menu

Pewnego razu w Wenecji
Architektura i klimat

Krzysztof Janas, Adrian Krężlik

Katalog odłożonego na 2021 r. Biennale Architektury w Wenecji jest już gotowy. Wersja pełna to dwa tomy, 670 stron. Fot. materiały prasowe https://www.labiennale.org/it

Środowisko architektoniczne stanęło w tym roku przed nie lada wyzwaniem. Zorganizowanie 17. edycji Biennale Architektury i przygotowanie wystaw pod hasłem How will we live together? wymagało bowiem od projektantów i kuratorów wyobrażenia sobie zupełnie na nowo przestrzeni, w których możemy żyć wspólnie. Jeszcze w połowie 2019 roku wydawało się, że wystawa główna i narodowe pawilony znów opowiadać będą „melodie, które już raz słyszeliśmy, przez reminiscencję”złoty podział, rytm, przestrzeń i hermetyczne lokalne historie. I tak dalej. Temat wystawy od zawsze służył jedynie jako zaczepka, do której można się odnieść. Tak też planowano polski pawilon, który w założeniach miał poruszać temat „potencjału przestrzeni wiejskich i problemów wynikających z organizacji postsocjalistycznej wsi wschodnioeuropejskiej, między innymi następstw przymusowej kolektywizacji” i rozważać „przyszły, wspólnotowy charakter życia i pracy na wsi”.

Szybko okazało się jednak, że pytanie o to, „Jak będziemy razem żyć?”, wymaga w 2020 roku zupełnie innych odpowiedzi niż te, które nasuwały się rok wcześniej. Końcówka 2019 roku przyniosła bowiem radykalną zmianę perspektywy. Najpierw Wenecję spustoszyła największa od kilkudziesięciu lat powódź, a pod koniec grudnia w Chinach rozprzestrzeniać się zaczął nowy wirus, który wkrótce dotarł do Europy. W awangardzie walki z widmem epidemii stanęli w pierwszej kolejności Włosi, co doprowadziło do całkowitego wyludnienia się m.in. właśnie Wenecji, z której wszyscy turyści pouciekali, demaskując jednocześnie, że to miasto na wodzie od dawna funkcjonuje jedynie jako architektoniczny rezerwat spod znaku Airbnb. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię, przesunięte zostały Salone di Mobile, Biennale i igrzyska olimpijskie. Stanęła cała Europa. Potem świat. Klimat i środowisko chwilowo zeszły na jeszcze dalszy plan. Stały się jedynie ciekawostką z map prezentujących mniejsze zanieczyszczenie powietrza w miastach objętych kwarantanną. Ekologiczny zegar tykał, ale jakby trochę ciszej, może nawet na chwilę zwalniał albo chociaż mniej przyspieszał? Wydawało się, że wszyscy mieliśmy więcej czasu niż zwykle na przemyślenia, zastanowienie, snucie rozważań o tym, jak cała ta sytuacja zmieni nas samych, społeczeństwo, cały świat. Ale też snucie wizji i planów na czas „po epidemii”.

Lekarze i naukowcy – gdyż to oni nagle stali się tymi, których się słuchało – przekonywali, że zanieczyszczenie powietrza, zjawisko atmosferyczne natywne dla prowincji Wuhan i Lombardii, przyczynia się do ostrzejszego przebiegu choroby, a zawieszone w powietrzu cząsteczki PM10 ułatwiają migrację wirusa. Coraz więcej, zaczęło się też mówić o tym, że to tylko ćwiczenia próbne, które zorganizowała nam natura, że prawdziwy kryzys dopiero przed nami. Potrzebowaliśmy koronawirusa, by ustawił nas na równi z nietoperzami czy łuskowcami i wybił z pysznego samozadowolenia, zmuszając jednocześnie do działania. Także architekci i architektki zaczęli sobie (wreszcie!) zdawać z tego sprawę. A skoro w obliczu pokoronawirusowych zgliszczy i nadciągającej klimatycznej katastrofy wątpliwe stało się już nie tylko „razem”, ale i „żyć”, to czy po kilku miesiącach w Wenecji, za fasadą dyskusji o architekturze, można było jeszcze odurzać się negroni w rytm berlińskiego techno?

Katalog odłożonego na 2021 r. Biennale Architektury w Wenecji jest już gotowy. Wersja pełna to dwa tomy, 670 stron. Fot. materiały prasowe https://www.labiennale.org/it

To tylko jedna z wielu wątpliwości, które krążyły w polu architektury przed przełożoną o rok 17. edycją Biennale. Od kilku miesięcy coraz bardziej jasne się stawało, że w 2021 roku w Wenecji będzie inaczej, skromniej i mniej pretensjonalnie. Tym bardziej po przełomowym Triennale Architektury w Oslo. Tym bardziej po kolejnych raportach naukowych. Tym bardziej po wysypie proekologicznych manifestów. Tym bardziej po wprowadzeniu permanentnego stanu wyjątkowego, czyli „nowej normalności”, w jakiej przyszło nam żyć po opanowaniu epidemii koronawirusa. Sneak peeki weneckich wystaw, wypowiedzi projektantów i wstępny program już na kilka tygodni przed otwarciem przesuniętego Biennale zapowiadały więc powściągliwość ekspozycji. Turyści spod znaku #pornarchitecure mogli czuć się zaniepokojeni, ale organizatorzy stawiali sobie ambitne wyzwania. Biennale miało być przełomowym wydarzeniem na miarę CIAM I z 1928 roku, ustanawiającym nowe paradygmaty i wizje, nowe podejście do projektowania i na nowo kształtującym rolę oraz odpowiedzialność zawodu wobec wyzwań XXI wieku.

Katalog odłożonego na 2021 r. Biennale Architektury w Wenecji jest już gotowy. Wersja pełna to dwa tomy, 670 stron. Fot. materiały prasowe https://www.labiennale.org/it

 

Zamknięta w domach Europa po kilkunastu miesiącach nie do końca wiedziała jeszcze, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zatrzymany całkowicie ruch lotniczy miał być orężem w walce z kolejnymi falami rozprzestrzeniania się wirusa. Uziemione samoloty powoli wracały do funkcjonowania, jednak jako społeczeństwo jakbyśmy stracili do nich nieco zaufania. Zwiastunem nowego były nie tylko same sznury wagonów ciągnące się na trasie z Werony do Wenecji, ale także wyczuwana w nich atmosfera, unoszący się w przedziałach klimat intelektualny, który wymaga wyjścia poza schematy i podania w wątpliwość dotychczasowych rozwiązań. Lokomotywa zmian mentalności ruszyła, walec zacząć się toczyć. Szampany podawane przez stewardessy Ryanaira zastąpił napar z kiełków w WARS-ie, dywagacje nad harmonią elewacji zastąpiły dyskusje nad zeroemisyjnymi prefabrykatami, a kwestię formy i światła zastąpił temat ekonomii okrężnej. Ta edycja po prostu musiała być wyjątkowa. Nawet materiały promocyjne wydane zostały na papierze odzyskanym z wydobytych z dna Grand Canal hałd plastiku. Nawet pogoda nie mogła pokrzyżować planów, skoro na pierwszej stronie tychże ulotek zapewniano, że „Unia Globalnych Architektów gwarantuje brak opadów, burz i upałów w trakcie Biennale. Jesteśmy przygotowani na wszystko, na wszelki wypadek mamy nawet 5 milionów maseczek w czarnym kolorze”. Nic, tylko debatować nad nowymi ideami.

Dyskusje, warsztaty i architektoniczne medytacje sprawiły jednak, że w Wenecji powiało nudą. W efekcie, Ponte di Rialto i Piazza San Marco stały się oazami spokoju, po których jedynie raz na jakiś czas leniwie przechadzali się poukrywani na co dzień mieszkańcy. Widok Weneckich atrakcji znów przywodził na myśl smutne wydarzenia z marca i kwietnia. Pustkami świeciły sklepy z dmuchanym szkłem i kolorowymi maskami. Na Foursquarach odnotowano drastyczny spadek wyszukiwań atrakcyjnych miejsc w okolicy. Nie tylko turystów było mniej. Mniej było też projektantów, krytyków i miłośników architektury, których z Wenecji wywiała wizja wzmożonej pracy intelektualnej. Mniej samych wystaw, mniej prosecco i mniej imprez nad basenami czy w opływających złotem pałacach protokapitalizmu. Ci, którzy liczyli na entertainment, mogli czuć się zawiedzeni. Lekko poddenerwowany kurator Hashim Sarkis tłumaczył podczas ascetycznego wernisażu, że wszelki splendor byłby nie na miejscu, szczególnie że tematem Biennale jest właściwie poszukiwanie możliwości dla życia wspólnie na planecie, na której coraz trudniej żyć. Uczestnicy zgodnie przytakiwali z uznaniem, poklaskiwali, a na stołach suszyły się szklanki po kranówce.

Katalog odłożonego na 2021 r. Biennale Architektury w Wenecji jest już gotowy. Wersja pełna to dwa tomy, 670 stron. Fot. materiały prasowe https://www.labiennale.org/it

Tegoroczna wystawa główna, skonstruowana z elementów ekspozycji z poprzednich lat, prezentowała przestrzeń bez życia i balansowała między przedstawianiem świata w wersji postapokaliptycznej a świata, który dopiero należy sobie wyobrazić. Świata, który wymaga ponownego zaprojektowania i odpowiedzi na pytanie zawarte w haśle przewodnim, szczególnie akcentując przy tym przysłówek „jak”, który w domyśle pyta nie tylko o konkretne rozwiązania, ale i o ontologiczny sens. Przełożony dwukrotnie festiwal architektury starał się odnaleźć w nowej rzeczywistości, zadając pytania o wspólną przyszłość. Po raz pierwszy wspólnotę rozumiano nie tylko międzygatunkowo, ale i międzybytowo.

Za prawdziwe novum Biennale z pewnością uznać można brak nagród. Twórcy i kuratorzy jednogłośnie zdecydowali, że w obliczu katastrof ekologicznych i pandemii, które zmuszają nas do myślenia na poziomie globalnym i wspólnotowym, wyróżnianie pojedynczych prac byłoby co najmniej niestosowne. Można by zapytać: po co więc w ogóle przygotowywać ekspozycje i wydawać na nie ogromne pieniądze, skoro i tak nikt ich fachowo nie oceni? Szybko można by jednak odpowiedzieć pytaniem na pytanie: a na co komu statuetki, oklaski i wywiady w „Dezeenach”, gdy za rok, dwa lub pięć nie będzie ani komu, ani gdzie projektować? Choć ministerstwa w Warszawie, Budapeszcie czy Waszyngtonie, liczące na szybki „zwrot z inwestycji” w pawilony, mogły mieć pewne zastrzeżenia i wątpliwości, to zdawało się, że nikt w środowisku ich nie podzielał. Podnosiło to na duchu, ale jednocześnie wywoływało w głowie alert podejrzliwości. Bo jeśli wszyscy zgadzają się ze wszystkimi, to czy dyskusje w takim gronie mogą być konstruktywne i otwierać na nowe idee? I czy to wszystko – solidarność branży, brak nagród, debatowanie nad ideami, wspólne pisanie manifestów, napar z kiełków (!) zamiast negroni – jest w ogóle możliwe? Czy to nie maska? Czy to nie zwid? „Jeżeli halucynujemy, obudzimy się, a jeśli nie, nic się zupełnie nie stanie” – jak dowodził profesor Trottelreiner u Lema. A jeśli obudzimy się i właśnie nic się zupełnie nie stanie…?

 

Krzysztof Janas

socjolog i antropolog społeczny. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studiował również filozofię oraz urban studies w ramach Miedzynarodowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych. Ukończył też studia z ekonomi i rynków zagranicznych na Akademii Leona Koźmińskiego. Badawczo zajmuje się koncepcjami związanymi z metafizyką oraz performatywnością budynków i przestrzeni. Na codzień zaangażowany w rozwijanie dwóch technologicznych startupów, nałogowe czytanie Faulknera i siłowanie się z rzeczywistością.

Adrian Krężlik 

architekt, który zajmuje się zastosowaniem współczesnych technologii w projektowaniu szczególnie w kontekście rozwoju zrównoważonego. Prezes Fundacji Architektury Współczesnej. Założyciel platformy edukacyjnej Architektura Parametryczna oraz berlińskiej agencji Parametric Support, który zajmuje się aplikacją optymalizacji i automatyzacji do procesów architektonicznych. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Zaha Hadid Architects w Londynie, Rojkind Arquitectos oraz FR-EE Fernando Romero w Meksyku. Wykładowca Weißensee Kunsthochschule w Berlinie oraz School of Form.