, że to jedyna właściwa droga. Jeśli przejście z bieguna zewnątrzsterowności na wewnątrzsterowność nie jest dla Was w tym momencie możliwe, zachęcam do przeprowadzenia uczciwej analizy tego, ile czasu dziennie poświęcacie na odpoczynek. Ładowanie baterii jest obecnie równie ważne co wszelkie przejawy nieposłuszeństwa obywatelskiego, a niesprawiedliwe systemy można obalać także miłością. Jeśli dręczy Cię duża potrzeba rozpieprzenia czegoś, to oczywiście nie zniechęcam, ale zanim to zrobisz, sprawdź najpierw, czy może Twoja energia nie przyda się teraz na przykład bliskiej Ci osobie LGBTQIA+, która boi się wyjść z domu albo po prostu potrzebuje wsparcia przyjaciela. 

Oczywiście nie zamierzam nikomu dyktować, jak powinien wyrażać swój sprzeciw wobec przemocy. Mogę tylko zaproponować jakąś alternatywę dla tych z Was, których nie stać psychicznie na napierdalanki z policją. Jeśli boicie się protestować jawnie, źle znosicie hałas i tłumy albo po prostu nie możecie być fizycznie obecni tam, gdzie jest najgoręcej, to samo zadbanie o siebie i swoich bliskich jest wystarczającym okazaniem wsparcia. Według Lowena depresja jest wynikiem załamania się iluzji, niekoniecznie świadomej, ale organizującej nasze życie. Dlatego też kontakt z rzeczywistością dla niektórych może być bolesny. Aby zwalczyć doła, musimy osiągnąć uziemienie, czyli osadzenie w sobie, w naszym ciele, w naszych relacjach. Aby ugruntowanie mogło się odbyć, potrzebna jest konfrontacja, a następnie akceptacja rzeczywistości, w której się znajdujemy. Jest to na tyle trudne, że prawdopodobnie ciężko Ci będzie poradzić sobie z tym samodzielnie. Jeśli to czytasz i czujesz, że jest najgorzej, zrób to dla mnie i skontaktuj się ze swoimi przyjaciółmi, idźcie na spacer albo na piwo. Albo poszukaj wsparcia psychoterapeuty – obecnie coraz więcej specjalistów pracuje za darmo lub za mniejsze stawki. Jeśli i to Ci nie pomoże, po prostu napisz do mnie. W końcu jestem Waszą art-terapeutką.

 

Marta Królak

absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.