Dawid Marszewski, Ściana, 2016

I PATRIOTKI, I REBELIANTKI

O kobiecej odpowiedzi na polskość mówi Izabela Kowalczyk, kuratorka wystawy Polki, Patriotki, Rebeliantki prezentowanej w poznańskiej Galerii Arsenał, w rozmowie z Zofią Małkowicz

Proponuję, zacznijmy od banału – jak to jest z polską sztuką podejmującą tematy feministyczne: czy tworzą ją tylko kobiety, czy pojawiają się też mężczyźni? Jak Pani to widzi?
Właściwie to oczywiste, że sztukę feministyczną tworzą kobiety. Niekiedy jednak jest też tworzona przez mężczyzn. Takim znaczącym wyjątkiem jest chociażby Zbigniew Libera wraz z pracą Jak tresuje się dziewczynki z 1987 roku, która była niezwykle ważna dla polskiej sztuki zajmującej się społeczną i kulturową rolą kobiet. Myślę, że zdecydowanie jest tu miejsce dla mężczyzn, tak dzieje się również w przypadku tej wystawy. Jeśli chodzi o moje poprzednie ekspozycje, które zwykle odnosiły się do tematyki feministycznej, nigdy nie zrobiłam takiej, w której brałyby udział tylko kobiety. W 2002 roku, gdy pracowałam nad Niebezpiecznymi związkami sztuki z ciałem w poznańskiej galerii Arsenał, udało mi się zebrać równą liczbę artystów i artystek. Oczywiście nie chodziło mi o tworzenie parytetu, który byłby sztuczny, ale zawsze zależy mi na włączaniu różnych perspektyw.

Czy polska sztuka feministyczna ma jakieś wewnętrzne podziały, nurty? Czy obserwuje Pani jakieś tendencje?
Na pewno cały czas się zmienia. Pierwsza fala sztuki proto-feministycznej w Polsce, a więc prace Ewy Partum, Natalii Lach-Lachowicz, Izabelli Gustowskiej i Marii Pinińskiej-Bereś tworzone w latach 70. I 80. Chociaż już wtedy była bardzo wewnętrznie zróżnicowana, odnosiła się mocno do cielesności i kwestii związanych z wykluczeniem kobiet z różnych sfer życia kulturowego czy społecznego. Tu warto przypomnieć chociażby pracę Marii Pinińskiej-Bereś Czy kobieta jest człowiekiem? z 1973 roku, która w przewrotny sposób zwraca uwagę uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Fragment kobiecego aktu, pokryty śladami pocałunków, został tu wycięty i wydrążony na kształt kostiumu kąpielowego. Całość zaopatrzona jest w metkę, na której można wpisać datę produkcji i datę ważności. Praca pokazuje, że kobiece ciało jest użyteczne tylko wtedy, gdy służy zaspokajaniu męskich potrzeb. Ironia pozwala na dystansowanie się wobec takich kulturowych przekazów i odzyskiwanie podmiotowości. Potem pojawia się feministyczna sztuka krytyczna lat 90., w obszarze której zaistniały takie artystki jak Katarzyna Kozyra, Alicja Żebrowska, Katarzyna Górna, Monika Mamzeta czy Anna Baumgart. Myślę, że teraz mamy do czynienia z trzecią falą sztuki feministycznej, która funkcjonuje w silnym powiązaniu z tym, co dzieje się aktualnie w Polsce. Jeszcze całkiem niedawno był taki moment, że sztuka feministyczna przycichła, czy nie była aż tak widoczna, jak dzieje się to teraz. Obecnie w kontekście czarnych protestów czy w ogóle sprzeciwu kobiet wobec prób ograniczania ich praw reprodukcyjnych, pojawiają się takie działania, które lokują się na pograniczu sztuki i aktywizmu społecznego, określane jako artywizm.

Czym jest w takim razie sztuka post-feministyczna, o której mówi Pani w zapowiedzi do wystawy?
Wolę mówić o sztuce III fali feminizmu w odniesieniu do podziałów, które pojawiły się Stanach Zjednoczonych. Chodzi o feminizm różnorodności, wieloznaczności, ale także o zwrot w stronę kultury popularnej, zapożyczanie jej symboli i języków, stosowanie strategii symulacji czy mimikry. Można mówić, że trzecia fala to feminizm dziewczyński, głośny i kolorowy, a wręcz taneczny, gdyż jednym z jego haseł jest: „Jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest to moja rewolucja”. Te cechy można też odnaleźć w aktualnej sztuce tworzonej przez polskie artystki. Chodzi przede wszystkim o nie wstydzenie się swojej cielesności, wykorzystywanie jej jako atutu czy odnajdywanie w niej przyjemności. Ta sztuka niewątpliwie różni się od tej z lat 70., czy 90. Jest bardziej zabawowa, radosna, w jakimś sensie lżejsza jeśli chodzi o stylistykę. Ale z drugiej strony tematy, o których mówi, są jak najbardziej poważne. Nie byłabym jednak restrykcyjna, jeśli chodzi o ten podział, gdyż wszelkie podziały wprowadzane przez badaczy są w jakimś sensie sztuczne.


Jadwiga Sawicka, Raz na jakiś czas, 2008-2017

To, co mnie zawsze ciekawi w kwestii przedrostków post-, to do czego się odnoszą w odmiennych kontekstach. I w tym sensie chciałabym przyjrzeć się post-feminizmowi jako feminizmowi, który został w pewien sposób znormalizowany czy wchłonięty. 
Tak, to prawda, że feminizm został w pewnej mierze przyswojony a nawet oswojony. W zachodnich czasopismach feministycznych już dawno przetoczyły się dyskusje dotyczące tego, że postfeminizm jest w pewnym sensie pozbawieniem feminizmu radykalnego ostrza krytycznego. Nie oceniałbym tego jednak tak jednoznacznie.

Jakiś czas temu zwróciła moją uwagę kampania reklamowa jednej ze znanych marek obuwniczych. Na zdjęciu pop-piosenkarka Margaret pozuje na dachu budynku, ma subtelny makijaż, dziewczęcą – niewinną pozę, a mimo wszystko fotografia opatrzona jest hasłem odnoszącym się do kobiecej siły: #dziewczynyrządzą. To jest tylko jeden z naprawdę wielu przykładów pojawiających się ostatnio na rynku. Jaką ma Pani refleksję na temat relacji późnego feminizmu z komercjalizacją wybranych haseł czy estetyk?
No tak, niby to hasło feministyczne, ale tak naprawdę chodzi o napędzanie neoliberalnego systemu kapitalistycznego. Widzę to jednak jako proces bardzo ambiwalentny, zwłaszcza w kontekście polskiego feminizmu. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy pierwsze artystki feministyczne zaczynały działać w czasach PRL-u, nie było u nas zbyt wielu dóbr konsumpcyjnych, a te dobra kojarzyły się z zachodnim luksusem. Natalia LL pokazywała: banany i kobietę, która konsumuje, a także kobietę, która doświadcza rozkoszy seksualnej. Jest to pewnego rodzaju uwiedzenie kulturą popularną czy konsumpcyjną, która w tamtym momencie była przecież synonimem wolności. Dlatego mówię tutaj o ambiwalencji. W ogóle uważam, że kultura popularna jest zjawiskiem bardzo ciekawym, ambiwalentnym, a zarazem niedocenianym, o czym pisze chociażby John Fiske w książce Pokochać kulturę popularną. Ja także widzę w niej bardzo dużo elementów progresywnych. Jednocześnie w pewien sposób nas zniewala, sterując naszą konsumpcją i kreując potrzeby, ale z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę chociażby seriale – pojawia się tam wiele treści emancypacyjnych. I w takim ujęciu należy ją docenić.

Jeśli przyjęłybyśmy takie założenie, że sztuka w pewien sposób diagnozuje czy wyprzedza niektóre nastroje społeczne czy tendencje: co ta sztuka, którą obecna jest na wystawie, mówi o Polkach i Polakach najbliższej przyszłości?
Mówi przede wszystkim o tym, że pojawia się potrzeba kolektywnych działań, solidarności. Odwołując się do czarnych protestów, wskazuje, jak bardzo różne grupy, kobiety i mężczyźni, katoliczki, ateiści, kobiety zamożne oraz ubogie łączyli i łączyły się dla wspólnej sprawy. Zapewne jeszcze nie raz będą chcieli wychodzić na ulice. Sztuka obecna na tej wystawie buduje w gruncie rzeczy pozytywną wizję przyszłości. Pozwala wierzyć w to, że rebelia jest możliwa; że można w inny, lepszy sposób kształtować rzeczywistość; że można ją zmieniać poprzez odważne działania. Widać, że wyzbywamy się pewnych starych nawyków, przyzwyczajeń czy myślenia sztywnymi kategoriami. I artystki feministyczne i aktywistki społeczne korzystają z repertuaru symboli narodowych, przedefiniowują ich znaczenia. Pokazują, że te symbole należą także do nich. W tym sensie sztuka ta łączy to, co w obecnej Polsce wydaje się całkowicie rozdzielone - dwie narracje – wolnościową oraz narodową.


Monika Drożyńska, Terror

Tak, jest to trochę taka walka na symbole, w dużej mierze ze skrajna prawicą, która zawłaszczyła sobie część z nich, naginając ich przyjęte znaczenia do potrzeb własnej narracji. Zastanawiam się równocześnie nad problemem myślenia antagonizmami: czarne-białe, prawica-lewica, my-kobiety, oni-mężczyźni. Taki sposób porządkowania rzeczywistości wydaje mi się jednak już odrobinę przestarzały. Jakie szanse widzi Pani na przeciwdziałanie tym binarnościom?
Mam pewne wątpliwości co do działań, które odseparowują kobiety: z jednej strony jestem przekonana, że tego typu ruchy są potrzebne, żeby wzmacniać kobiety, ich samoświadomość oraz umożliwiać im otwarte rozmowy o swoich problemach we własnym gronie. Z drugiej strony budzi się we mnie pewnego rodzaju sprzeciw, ponieważ myślę, że tylko przez współdziałanie można budować nową rzeczywistość, chociaż nie jest to proste. Trzeba pytać o to, jak to jest możliwe w sensie politycznym – jak działać? Z kim działać? Z kim zawierać sojusze? Jestem przekonana, że tych sojuszy powinno być jak najwięcej i powinny być budowane ponad podziałami. W tej perspektywie warto zwrócić uwagę na to, że w czarnych protestach brały udział nie tylko kobiety, ale również mężczyźni, dla których sprawy kobiet nie są obojętne. Jeśli chodzi o przeciwdziałanie binarnościom, w wielu aspektach życia społecznego czy zawodowego, czeka nas jeszcze bardzo długa i trudna praca. Myślę, że tutaj potrzebujemy filozofii i przeformatowania naszego myślenia. Jestem pod dużym wrażeniem teorii Rosi Braidotii, która mówi o relacyjności. Podkreśla ona, że tym, co przede wszystkim należy poddać krytyce jest indywidualizm i wiążące się z nim nastawienie na jednostkowy sukces, rywalizacja, skupienie na własnym ego. To właśnie indywidualistyczne podejście, tak bardzo zakorzenione w liberalnej demokracji, związane z narracją sukcesu oraz neoliberalnymi wymogami rentowności organizującymi ludzkie życie, uczyniły z nas egoistów i egoistki, którzy nie potrafią docenić wartości, jaką jest dobro wspólne. W momencie, w którym zaczniemy sobie uświadamiać, że jesteśmy mocno zakorzenieni w relacjach z innymi, zarówno ludzkimi jak i nieludzkimi, pojawi się szansa na zmiany. Chodzi o to, żeby uświadomić sobie, że nie tylko „moje ja”, „moje ego”, „moja partia” się liczą.

W jaki sposób późna polska sztuka feministyczna może pośredniczyć w budowaniu relacji i tworzeniu sojuszy z resztą świata?
Tkwimy jednak w rzeczywistości podziałów i kłopotliwe jest to, że te koncepcje relacyjne wydają się trochę utopijne. To jest problem: jak przejść od teorii relacyjności czy wspólnotowości do praktyki, do realnego życia publicznego i komunikacji pomiędzy antagonistycznymi grupami. Oczywiście Polska jest sprawą nas wszystkich, ale jest teraz krajem bardzo podzielonym. Widać chociażby kontrast pomiędzy symbolikami: narodowościową i czarnych protestów. To są jakby dwa odrębne światy. One w rzeczywistości społecznej się nie łączą. Mogą funkcjonować razem tylko w przestrzeni artystycznej i to jest właśnie ważna rola tej sztuki. To spotkanie dyskursów i symbolik ma oczywiście miejsce na razie tylko w świecie fikcji, ale sztuka jest przecież po to, abyśmy mogli sobie wyobrażać niemożliwe i testować pewne rozwiązania odnoszące się do przyszłości.

A jak to wygląda na wystawie?
W sztuce prezentowanej na wystawie pojawiają się prace stworzone na zasadzie współpracy wielu osób. Siła Chóru Czarownic wynika z ich kolektywnego śpiewu. Mamy prace kolektywów: Kolaborantek i Kolektywu Złote Rączki. Marta Frej stworzyła specjalnie na wystawę memy, pytając różne kobiety, dlaczego wzięły udział w Czarnym proteście. Powstała w ten sposób praca pokazująca różnorodność uczestniczek protestów i ich, jakże różne motywacje. Praca Dawida Marszewskiego pt. Ściana oddaje głos kobietom innych narodowości. Instalacja Jadwigi Sawickiej “Raz na jakiś czas” pokazuje dziedzictwo kobiet, które nas kształtuje, bo trzeba pamiętać, że prawo głosowania, studiowania, pracy zawdzięczamy pierwszym emancypantkom, a na naszą świadomość w dużej mierze wpływają inne, często zapomniane kobiety. Autoportrety Ireny Kalickiej można odczytać jako wezwanie do siostrzeństwa ze zwierzętami. Tym samym te prace uświadamiają właśnie kwestię relacji, w których funkcjonujemy; ukazują, że obecnie od działań nastawionych na indywidualną samorealizację, liczą się działania na rzecz wspólnot, w których żyjemy.

Od czego zaczynała Pani pracę nad wystawą? A jaki był jej ostatni etap?
Na samym początku były zdjęcia z czarnych protestów, które zaczęłam zbierać, jeszcze zanim pojawił się w mojej głowie pomysł na wystawę. Zbierałam fotografie, hasła i symbole. Jeśli chodzi o dobór prac, to pieśni Chóru Czarownic były pierwszymi, o których wiedziałam, że muszą się na wystawie znaleźć. Nagrania wideo były specjalnie produkowane na tę wystawę. Z kolei ostatnim elementem była praca Ewy Partum, która powstała już po zamknięciu listy prac wybranych na wystawę. W czerwcu mieliśmy skończony dobór artystek i artystów – natomiast praca Ewy Partum powstała na festiwalu Konteksty w Sokołowsku pod koniec lipca. I wtedy podjęłam decyzję o włączeniu pracy Cytaty Feministyczne. Myślę, że nie zaproszenie jej do wystawy byłoby nieuczciwe. Poza tym jest to znakomita klamra spajająca najmłodszą sztukę feministyczną z twórczością artystek protofeministycznych.


Ewa Partum, feministyczne cytaty, instalacja, Festiwal Konteksty w Sokołowsku, 2017

A w jaki sposób ewoluowało Pani myślenie jeśli chodzi o pracę kuratorską?
Tak jest zawsze, że gdy zabieram się za pracę nad wystawą, zaczynam od jednego lub kilku elementów, o których jestem przekonana, że chcę je pokazać – tak było z Chórem Czarownic i fotografiami z protestu. Później zastanawiam się, jak to ze sobą łączyć i czym uzupełniać. Równocześnie pracowałam naukowo nad tematem przestrzeni publicznej i działaniami kobiet w jej ramach. Moim największym problemem był tytuł wystawy – na początku przychodziły mi do głowy same oczywistości jak „czarne parasolki” i inne podobne. Później zaczęłam zastanawiać się nad tematem polskości, który był szeroko podejmowany w innych wystawach w kraju, np. w Późnej polskości, która odbyła się w tym roku w warszawskim CSW. Zrozumiałam wtedy, że polskość najczęściej jest przedstawiana z perspektywy męskiej, i że wymaga to kobiecej odpowiedzi, wskazania na udział kobiet w życiu publicznym, na ich działania społeczne, postawy patriotyczne itp. Zdecydowałam się więc wejść w dyskusję z tym, co działo się ostatnio w polskim świecie sztuki. Stąd też pojawił się pomysł na tytuł wystawy: jeśli Polki to i patriotki i rebeliantki.

Mam taką myśl, że sztuka, która obecna jest tutaj na wystawie, poprzez zaangażowanie w określone problemy społeczno-kulturowe, niesie za sobą potencjał edukacyjny. Proszę krótko opowiedzieć o programie, który towarzyszy wystawie.
Odbędą się dwa warsztaty dla młodych dziewczyn, oprowadzanie kuratorskie, dyskusja o feministycznym artywizmie w odniesieniu do potrzeby kolektywnych działań. Będzie miała również miejsce sesja na temat aktualnej sztuki feministycznej. Istotne są warsztaty dla nastolatek, których celem jest wzmocnienie młodych dziewczyn, ukazanie im, że należy się buntować, gdy dzieje się coś złego. Warsztaty o buncie poprowadzi Martyna Rogacka, dziewczyna, która dopiero niedawno ukończyła liceum, ale jest bardzo zaangażowana w sprawy kobiet. Słyszałam jej wykład na TedX – „Dlaczego dziewczynom potrzebny jest feminizm?”, który bardzo mnie poruszył i postanowiłam ją zaprosić. Będzie też spotkanie dotyczące kolektywów kobiecych. Będziemy też przywoływać to, co działo się w sztuce feministycznej wcześniej, gdyż bardzo ważne jest pamiętać o tym zapleczu tworzonym przez pierwsze feministyczne artystki. Dlatego też odbędzie się dyskusja Agaty Jakubowskiej z Izabelą Gustowską.


Ewa Świdzińska, Koronczarka, 2009

Czy jest coś na co Pani – jako kurator chciałaby, żeby odbiorcy zwrócili szczególnie uwagę?
Osobiście jestem dumna z Fotoplastikonu. Chciałam pokazać zdjęcia z Czarnych Protestów, ale trochę nie było na nie miejsca w przestrzeni galerii. Postanowiłam więc przechwycić Fotoplastikon, który jest dość ambiwalentny w kontekście galerii sztuki współczesnej, kojarzy się ze zdjęciami erotycznymi czy pięknymi widokami. Poprosiłam o zdjęcia trójkę fotografów: Mateusza Budzisza, Radosława Sto i Barbarę Sinicę. Ich czarno-białe fotografie w trójwymiarze prezentują się znakomicie, można się poczuć, jakby się tam było. Jednak, jeśli chodzi o całość wystawy, chciałabym pozostawić interpretację i sposób odczytania widzom, tak żeby każda osoba mogła odnaleźć to, co dla niej najciekawsze. Pojawiają się prace ironiczne, jak na przykład Zofii Kuligowskiej i Liliany Piskorskiej; stosujące strategię przechwytu i oswajające symbole narodowe, na przykład Agaty Zbylut, Karoliny Mełnickiej i Ewy Świdzińskiej; prace wojownicze Iwony Demko czy Chóru czarownic, rebelianckie – Kolaborantek, a także przeznaczone do intymnej kontemplacji – Dawida Marszewskiego czy Jadwigi Sawickiej. Odnajdziemy też zróżnicowanie stosowanych mediów – od malarstwa, haftu Moniki Drożyńskiej oraz stworzonego przez nią kolektywu Złote Rączki, poprzez fotografie, kończąc na wideo i instalacji. Chodzi właśnie o wskazanie na zróżnicowanie postaw, także artystycznych, a także o to, aby pobyć na wystawie z pracami, z ich twórczyniami i twórcami, poczuć atmosferę i emocje, które ich sztuka przekazuje, odnieść się na swój sposób do własnego uczestnictwa w przestrzeni publicznej. Myślę, że warto na koniec podkreślić, że ta wystawa ma także mocny poznański akcent. Nie ze względu na artystów czy artystki, którzy zostali przeze mnie zaproszeni, ale przede wszystkim poprzez pokazanie osób, które uczestniczyły w protestach i je organizowały. Poza zdjęciami dokumentującymi uczestniczki i uczestników protestów, mam tutaj na myśli szczególnie pracę Jadwigi Sawickiej, Raz na jakiś czas, w której artystka udokumentowała ważne nazwiska aktywistek, badaczek i twórczyń związanych z Poznaniem. Oczywiście nie mogłam zaprosić ich wszystkich do współudziału w wystawie, ale w ten sposób mam nadzieję, że udało się uhonorować ich działania w sposób symboliczny. Bo bez nich wszystkich nie byłoby tej wystawy!
 

Izabela Kowalczyk – historyczka sztuki, kulturoznawczyni, badaczka i teoretyczka sztuki i kultury współczesnej. Autorka książek na temat sztuki krytycznej, feminizmu oraz reinterpretacji historii w sztuce najnowszej, jak również ponad 200 artykułów w zbiorach i czasopismach naukowych. Laureatka Nagroda Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za działalność krytyczną i naukową oraz nagrody Stowarzyszenia Historyków Sztuki za książkę Ciało i władza. W latach 2003–2006 była doradczynią Kulturstiftung des Bundes współtworząc polsko-niemiecki projekt kulturalny Büro Kopernikus. Autorka polskiej części ekspozycji Gender Check / Sprawdzam płeć (MUMOK, Wiedeń, 2009 oraz Zachęta, Warszawa, 2010). W latach 2010–2011 członkini Akademickiej Rady Doradczej dla programu wykładów z zakresu historii sztuki współczesnej Europy Środkowo-Wschodniej prowadzonych na uniwersytetach europejskich, World University Service Austria. Kuratorka wystaw zbiorowych i indywidualnych. Członkini Rady Programowej Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu.

Zofia Małkowicz – doktorantka w Instytucie Socjologii UAM z wcześniejszym wykształceniem artystycznym (UAP). Bada kulturę, sztukę oraz jej relacje z naukami (nie tylko ścisłymi). Interesuje się działaniami, które kwestionują i przecinają obowiązujące porządki, podziały oraz wykraczają poza pojedyncze dyscypliny naukowe czy artystyczne. W obszarze samych sztuk wizualnych poświęca szczególną uwagę wielozmysłowości i somatyczności. Poza pracą naukowo-badawczą realizuje projekty edukacyjne i artystyczne.

Polki, Patriotki, Rebeliantkiwystawa czynna do 8.10.2017
Poznań, Galeria Miejska Arsenał, Stary Rynek 6

http://www.arsenal.art.pl/wystawa/polki-patriotki-rebeliantki/