menu

W pewnym momencie Althamer rozpala na podwórku galerii koksownik, jako paliwa używając swoich katalogów z poprzednich wystaw. Ten tricksterski gest ma swoje znaczenie: tak jakby to głębokie zmęczenie nieustannym krzyżowaniem się czasów i miejsc w końcu znalazło ujście, jakby ogień jednoznacznie wytyczył granicę tego, co było i co dopiero nastąpi. Relacja z wystawy Pawła Althamera w Berlinie 2020 – tekst i zdjęcia Rafał Żwirek

Paweł Althamer, wystawa Nieoczekiwanie, Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#UNERWARTET

Rozmawiając o berlińskiej wystawie, szukamy dla niej odpowiedniego tytułu. Paweł chce, żeby zrobić ją w taki sposób, aby wyglądała, jakby ją porzucono, jakby wszyscy w trakcie montażu na chwilę gdzieś poszli i już nie wrócili. Jest w tym pewien niewyraźny postpandemiczny kod składający się w dużej mierze z niepewności i lęku, z tego, co wydarzyło się naprawdę, i tego, co jeszcze może się przydarzyć. Wiele razy Althamer tak konstruował swoje wystawy, by wyeksponować proces powstawania rzeźb, obiektów czy rysunków. Tym razem jednak chodzi mu o coś innego. Trochę jakby rzeczywistość tak bardzo go zaskoczyła, że do tej pory nie może sobie z nią poradzić. 

Podoba nam się komiksowe „wtem!”, jednak po niemiecku nie brzmi zbyt dobrze i budzi zupełnie inne skojarzenia. Ślizgamy się po słowach, rozmawiamy o katastrofach i znikających światach. Wreszcie znajdujemy. Wystawa będzie nosić tytuł Nieoczekiwanie.

 

#GRANICA

Zawsze lubiłem ten symboliczny moment, rytuał przejścia, który w Europie stracił swój sens. Dopiero pandemiczne zamknięcie granic przywołało go na nowo. Mijamy kolejkę samochodów czekających na wjazd do Polski, bo granica wciąż jest zamknięta. Trudno tu wjechać, trudno tu wrócić, trudno tu żyć. Czuję dyskomfort uprzywilejowanego uciekiniera i resztę drogi do Berlina przyglądam się chmurom przez przeszklony dach samochodu Pawła.

 

Paweł Althamer, wystawa Nieoczekiwanie, Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#MASECZKI

Maseczki stały się nowym fetyszem berlińskich wyższych klas. Pomimo tego, że na ulicy właściwie nie widać ludzi, którzy je mają (maski nosić trzeba tylko w sklepach i środkach transportu), to witryny art-sklepów i galerii prezentują takie spektrum wzorów, typów i modeli, że mam wrażenie, jakby był jakiś nieustający konkurs, biennale maseczek, targi designu i cen. Nowoczesne, klasyczne, odjechane mniej lub bardziej, w cenach kilkukrotnie przewyższających minimalną stawkę godzinową. Oczywiście są też zwykłe, tanie higieniczne maseczki – dostępne jedynie w aptekach i supermarketach. Moja maseczka, uszyta własnoręcznie jeszcze na początku pandemii z trochę krzywym logo strajku kobiet, przypomina mi, że 70 kilometrów stąd zaczyna się Europa Wschodnia.

 

#AKTY

Założeniem wystawy jest stworzenie cyklu rzeźb z drewna przedstawiających kobiece akty. Zadanie wydaje się ultrakonserwatywne, akademickie. Nie przekonuje mnie w żaden sposób, mimo że nawiązuje do historii sztuki, do rozpoznawalnego patriarchalnego wzoru kulturowego i właściwie nie stawia barier, by z tak postawionym tematem pograć i pobawić się nim – jednak chyba trochę uznaję, że nie warto, bo przecież to po prostu prekariacka praca na zlecenie. Przez cały czas w jakiś stopniu mnie to uwiera, raz mniej, raz bardziej boleśnie. W tym samym czasie w Polsce trwa zmasowana nagonka na LGBT, na moich przyjaciół, sąsiadów, na część tej wspólnoty, która wydaje mi się bliska, bo w jakiś sposób jest ponadpolska i jedyna. W latach 90. tęczowe flagi były w Berlinie normalnością, teraz mam wrażenie, że spowszedniały, stały się niewidzialne, zwyczajnie nie ma po co ich używać – nikogo jakoś specjalnie to nie obchodzi, rzeczywistość przesunęła się w inne miejsce i kulturowe bitwy toczą się na innych polach.

 

#DEMO

Spóźniamy się i przybywamy już po demonstracji – największej berlińskiej demonstracji czasu pandemii, która zgromadziła 20 000 protestantów. Hasło „Black Lives Matter” zdominowało jednak przestrzeń publiczną – można je przeczytać na kartkach wywieszanych w oknach, vlepkach, kartonach, nasprejowane na budynkach. Jest właściwie wszędzie, nawet w witrynach księgarni, w pakiecie z książkami. Trudno powiedzieć, czy staje się właśnie towarem, czy też jest to rodzaj subtelnej edukacji. Przyglądam się temu wszystkiemu, włócząc się z psem po nocnym Berlinie, myślę o Warszawie i znów, trochę jak mantrę, powtarzam tytuł książki czytanej 30 lat temu: My zdjes’ emigranty. Tak jakby pandemia oddaliła nas od siebie, jakby kilka miesięcy lockdownu cofnęło mój kraj o dziesiątki lat. Ale przecież było tak zawsze, jedyna różnica jest taka, że można było swobodnie się przemieszczać. A kiedy jest się w ruchu, to po porostu mniej widać.

 

Paweł Althamer, wystawa Nieoczekiwanie, Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#VISCONTI

W wielu kulturach nie używa się linearnej struktury czasu – zamiast linii biegnącej od momentu do momentu, wyobrazić można sobie np. spiralę: linie czasu zbliżają się do siebie, zdarzenia powtarzają się, ale mają inny przebieg. Krzysztof był berlińczykiem, który pomagał przy pierwszej wystawie Althamera w galerii neugerriemschneider w 2003, kręcił filmy, był zaangażowany w ostatnią wystawę Pawła Mama w 2016 w tym samym miejscu. I teraz, kiedy znów tu jesteśmy, w tej samej przestrzeni, ale w innym czasie, nie mogę oswoić się z faktem, że odszedł, umarł, zniknął. Został minutowy film nagrany przez Pawła na telefonie – w czasie konstruowania Mamy – tańczymy razem do It’s my party Lesley Gore. Krzysiek wygląda na szczęśliwego. Namawiam Pawła do umieszczenia gdzieś tego filmu. Ostatecznie wyświetlamy go na starym iPhonie z pęknięta szybką, z cichą muzyką, schowanym w półwysuniętej szufladzie. W czasie wernisażu widzę, jak starzy znajomi Viscontiego zastygają zaskoczeni, wpatrując się w tańczącą postać. Być może – nieoczekiwanie – wszystkie rzeźby, galeria i czerwony dywan na podłodze są po prostu scenografią dla tego tańca, a spiralne linie czasu zachodzą na siebie tak mocno, że nie sposób ich odróżnić.

 

#MATOŁEK

Romans Althamera z Koziołkiem trwa nieprzerwanie od dekad. Oczywiście Matołek pojawia się na wystawie, siedzi w kącie, narysowany na ścianie, i przygląda się zamyślony rzeźbom, jakby był trochę rozczarowany, trochę smutny. W swoich czerwonych spodenkach doskonale wpisuje się w dominującą kolorystykę wystawy. W pewnym momencie Althamer – znudzony biadoleniem jednego z przyjaciół, że na wystawie są same kobiety – dorysowuje Koziołkowi penisa. I Paweł, i Matołek wyglądają na zadowolonych.

 

Paweł Althamer, wystawa Nieoczekiwanie, Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#KOLORY

Biel i czerwień – bo Polska; czerwony dywan – wiadomo: elegancja i szyk; złoto – bo to od lat rozpoznawczy kolor Pawła Althamera; i czerń – bo podkreśla kontury i w ogóle dobrze wygląda. Złocimy rzeźby, narzędzia, przedmioty. Rzeźby palimy, nadpalamy, węglem rysujemy po ścianach. Najbardziej podoba mi się, że prace te nie mają określonego końca – im bardziej nieoczekiwanie je przerwiemy, tym lepiej będzie to wyglądać. Dzięki temu ten aspekt wystawy, z pozoru najbardziej wykoncypowany i przemyślany, staje się czystą zabawą i wolnością.

 

#YOUTUBE

Po pracy rysujemy w domu. Moi koledzy rzeźbiarze znienacka zaczynają słuchać syjonistycznych pieśni na YouTube i znakomicie się przy tym bawią. Być może nie wiedzą, że tydzień wcześniej w Jerozolimie zginął pod swoją szkołą zastrzelony przez izraelską policję Ijad Halak, Palestyńczyk chory na autyzm. Świat stał się zbyt skomplikowany, ale „my zdjes’ emigranty” i nie musimy go w żaden sposób rozumieć. W Berlinie w kilku miejscach zdjęcia Ijada wiszą obok zdjęć George’a Floyda. Mijam je w drodze do pracy, część powoli rozpływa się w padającym deszczu, namoknięty papier zsuwa się po ścianie.

 

Paweł Althamer, wystawa Nieoczekiwanie, Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#KOKSOWNIK

W pewnym momencie Althamer rozpala na podwórku galerii koksownik, jako paliwa używając swoich katalogów z poprzednich wystaw. Katalogi są wysmakowane edytorsko, wydrukowane na dobrym papierze, ilustrowane w wyrafinowany sposób. Ten tricksterski gest ma swoje znaczenie: tak jakby to głębokie zmęczenie nieustannym krzyżowaniem się czasów i miejsc w końcu znalazło ujście, jakby ogień jednoznacznie wytyczył granicę tego, co było i co dopiero nastąpi. Jest w tym nadzieja, również dla mnie – przez chwilę rozumiem, że do rzeczywistości nie można podchodzić zbyt poważnie, że kiedy świat za bardzo boli, to można spróbować się od niego odciąć.

 

#YOUSOUF

Nie umiem przyglądać się tej wystawie bez poczucia smutku. Nie umiem zanurzyć się w niej i po prostu odjechać, jak mi się to czasami przydarzało przy innych okazjach. Przestałem do końca rozumieć świat i widzę jedynie jego oderwane od siebie fragmenty. Potrafię je złożyć, ale obraz, który się z nich wyłania, jest dość przerażający. Podobnie jak przerażająca wydawała się w Berlinie sytuacja naszego przyjaciela Yousoufa Dary, którego rzeźby – zrobione specjalnie na ta wystawę – przyjechały z nami. Sam Yousouf utknął w Austrii, bez wizy, bez możliwości ruchu, z wizją powrotu do Mali w jakiejś nieokreślonej postpandemicznej przyszłości, gdy na nowo zaczną latać samoloty. Powrót do ogarniętego wojną kraju groził Yousoufowi śmiercią. W tym samym czasie wróciła na Bródno Toguna (wspólna praca Dary i Althamera) – rzekomo po konserwacji – okaleczona, wybrakowana, właściwie zniszczona, przypominająca bardziej ponurą polską wariację przydrożnej budy z hot dogami niż afrykańską rzeźbę. I nikt z nas nie odebrał tego jako pomyślny znak. Na wszelki wypadek ustawiamy część rzeźb na planie tuguny, jakby ten gest mógł cokolwiek zmienić. W chwili pisania tego tekstu Yousouf jest przesłuchiwany przez austriacka policję i być może dostanie azyl.

 

Berlin 2020, zdjęcia Rafał Żwirek

 

#GRANICA 2

Kiedy wracamy, granice są na nowo otwarte. Ale ludzie i rzeczy nie wskoczyli na swoje miejsca i nie poruszają się ponownie po tych samych, znanych trajektoriach. W Warszawie jest noc i pada deszcz. Wszystko, naprawdę wszystko jest takie tymczasowe i nieoczekiwanie niczyje.

 

Rafal Żwirek

prekariusz świata sztuki od wielu lat pomnażający kapitał symboliczny swoich koleżanek i kolegów artystek/artystów. Współpracuje bądź współpracował m.in z Arturem Żmijewskim, Joanną Rajkowską, Pawłem Althamerem, Karolem Radziszewskim, Kolektywem Voina i innymi uznanymi lub nieuznanymi jeszcze twórcami. Razem z Agą Szreder realizuje projekty z obszaru politycznego artporno – m.in pokazywane PFFB Polish Cumbucket i Pandemic Exercises.